Ponad wszystko cenię subtelność. Ponad wszystko dostrzegam delikatność. Jest pewne uczucie, którego opisać nie potrafię, a jest ono przewodnie dla mojego życia.
Mieszanka piękna, uczucia, zaangażowania, wkładania całego siebie, opanowująca mózg, opanowująca całe ciało, rzeczywistość.
Żeby żyć, trzeba czuć. Widzieć.
Ja widzę. Po prostu widzę.
Widzę, słyszę, czuję.
I co?
Jestem cholernie z tego dumna!
Tyle oschłości wokół. W ludziach. Bo o tę oschłość mi chodzi właśnie. Co się stało? Co się dzieje?
Tragedia. Paranoja. Walczmy z tym, W A L C Z M Y ! ! !
Ciężko mi czasem mówić o czymkolwiek. W języku polskim (jakże bogatym zresztą) brakuje jeszcze wielu słów.
Tyle uczuć i zjawisk wokół, które z serducha chciałabym opisać. Opowiedzieć. Nie umiem, nie znam słów.
Jedno z nich, choć przybliżę. To coś, co odczuwa się, gdy dostrzega się uśmiech na twarzy małego dziecka. To, co czuje się, gdy dotykasz pięknego kwiatu, gdy dociera do ciebie niesamowity głos. To coś, gdy obcy człowiek jest dla ciebie miły, i już czujesz jego sympatię. To coś, co czujesz tak bardzo głęboko, że samemu dotarcie to tego zajmuje ci garstkę czasu. Paradoksalnie, bo przychodzi nagle.
To uczucie, gdy widzisz ogrom czegoś. Po raz pierwszy w życiu spojrzałeś na morze. Ogrom. Po raz pierwszy w życiu spojrzałeś na gwiazdy w ciemną noc, daleko od świateł miasta. Ogrom.
To coś, co jest najpiękniejsze w muzyce, w śpiewaniu.
Nie w śpiewaniu towarzyskim, nie w śpiewaniu kolęd w rodzinie, nie w śpiewaniu na imprezie (choć każdą z tych form cenię). Cichy kącik, ty sam ze sobą. Chodzi tu o UBIERANIE UCZUĆ W DŹWIĘKI.
Uczuć tych pośrednich, nie do końca jasnych dla samego ciebie.
To uczucie, gdy nagle uderza cię miłe wspomnienie, uśmiechasz się.
To zdumienie estetyczne, które ogarnia cię, gdy dotrzesz na szczyt góry i obserwujesz jedyny w swoim rodzaju widok.
Mogę pisać o tym ciągle. Rok, dwa, pół życia, całe...
Odkryłam, że nie potrafię już prawie porozumiewać się z ludźmi, którzy nie czują.
Stoisz obok mnie, patrzysz i nie widzisz. Mnie w tej sekundzie przenika jakby miecz.
***
Chciałabym dziś, tak z głębi serca, poprosić każdego, kto to czyta. Każdego kto zna tego, kto to czyta.
Proszę, zacznijcie czuć. Powróćcie do swojej duszy z lat dziecięcych. Odkopcie to, co głęboko, ale to co JEST, to coś, co jeszcze CZUJE.
Każdy z niepowtarzalną, inną wrażliwością. Każdy bezinteresowny, każdy serdeczny, każdy otwarty, nowy świat.
Wierzę z całego serca w to, że MOŻEMY ZMIENIĆ ŚWIAT. Inspirować go!
Co ja mogę? Możesz wszystko! Zacznij od siebie, a wtedy wszędzie tam, gdzie się znajdziesz zapanuje Twój świat.
Tworzenie jest ważne. Bez niego nie ma życia. Twórz świat wokół siebie, nie tylko krytykuj to co jest.
Tak, tutaj są emocje. Nie te puste. Również nie te oczywiste. Tylko te, które są warte odkrywania.
Patrz na niego, słuchaj, całym sobą. Zrozumiałeś?
***
Ja znów o rok starsza, jakoś dziwnie, obco.
A tort pyszny!
Wakacje, ale brakuje nudy. Napięty grafik :)
To pięknie!
