poniedziałek, 27 maja 2019

Kury i brak lądowiska

Pełne zaufanie tak rzadko się opłaca
Prawie nigdy nie spotyka przystającej odpowiedzi
Pełne zaufanie jest niewidzialne i niedotykalne
Nawet nie wiem kiedy je daję

Nie wiem jakiej dokładnie jest wielkości
Ale wiem że nie mieści się we mnie
Więc choć nie opłaca się go dawać
Ja daję

Daję bo wylewa się ze mnie
I chce wychodzić na wszystkie strony

A co jeśli w którejś z tych stron będzie niewłaściwa osoba
A ile razy już była
I będzie
I choć to wiem dalej daję

Pełne zaufanie mówi nie rozumowi
A serce go nawet nie pyta

Niedopasowanie jest tak wszechobecne
A chęć oddania się  tak obezwładniająca
Że to jest właśnie problem
Ten największy

Kury chcą latać bo mają skrzydła
I będą próbować przez tyle wieków
Aż przechytrzą czas i zmotywują ewolucje

Może nasze serca
Te ludzkie chcące się wyrwać
Pobudzą ewolucję
Może zaczną latać

A gdy zaczną latać
Może wylądują
Na właściwym lądowisku


wtorek, 21 maja 2019

Podwójne uczucia. Wszędzie.



Niewyobrażalne jest to, jakim labiryntem jest się samym dla siebie. Ileż myśli wewnątrz! Uczuć, przekonań, wartości, zawodów, oczekiwań i pragnień. Ileż pragnień, których się nie chce, których się nie rozumie, nie umie zinterpretować. Można tu wypisywać wiele wątków, wiele dróg, które są w nas. Ogromnym labiryntem chodzę w swojej głowie. Codziennie, niezmiennie. Ten labirynt to mój dom. Wydostanę się z niego po śmierci, a na razie chodzę.
Skrajnie dziwne to uczucie. Niby jestem w domu, a bywa tu tak obco. Niby to mój azyl, a trafiam non stop w zakątki, których nie znam. Po raz kolejny staję pod ścianą i, będąc u siebie, nie odnajduję wyjścia. Takie "wtyłzwroty" męczą. Ich powtarzalność, konieczność i nieodwołalność. Pod ścianą przecież umrę z głodu i tęsknoty. Jest to pomysł na szybszą ewakuację, ale przecież to niepoważne.

Chodzę sobie i chodzę. Ściany są kamienne, raczej wysokie. Wyryte na nich dziwne wątki, które nie wiem, kto i po co tworzy.

Tak, ponad wszystko jednak najdziwniejsze to jest uczucie. Codzienne. Obcość u siebie. Jestem taka zmęczona. Nie mogę znaleźć sypialni. Łóżka. Ba! Nie mogę nawet znaleźć fotela, którego oparcie nie powodowałoby skrajnego zgarbienia. Nie umiem czasem znaleźć najmniejszego, twardego stołka, na którym mogłabym przycupnąć. Usiąść i pomyśleć, który korytarz dalej wybrać. Ha, nieraz się zdarza, że wpadam w nieświadome ronda. I tak odnajduję się w tym samym miejscu. Po tygodniu, czy po kilku latach.

Wykorzystuję prawo do bycia zmęczonym. Zagubionym też. I w ogóle, zrezygnowanym. A potem otrzepię kolana i pójdę dalej. Może znajdę jakiś pokój. Może znajdę pokój...