Niedługo szykuje się śpiewanie. Napięte nerwy :)
Też pięknie!
Wreszcie mogę żyć na 100%.
Najpiękniejsza jest przyjemność ze śpiewania poza rywalizacją, poza tymi wszystkimi spinami, minami, pozorami. Poza stresem. Tylko w swoim świecie, w swoim żywiole.
Jeszcze stolica do odwiedzenia w międzyczasie. Piękna pogoda, upały. Żyjemy :)
Mówisz, że tęcza jest ciekawa, tajemnicza.
Mówisz, że składa się z wielu barw, których granice ciężko odróżnić.
Mówisz, że powstaje niezauważalnie i znika tak nagle.
Mówisz, że nikt do końca nie wie, gdzie się zaczyna i gdzie kończy.
Mówisz, że jest rozszczepionym światłem, ale próbujesz jej dotknąć.
Mówisz, że żeby powstała, potrzeba dwóch stron: słońca i deszczu.
Mówisz.
A wiesz? Ktoś kiedyś porównał MIŁOŚĆ do TĘCZY. Mądry ktoś.
Waga słów, bagaż emocjonalny, wszystko. Słowa. Lubię słowa. Lubię słowa, ale te dobre, ładne, delikatne.
Słowa mogą mieć różną wagę. Słowa, zdania, całe wypowiedzi. Wiecie, że mówienie o wynoszeniu śmieci w sposób wzniosły może być całkiem sporym nietaktem. Ważne zaś sprawy, dotyczące całego życia, wielkich wymiarów, nie można traktować jak śmieci, nie można mówić o nich ot tak, gdyby to błahostki.
Istnieje jednak wielki paradoks.
Czasem największe uczucia, ważne wieści trzeba określić prostymi słowami. To, co wymaga przekazania dużego bagażu emocjonalnego, tego negatywnego i pozytywnego warto zmieścić w prostych kilku słowach.
Każdy człowiek jest w stanie przyjąć w jednym momencie określoną ilość informacji.
Jeśli przekazujesz informację o ciężkim wypadku bliskiej osobie, nie opisujesz, co kto czuje, jak wygląda stan rzeczy z całą dokładnością. Nie mówisz o pogodzie, nie mówisz o tym, co robiłeś, gdy o tym się dowiedziałeś.
Tak samo jest w przypadku pozytywnych emocji.
Ludzie, którzy bardzo się kochają często spotykają się po to, by sobie po prostu pomilczeć.
W piosenkach zespołu LemON urzeka mnie m.in. to, jak wokalista wyraża emocje. Sam jest tym, o czym śpiewa. Potrafi w ciągu sekundy zmienić się w kogoś innego. Bawi się nastrojami. Tekst tworzył na podstawie własnych doświadczeń. Co jest ciekawego?
Np. w utworze "Litaj ptaszko". Burzliwa melodia, tyle wrażeń, tyle światów w ciągu kilku minut.
Słowa?
Jest ich niewiele i są proste, ale jak wiele wyrażają!
Utwór mówi o kobiecie, która zostawia mężczyznę dla innego. Ten nazywa ją ptaszyną i mówi jej: leć!
Leć! Jesteś wolna! Ja zostanę sam. A my w tym czasie słyszymy jego ogromny żal i rozpacz, o którym nie mówi wprost.
Zauważam, jak wiele treści utworzyło się w mojej głowie słuchając tego. Piękne dzieło!
Istnieje wiele takich dzieł i własnie takie są idealne.
Zarys, szkielet ciekawie ujętych informacji i treści obudowany pięknymi dźwiękami, rytmem, harmonią. Uruchamia to wyobraźnię i słuchacza i wykonawcy. W tym przypadku Igor Herbut śpiewając ten utwór uruchamia własną pamięć i wie jakich emocji użyć.
Odbiorcy mogą dzięki swojej wyobraźni i wyostrzeniu zmysłów na dźwięki budować swoje sceny w umyśle.
Piękna sprawa.