wtorek, 14 maja 2019

Sześć wytopionych trochę świeczek

Odkryto ostatnio, że super- hiper- ultra-biodegradowalne worki foliowe, zakopane w ziemi albo zanurzone w wodzie, zupełnie się nie rozkładają. Wszyscy przewidywali, że odkopane czy wydobyte po kilku latach, będą choć trochę naruszone. Nie były. Mój kartonowy kuferek pewnie już dawno rozpadł się w proch i zmieszał się z ziemią. To nic. Wszystkie przemyślenia, które tam wrzucałam, pozostały we mnie. Chciałabym, by niektóre doświadczenia były bardziej biodegradowalne. Nawet jeśli nie zostały w sferze mojej świadomości, ich echo będzie się roznosiło w kolejnych myślach, sposobie wnioskowania i spostrzegania. Czas płynie, o czym mówię często (i będę mówić), ale sedno duszy pozostaje to samo. Czasem czytam stare posty i, choć śmieję się z ich formy, czerpię z nich wiele.
Od czasu, kiedy zaczęłam dużo dużo myśleć, przeżywać, zastanawiać się nad życiem, obserwować i czuć, minęło już ponad dziesięć lat. I co? I wiem tyle, że warto robić wszystkie te rzeczy. A wtórnie po nich, warto trochę pisać, by dzielić się z innymi. Warto tworzyć wiersze, nawet tak nieudolnie, jak robię to ja. Warto pisać listy. Papierowe listy, w których streszczasz kilka faktów, trochę uczuć i pytań do drugiej osoby. Takich listów, po których odpowiedź dostajesz za kilka tygodni. Takich, o których nie wiesz, czy są odczytane i czy przyjdzie odpowiedź.
Wiecie, co jeszcze warto? Cholernie warto ufać drugiej osobie. Jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy w życiu. I choć zawiodłam się sto razy, ten sto pierwszy raz okazał się najlepszą przyjaźnią. Taką, w której tyle samo dajesz, co odbierasz. Warto próbować ciągle i ciągle i ciągle, mimo tego ogromu ran. Warto nigdy nie zapominać o nikim, kto naprawdę był. Pamiętam o każdym, kto jest bliski mojemu sercu. Nawet jeśli myśli, że tylko był. Jeśli był, to znaczy, że nadal jest i zawsze będzie.
Warto mieć tony swojej ukochanej muzyki, a kiedy przyjdzie ochota - słuchać do obrzydzenia jednej i tej samej piosenki. Warto robić coś wbrew sobie, kiedy wiesz, że jest to bardzo wartościowe, a twoje "wbrew" bierze się tylko z lęku lub z lenistwa. Warto planować i zgadzać się na nagłe zmiany planów, które koordynuje Bóg.

Lubię małe podsumowanka. I dzisiejszym będzie to, że stworzyłam egoistycznego bloga dla siebie. Takiego, którego w domyśle nie miały czytać tysiące ludzi. W którym nie godziłam się na reklamy, ani dodatkowe promocje. Pisałam wiele dla siebie, dlatego, że czułam, że i tak nikt niczego nie zrozumie. Mimo to, okazało się, że moje przemyślenia mogą być dla kogoś cenne. Ba! Nieraz wpływały na czyjeś decyzje. Nie wiem, czy to dobrze, ale kocham taką interakcję dusz. Kocham momenty, kiedy ktoś otwiera się na drugą osobę i szczerze powie jej, że jest za coś wdzięczny, że coś mu się podoba, że potrzebuje czegoś, co tworzysz tylko ty. Dzięki temu sama nauczyłam się mówić innym dobre rzeczy. Jak wielką satysfakcję to daje!

O, i jeszcze warto wymyślać głupie albo proste i banalne piosenki w środku nocy. Szczególnie te, które nigdy nie ujrzą światła dziennego.

A najbardziej to warto kochać, nawet jeśli nie umie się kochać tych, których by się chciało. Warto próbować wtedy na inny sposób. I nawet jeśli nie dostaje się miłości w zamian. I tak warto.

***
Internet rozłożył ramiona
Zagarnął lud i zarządził bliskość

Okazało się, że bywa sztuczna
Wygrali więc ci, którzy rozpoznali jak jej używać
Przegrali, którzy łamiąc karki od pochylania
Zaplątali wzrok i zgubili serce

Ich głowy poturlały się po podłodze metra
Po instagramowych łąkach
A serca nauczyły się najmocniej bić tylko na odległość

A potem okazało się, jak cenni są ci
Którzy siedzą w fotelu obok
Na najodleglejszym kontynencie

Daj im lajka



***






piątek, 10 maja 2019

***

Ukryłeś się za drzewem
To nie znaczy
Że nie widzę

Trzyletni dąb jest cienki
Kołysze nim wiatr
A ty tak nieruchomo
Za nim

Wiatr jeszcze zapach niesie
I w moją stronę wieje
Od ciebie

I nawet para ze stawu
Nie przesłania całości
Jak mleczne szkło
Zdradza zarys

A samochody gdy przejeżdżają
Przejeżdżają
I znikają
Nadal widzę

Wszystko takie ruchome
Przy tobie
A ja nie mam pewności
Kim jesteś

No rusz się!
Wyjdź i głośno powiedz swoje imię
Albo schowaj się
Skutecznie.



wtorek, 7 maja 2019

Pociąg myśli i pociąg do myśli

Pewien kompozytor zauważył, że nasze życie jest jak jadący pociąg. A w nim płynące jednostajnie myśli, ich cykl. Płyną raz szybciej, raz wolniej. Różne mamy widoki za oknem, różnych współpasażerów. Nawet kierunki czasem się zmieniają. Ciekawe są stacje, bo czasem pociąg zatrzyma się na krótki momencik, drzwi otworzą się i za moment zamkną, dlatego, że nikogo nie było na peronie. Na innych stacjach sporo osób wysiada i wsiadają nowi, do których niekiedy tak trudno się przyzwyczaić. Niektórzy mają w sobie coś intrygującego, co chce się opisać w swoim podręcznym notesiku. Chcę się, lecz się nie umie, bo przecież nie ma w naszym języku słów, które pasują odpowiednio do wszystkich wrażeń i myśli. Nie raz dostaje się mandat za brak biletu. Zdarzają się opóźnienia i odwołane kursy, ale to tylko chwilowe zakłócenia. Przecież i tak za moment pojedziemy dalej. Wiosna jest ciekawym czasem, bo mija się zażółcone rzepakiem pola, a przy stacjach ogląda rozkwitnięte, jeszcze nietknięte chorobą kasztany. Niektórzy rozmawiają o maturze, która tak mocno trwa. Mocno tak, że wydrąża stanowcze piętno we wspomnieniowej części mózgu. Inni już o niej nie pamiętają, bo są w innych przełomowych momentach. Nie powiem, od czasu do czasu urywa się film i przegapia się niektóre stacje. O widokach nie wspomnę. Zdarza się też zasnąć na ramieniu obcego człowieka i wcale nie jest nam z tym źle. Ha, bywają też dni, kiedy kładzie się brudne buty z pełną premedytacją na siedzenie naprzeciwko, a zużytą gumę przykleja pod fotel. A co!
Można zauważyć, że banalna to metafora, ten pociąg. Lecz cóż, wybitnie pasuje.

Dziwne to uczucie, gdy widzisz na horyzoncie ostry zakręt i nie masz pojęcia, dokąd pojedziesz dalej. To mieszanka ekscytacji i lęku, niecierpliwości i radości, bo przecież ten zakręt to znak rychłego rozbicia monotonii. A gdy ma się już wiele zakrętów za sobą, nagle każdy kolejny staje się jakby obojętny, a informacja o nim przyjęta przez nasz wzrok, w mózgu nie powoduje wzburzenia. Nagle okazuje się, że wszystkie zakręty są elementem monotonii. Nawet ludzie wymieniający się na stacjach. Także ci, na których ramieniu spałeś przypadkiem lub wręcz przeciwnie. Zepsuta klimatyzacja czy jej brak latem, długi odcinek w nieoświetlonym tunelu i problemy techniczne tablicy informującej o stacjach. Braki żywności w wagonie restauracyjnym, czy gumy do żucia zostawione przez innych na podłokietniku. I choć tyle już było tej wzburzonej krwi, i choć przychodzi, choć o wiele rzadziej, nowa, i choć jedziemy przed siebie, jakoś wszystko nagle jest powszednie. Przed sobą w siatce na oparciu fotela mam jakiś magazyn informacyjny, obok niego plotkarski. Wszystko tak ekscytująco codzienne. Śmierć, zdrada, niewola, niesprawiedliwość, wielkie szczęście, nagła wygrana, nadzwyczajne piękno, zmiany w prawie, wyższe podatki i obietnice wyborcze. Świeżo zmutowane dziecko, które nie ma prawa zachorować i to nieszczepione, które przecież też nie miało tego prawa. I znowu zaskoczenie. A potem inny skandal i kolejna wygrana, która ma wzbudzać zazdrość. Narodziny potomka królewskiego i śmierć wielu nieważnych ludzi. Ilu ich było? Cóż.
Nie dziwi też śnieg latem i burza zimą. Nie dziwi, że boli kręgosłup po niezaplanowanej drzemce w pozycji pijącej żyrafy.
I tak jedziemy, jedziemy.
I nie wiem, dokąd jadę i mało mnie już obchodzi.