Dziś specjalnie na ten piękny wieczór coś miłego dla ucha:
Najpierw naucz się milczeć w ogromie hałasu dzisiejszego świata. Gdy nauczysz się milczeć, naucz się milczeć z kimś. Nie obok kogoś, ale z kimś. Nie zapomnij jednak, że milczenie nie może być wieczne, a o swoich uczuciach trzeba mówić innym ciągle. Zwykle przez samą obecność, nawet te milczącą. Uważaj jednak, by milczenie nie pochłonęło słów na zawsze. Zawsze złoty środek, zawsze.
A tu Litaj Ptaszko: https://www.youtube.com/watch?v=xT72JQ-2THI
Tak, wiem, że już po dniu dziecka, ale będzie o dziecku. Chyba się trochę powymądrzam, czasem tak bywa, ale postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami z całego mojego życia na temat dziecka. Troszkę na poważnie i dłużej niż zwykle, ale myślę, że warto się nad pewnymi sprawami zastanowić...
DZIECKO. Dziecko i jego psychika. Ciągle słyszy się, że powinniśmy pozostać dziećmi jak najdłużej. Biblia mówi, by stać się jak dziecko, by wejść do Królestwa Bożego. Starsi ludzie mówią, że najpiękniejszym czasem ich życia było dzieciństwo. Dorosłość zabija, dorosłość jest przykra, nudna, szara, pełna obowiązków, zniewoleń pracą i ambicjami.
Wejdę do głowy dziecka. Pięknie. Zero zobowiązań, niewiele czasu przeżytego, mało doświadczeń, ALE... Wielka otwartość, zadawanie pytań, poznawanie świata całym sobą. Jak nauczyłeś się mówić? Po prostu mówiłeś. Najpierw głupio, nieskładnie, śmiesznie. Wstydziłeś się? Nie. Dzięki temu się nauczyłeś.
W 100% zgadzam się ze stwierdzeniem, że ma się tyle lat na ile się czuje. Duch się nie starzeje. Nie po to piszę, by rzucać pustymi hasłami.
Po pierwsze: są dwie główne ścieżki myślenia. Kluczowe słowa: "DOROSŁOŚĆ" i "ODPOWIEDZIALNOŚĆ". Zauważyłam, że wszystko zależy od tego, jak na początku życia pojmiemy te słowa i jak na nie patrzymy do końca życia.
Ścieżka pierwsza:DOROSŁOŚĆ jest wtedy, gdy mogę robić co chcę. Nikt nie może mną kierować. To, że zaczynam się staczać, to tylko moja sprawa, być może tak właśnie postanowiłem i to mój sposób na życie. JA jestem panem swojego życia. Wolność, swoboda, nadużywanie wszystkiego. Moja wersja siebie. Nie to, jaki jestem naprawdę. Najpierw zaczynam siebie okłamywać, stwarzać swoją wersję siebie. Potem staję się taki do ludzi. Pod koniec sam nie wiem, co jest grą, co jest prawdą. Yyy... nie będę się błaźnić. Cieszyć się? Pff... Nie mam powodów. To nie wypada, tamtego nie zrobię, o to nie zapytam. Jestem samowystarczalny itd. O nic nie pytam, bo przecież już wyrobiłem swoje zdanie na temat każdej dziedziny życia. ODPOWIEDZIALNOŚĆ? Odpowiedzialność to coś, co muszę odczuwać PO (!) zrobieniu jakiejś rzeczy. Narozrabiałem to teraz chyba muszę dostać klapsa. Zrobiłem coś złego? Trudno. Jeśli trzeba to pocierpię, jeśli się uda to zrobię unik karze.
I tak w nieskończoność.