I powiedzcie, co w tym wszystkim jest, że przychodzi jednak nowe zdziwienie, ekscytacja i chęć. I nagle znowu pojawia się ktoś, na którego ramieniu chce się przypadkiem zasnąć. Dlaczego w tym mule przyzwyczajeń nagle gaszę światło lewą ręką. Z którego otworu w ścianie wylatują przełamania schematów i te szybkie cięcia stereotypów. Nawet, gdy nie chce się już rozmawiać, będąc znużonym podróżą, dlaczego tak dobrze milczy się z niektórymi. Skąd biorą się te wspaniałe dni, w których nie dzieje się nic wspaniałego, a wciąż są wspaniałe. Skąd bierze się ta chęć i siły do pracy, by opłacać nowe bilety? Ciekawi mnie to i głęboko intryguje. Jadę jakimś pociągiem życiowej hipokryzji, która, bez wątpienia, cholernie przyciąga. Momentami. Krótkimi momentami, ale przyciąga.

Czasem myślę... nie. Często myślę, dokąd, z kim i w jakim stanie dojadę. Na razie jadę.


czwartek, 28 marca 2019

Przechytrzone porzekadła

Wachlarzem z bibuły machał ktoś przed nosem
Z każdym krokiem wprzód wiało mocniej
A potem wielkie wiatraki
Z którymi się nie walczy
Mądrość tak powiedziała
Ludowa

Potem wielki ciąg, łamiący w kolanach
Pogłębiający przymusowo wdechy
Zawsze w twarz, jak chleb masłem w dół
Mądrość tak powiedziała
Tradycyjna

Huragan i tajfun im dalej się idzie
Kroki nie chcą następować
Stoję mimo chodu
I zawsze piasek w oczy
Mądrość tak powiedziała
Obyczajowa

A gdy jestem sobą
Robię, co kocham
Siadam pod ścianą, gdzie nie wieje
I żartuję z takich mądrości



niedziela, 24 marca 2019

Ulubiony dzień i tatuaże na nerkach

Tylko Bóg zna tatuaże na nerkach.
Dziury w żołądku i nocny bezdech duszy.
Tylko On wie, kiedy kalendarz się skończy.
Tak jak On chce, składają się skrzydła biedronek,
A "teraz" było wczoraj i będzie jutro.

Kimkolwiek jest, kryje się nieźle,
Ujawnia niespodziewanie.
Tylko On jest tu codziennie,
Wtedy, gdy jest najpuściej.

Nie wiadomo dlaczego robi to, co robi
I dlaczego nie robi tego, czego nie robi.
I co to jest wszechmoc, wszechwiedza i Miłość, którą On jest.

Tylko Bóg rozumie, dlaczego noc zawsze łączy się z dniem
Dla naszego dobra.
Tylko On nie reaguje, gdy wydaje się, że powinien.
Tylko Bóg tak bardzo jest i ciągle Go nie ma.

Dał rozum, byśmy zrozumieli, że nic nie wiemy,
Gdy się dowiadujemy, pokazuje, że wiedza to nic.
Zna oczy, które nie widzą, uszy, które nie słyszą.
Czyli wszystkie zna.

Tylko Bóg jest ten sam od zawsze.
"Zawsze", którego nie potrafimy wyczuć.
To my jak pogoda w marcu się zmieniamy,
A potem mówimy Mu - czemu ciągle jesteś inny???