Ścieżka druga: DOROSŁOŚĆ przychodzi w różnym momencie życia. Dorosły mogę być w wieku piętnastu lat. Rozumiem co wokół mnie się dzieje. Poznaję świat, uczę się, systematycznie przyjmuję koleje losu, ale... NIE UDAJĘ kogoś kim nie jestem. Wiem już co jest dobre, a co nie. Trzymam się własnych zasad, głęboko zakorzenionych w mojej pewności. Posiadam już pewne doświadczenie. To właśnie w zasadach jest moja wolność. Rozmawiam z innymi. Doszedłem do tego, że jestem tylko słabym człowiekiem i potrzebuję się zwierzyć. Jak byłem mały, wydawało mi się, że moi rodzice są idealni i wszystko wiedzą, wszystko im wychodzi. Teraz wiem, że tak nie jest. Pozostaję jednak ciągle tym samym dzieckiem. Nie chodzi tu o głupią naiwność, brak obowiązków, niepoważne rozmowy i ciągłą zabawę. Po prostu NIE UDAJĘ kogoś, kto wszystko już wie, bo jest dorosły. ODPOWIEDZIALNOŚĆ? Odpowiedzialność to coś, co muszę odczuwać PRZED (!) własnymi czynami. Rozważam, co jest dla mnie i dla mojego otoczenia dobre. Wiem, skąd biorą się zasady i widzę, że są potrzebne. Umiem uczyć się na błędach starszych, korzystać z ich doświadczenia. Nie buntuję się ciągle, przyjmuję to co jest.
Dwie ścieżki. Całkiem odrębne. Ludzie żyją według jednej, albo drugiej. Oczywiście są tacy, którzy poglądy te mają pomieszane. Cóż... Każdy jest całkiem inny, ale jestem pewna w stu procentach, że WARTO pielęgnować w sobie cechy dziecka. Te cechy, które ubierają mnie w wielką pokorę. Zobacz, zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz wszystkiego, że życia musisz się uczyć. Odrzucasz pychę.
Cechy dziecka, które warto zachować, pielęgnować i manifestować to na pewno: -szczery uśmiech, np. do pięknego zachodzącego słońca, uśmiechu innej osoby; -zadawanie pytań, szacunek do starszych, respekt; -zabawa, robienie głupot, bycie sobą, bycie innym niż wszyscy; -oczekiwanie na niespodzianki, radość płynąca z dawania innym; -prostota serca, prostota uczuć, prostota osobowości, jasność w poglądach, otwartość; -bujna i nieograniczona wyobraźnia; -dążenie do celu bez patrzenia na przeszkody; -brak rozmyślania o tym co było, użalania się nad sobą; -życie tu i teraz. Tych cech są miliony!!!
Każdy z nas jest czyimś dzieckiem! Na zawsze.
Od lat bardzo boli mnie tak widoczna u ludzi chęć stania się na siłę kimś innym. Stania się tym właśnie niby dorosłym. Ciężko mi tu wyrazić wszystkie swoje myśli, ale sądzę, że choć trochę mnie rozumiecie :) Uważam, że nie ma najmniejszego sensu grać kogoś, kim się nie jest. Nie chodzi mi o to, by być niepoważnym, by się nie rozwijać, by się nie zmieniać. Cudownym człowiekiem jest ktoś, kto jest bardzo odpowiedzialny (w ten drugi sposób), wie, jakie jest życie, a mimo problemów cieszy się z małych rzeczy, kocha bezgranicznie i potrafi być z drugim człowiekiem tak na sto procent. Osobiście bardzo cenię takich ludzi i uwielbiam z nimi przebywać. Czyż to nie wspaniałe?
Często od 'dorosłości' i 'dzieciństwa' w naszym mniemaniu dzieli nas jedynie kilka lat. Czyż naprawdę zdołałeś aż tak wydorośleć od piętnastego do dwudziestego roku życia?
Wszystkim dzieciom, nawet tym najbardziej niesfornym życzę, by dalej były wzorem dla starszych i by dorośli mogli się od nich uczyć.
Dziecko jest zawsze cudem. My jesteśmy dziećmi samego Boga, to też trzeba zawsze uwzględniać. Co za przywilej! Jesteś cudem!
*** Siedziała na huśtawce późnym wieczorem i cieszyła się obecnością bliskiej osoby. -Jak to cudownie tak być tu i teraz i nie myśleć o tym, że jutro trudny dzień w pracy. -Tak... -odparł. Kiedyś zawsze tak było. Wakacje trwały w mojej głowie cały rok, a jeden dzień był trzy razy dłuższy od tego dzisiejszego. Wszystko było takie proste i ciekawe. - Dobrze jest znać wartość każdej chwili i być myślami tu, gdzie jest się ciałem. Już nigdy nie będę błądzić po przeszłości, dziwiąc się, że tam nikogo już nie ma i pozostał tylko krajobraz pustki. Już nigdy nie będę biec w przyszłość, bo znowu zorientuję się, że jestem sama na przodzie, a tam gdzie moje ciało jest teraz, marnuję właśnie piękne chwile. -Od dziś jesteśmy znowu dziećmi! - postanowił nagle i zaczął huśtać się mocniej...
*** Piękny film, cudowny, głęboki i niedługi. Dokument z 1995 roku. Wybitny polski dokumentalista, Marcel Łoziński, nagrał swojego syna Tomka, gdy ten miał tylko 6 lat podczas błogiego życia i wycieczek do parku. Chłopiec rozmawiał z obcymi ludźmi z wielką otwartością zadając mądre życiowe pytania. Zachwyca fakt, ile starsi ludzie są w stanie opowiedzieć z własnego życia obcemu dziecku i jaką życzliwością go darzą! Dziś szczególnie polecam ten film KAŻDEMU.
"Wszystko się może przytrafić" Marcel Łoziński
*** Dziś święto w kuferku, ponieważ wybiło 10 tys. wejść. Osobiście odbieram to z wielkim szczęściem i wdzięcznością. Dziękuję za to, że jesteście ze mną! A w tle tymczasowo wiosenne kwiaty z krośnieńskiego rynku. Wakacje w pełni, dużo się dzieje i na horyzoncie kolejne wyzwania :) Serdecznie pozdrawiam!
Specyficzne uczucie. Osobiście uważam, że straszne.
Przejechanie paznokciem po szkolnej tablicy wywołuje okropne uczucie.
Styropianem po szybie, inne takie...
Pamiętam jak w szkole podstawowej chłopaki wiedzieli, że nie lubimy tego odgłosu i na przekór nam specjalnie to robili.
Wydaje mi się, że otaczanie się ludźmi, których zachowanie powoduje u nas spory grymas na twarzy jest nonsensem.
Jeśli jesteśmy zmuszeni, owszem, bycie z nimi jest sztuką i sztuką jest nie odwrócić się od nich.
Jeśli jednak coś nie jest nasze, a otaczamy się tym, na siłę próbujemy pasować, niestety nie przyniesie to pozytywnych rezultatów.
Zobacz, pełno wkoło takich, którzy non stop robią ci na przekór i z całym impetem rysują tablicę.
Myślisz, że chcesz być tak fajny jak oni?
Owijasz najpierw swoje dłonie grubo bandażami i próbujesz trzeć, by być cwanym jak oni. Innym podoba się ta sztuka. Twoi przeciwnicy mają wielu zwolenników. Ty jesteś tchórzem i dotyka cię byle co.
A więc, najpierw bandażujesz swoje dłonie, potem usilnie próbujesz łapać i owijać dłonie ICH.
Efekt?
Ty robisz coś, czego nie pochwalasz i nie chcesz, przy czym błaźnisz się i ośmieszasz próbując robić to na głupi sposób. Igrasz z silniejszymi, próbując ich pętać, narażasz się i jeszcze bardziej się ośmieszasz.
Wolisz zanurzać dłonie w farbie o konsystencji masła w takt pięknej muzyki i malować bo gładkim płótnie?
RÓB TO!
Jesteś w tym najpiękniejszy i najpełniejszy!
Inni nie doceniają?
Ach, gdyby wiedzieli co tracą...
Niech pozostali ścierają swoje paznokcie pośród fałszywego podziwu. Gdy dotrą do krwi zdziwią się, że nikt nie będzie chciał zabandażować ich dłoni na poważnie.
Sukienka taka zwiewna, taka lekka, piękna. Materiał taki delikatny, miły w dotyku i przyciągający wzrok. Dlaczego jednak dziewczyna ubrana w to cudo tak dziwnie się zachowuje? Dlaczego stawia nierówne kroki i zachowuje się jakby coś ją uwierało.
Wierzch. Ten wierzch taki lekki, zwiewny. Podszewka drapie i gryzie. Gruba, gorąca, nieprzewiewna. Ty widzisz tylko wierzch. Okładka książki, jedna strona medalu. Warto zawsze stanąć obok i zobaczyć dwie strony sytuacji.