On chce tylko miłości,
A my nie umiemy jej dać,
Dlatego pytamy: czego chcesz?
Pytamy do końca kalendarza.
A ten koniec już się z Nim zaprzyjaźnił.
To jest Jego dzień.
I kiedyś stanie się naszym ulubionym.





niedziela, 17 marca 2019

"I patrzę w dal"

Ten moment, kiedy spełnia się pragnienie.
To, które tak wiele dla ciebie znaczy, o którym nikt nie wie.
To, o którym - gdyby - ktoś się dowiedział, nie zrozumiałby go.
Wyśmiał.
Małe-wielkie wzruszenia, których obecność w życiu jest ostoją.
W całym tym wirze beznadziei, nieodnalezienia i nierozumienia najbliższych, są tak cenne. Te małe, subtelne cuda, z których nie muszę się tłumaczyć.
Kuba Badach śpiewa, że człowiek jest wyspą.
Chyba jednak każda wyspa ma swoje niebo.
Powinna się nazywać planetą, a nawet odrębnym wszechświatem.
Na moim niebie spadają gwiazdy.
"Dryfuję więc po morzach. Morzach głów, morzach słów, morzach ust."
Moja wyspa sama dla siebie jest brzegiem, a zderzanie się z innymi wyspami wychodzi jej jednak na złe.
Skupię się na wysyłaniu pozdrowień. Z daleka.
"Człowiek jest wyspą poza swój brzeg
Nie wyjdę więc, choć próbuje.
Morze głów, morze słów wokół mnie.
Lecz cholernie daleko do człowieka jest.
Przebijam się głową co dzień i ciągle mur
I lecę w dół, żeby tak z kimś bliżej niż dotyk być."
Boli głowa od przebijania tych murów. I głowa i ręce i serce.

Dobrze, że na mojej wyspie dzieją się te małe cuda.
Nie samym chlebem żyje człowiek.
No właśnie, więc dobrze, że są.
Uśmiecham się, buszując w głębinach jaskiń i lasów.
Tu, na tej bezludnej wyspie, którą czasem z daleka dostrzeże inna wyspa.
Kiedy nawet się jakaś zbliża, ja zapuszczam się tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Obserwuję przez lunetę. Dobrze życzę każdej. Błogosławię w duchu.
Niech jednak się nie zbliża, nie zderza.
Tak, do tych głębin dochodzą wszystkie cuda i wzruszenia.
Dochodzą i - zapewniam - całą istotą są odbierane.
"Chodzę co dzień na własny brzeg. Dalej już nie.
I patrzę w dal, bezludna jest wyspa mojego ja.
I nic nie zmienia się, nie mogę wyjść poza mnie."
Dużo tu swobody. I już nie będę nigdzie podpływać.
Patrzę wkoło z zaciekawieniem, na wszystkich, którzy przepływają.
Po prostu patrzę.

"Spadł deszcz na wyspie "mnie".
Wśród kropel strug ślady stóp,
Więc musi być nadzieja
To Ty, czy jednak Bóg..."

To Bóg podlewa całą roślinność mojej wyspy.
Daje wodę i małe cuda.
Małe cuda, by mieć co jeść.

I żyli długo i szczęśliwie.
Nie obijając się.



niedziela, 10 marca 2019

Dzień Mężczyzny

I choćby nie wiem, co mówili ludzie, choćby nie wiem, co wymyślały najbardziej kolorowe środowiska - nie mogą mężczyźni żyć bez kobiet, a kobiety bez mężczyzn.
I choćby nie wiem, jak by się tego wypierały jednostki, choćby nie wiem, jak każda z płci próbowała uzasadniać swoją niezależność - nie mogą bez siebie żyć.

Starzy, mądrzy ludzie ze swoimi złotymi myślami,
Światli myśliciele,
Osoby doświadczone bogactwem relacji,
Środowiska pielęgnujące rodziny,
Same rodziny,
Małe dzieci, które widzą najwięcej i mają do powiedzenia najmądrzejsze słowa,
Osoby samotne, których życie nie oszczędzało,
Kościół i jego członkowie,
Filozofowie,
Artyści i najprostsi ludzie.

Od nich właśnie usłyszysz, że jesteśmy sobie potrzebni.
Banał?
Może. Tylko dlaczego dzisiaj tak często trudno do niego dojść. Tak trudno go przyjąć?

Kryzys męskości?
Tak mówią.
A co ja powiem?
Nie ma kryzysu męskości.
Jest tylko kryzys wydobywania.
Wydobywania z siebie tego, co mnie stanowi i tego, kim jestem.

Wielkie mam szczęście w życiu, że w całej mojej rodzinie jest mnóstwo mężczyzn, którzy wydobyli z siebie to, kim są. Wydobyli, postawili przed oczami na piedestale, wyszlifowali. Dają nam przykład i pokazują, że DA SIĘ. Da się być dobrym, opiekuńczym, wiernym, walecznym. Da się być blisko Boga, być wrażliwym, a jednocześnie męskim. Da się być empatycznym i dbającym. Da się mieć własne zdanie i da się podejmować radykalne i ważne decyzje.
Za takich mężczyzn dziękuję Bogu i o takich proszę.

Jesteście nam potrzebni jako ojcowie.
Biologiczni i duchowi.
Jesteście nam potrzebni jako przyjaciele, jako opiekunowie.
Jako bratnie dusze i ci, którzy dają nam przestrzeń do bycia kobietami w pełni.
Jesteście punktem odniesienia dla naszej kobiecości, a my - dla Waszem męskości.
Jesteście potrzebni, jako dziadkowie, którzy zajmą się wnukami - własnymi i przybranymi.
Jako ci, którzy opowiedzą nam o świecie i pokażą, że możemy na Was liczyć.
Jesteście bardzo potrzebni jako mężowie, w którym można złożyć całą siebie. Z pełnią zaufania i z pełnią oddania.
Jesteście potrzebni jako kapłani, których życie jest dla nas największą inspiracją oddania.
Jesteście potrzebni jako synowie, których wychowanie, choć jest wyzwaniem, napawa dumą.

Jesteście potrzebni Bogu do dzieła zbawienia.

Życzę Wam, żebyście mieli w zasięgu wzroku to, co Was stanowi.
Żebyście skupiali się na tym, co ważne.
Wiedzcie, kim jesteście, wiedzcie, jak ważne zadania i walki przed Wami, podejmujcie się ich, trzymajcie się przy tym Boga i dbajcie o kobiety, które On stworzył. Najlepsza forma dbania o kobiety, to pełne przyjęcie ich miłości. Tylko o to w tym chodzi.
Bądźmy dla siebie nie tylko odniesieniem.
Bądźmy dla siebie dopełnieniem i miłością.
Bądźmy, bo się da.

***
Uwielbiam cytat z Pieśni nad Pieśniami:
"Kim jest ta, co się wyłania z pustyni, wsparta na oblubieńcu swoim?" (PnP 8, 5)
On mówi wszystko.




piątek, 8 marca 2019

Ramiona i lniane torby

Ilu byś ich nie widział, wszyscy mają ramiona.
A na ramionach lniane torby.
Na tych torbach komiksy, pejzaże i motta.
Na innych reklamy, to przez przypadek.
Noszą za darmo, mimochodem reklamują.
Przez przypadek też dzielą się życiem.
Jedni rozśmieszają, drudzy dziwią.
Niektórzy są nudni, chodzą bez nadruku.

A w tych torbach?
Nie wiem, co oni tam mają.

Nawet bezdomni mieszczą w nich dobytek.
Kiedyś w jednej widziałam psa.
Taka nowa moda.
Lniane torby.
Torby, którymi się krzyczy.
Torby, którymi się milczy.

Wszyscy je noszą na ramieniu.
Ci, co mają dłonie, czasem niosą w dłoni.
Uważają wtedy, by nie szurać po ziemi.
Idą przed siebie krzywiąc kręgosłupy.
Lniane torby.
Wchodzi do nich bio-eko-myślenie,
Wchodzą bibeloty.
Co dzień przy sercu, co dzień z nimi w drodze.

Czy wrzucają tam tęsknoty?
Czy wrzucają dążenia?

Tak ją kochają.
Tak bardzo codziennie mają.
A gdy wszyscy dojdą do celu,
Co z lnianą torbą?

***
Czasem coś, co z dnia na dzień stawało się bliższe sercu, nagle, gdy jest już niepotrzebne, odrzuca się jak gdyby nigdy nic nie znaczyło. Nawet, gdy kiedyś wyrażało nas. Ot, już tak mamy. My. Ludzie.




Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...