Nie chcę żeby maj się kończył. Kiedy kończy się maj, uśmiech robi się o dwa milimetry krótszy. Z obu stron zmniejsza się o milimetr. Nie wiem dlaczego to tak działa. Próbujesz uśmiechnąć się od ucha do ucha, a uśmiech mniejszy.
Maju, nadajesz uśmiechowi wysublimowane brzmienie.
Nawet dźwięki w maju roznoszą się jakoś inaczej. Każdy miesiąc ma inne powietrze. Każdego miesiąca dany dźwięk ma inne brzmienie.
Lubię, gdy niesie je wiatr. Ten ciepły. Wtedy lekko drży.
Gdy słońce je ogrzewa robią się bardziej nieuchwytne, ale przez to tajemnicze i jeszcze bardziej napawa mnie to chęcią ich poszukiwania.
Co jest pięknego w słabej uchwytności dźwięków? Łapiesz jeden, próbujesz się nim nacieszyć, gdy ten nagle niknie w twoich palcach. Pozostaje jednak wdzięczny za kryjówkę jaką mu ofiarowałeś - prowadzi za sobą brata, inny dźwięk, który trafia w to miejsce, w które trafić powinien.
PRZEMYŚLENIE NA DZIŚ:
Lubię patrzeć na nieznajomych, tak bezosobowo. Lubię nieznajomych.
Nieznajomi, jesteście piękni i ciekawi.
Trwajcie.
PRZEMYŚLENIE MIESIĄCA: A co jeśli marzenia naprawdę się spełniają?
Zakochałam się. Zakochałam się po raz setny w różnorodności. Zakochałam się w wakacjach. Zakochałam się w życiu pełną piersią. Pełnym oddechem. Po co wymyślać problemy? Problemów nie ma! Są tylko zakręty. Gaz do dechy!!!
Przykład na to, że marzenia się spełniają? Proszę bardzo! Przez wiele dni żyłam marzeniem, by usłyszeć dwa niesamowite głosy w duecie. Głos Igora i Mai. Tak mało prawdopodobne, może kiedyś... KIEDYŚ nadeszło od razu!
Malutka jednostka. Człowiek.
O co w tym wszystkim chodzi?
Każda chwila to pokonywanie barier. Tylko bariery. Ale nie chce mi się. To nie dla mnie.
Ej, nigdy tak nie było, to znaczy, że nigdy tak nie będzie. Jeśli coś trwa trzydzieści lat, to nie da się tego zmienić.
Atmosfera? To pewna stałość. Ciężko ją zmienić.
Ale, ale, ale, ale. Atmosfera to nie ściana. Może być bardzo gęsta, ale swoją gęstością nigdy nie dorówna ścianie.
Mur ma większą gęstość niż atmosfera!!!
Wszystko mi przeszkadza, jakoś nigdy nie jest tak jak w moim śnie.
Jakby się tu usunąć... Wyciszyć. STAGNACJA. To lubię.
Chciałbyś żeby życie było tylko dowcipem? Żebyś mógł powiedzieć z zapalczywą obojętnością: "słaby"?
LUSTRO.
Stań przed nim. Co widzisz?
Widzę kilka osób.
Twarz taką, którą rzadko widuję, którą wyobrażam sobie nieco inaczej. Nie jest taka jaką chciałbym ujrzeć.
Wyraz twarzy znowu nie ten. To ja?
Emocja. Inna w środku, inna na twarzy. Jakieś to dziwne.
Ciągle jest tak jak jest, a nie tak jak chciałbym żeby było.
O co w tym wszystkim chodzi?
O budowę.
Każdy z nas ma swoją budowę. Każdy z nas ma podobną strukturę.
Shrek: "Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy."
Coś dorzucić?
Otóż, każdy człowiek ma warstwy. Dwie warstwy.
Wyobraź sobie postać zrobioną z twardego i sztywnego materiału. Osoba ta pokryta jest elastyczną (może gumową) powłoką. Cała. Usta jednak wychodzą ze sfery sztywnej, nigdy nie są pokryte gumą.
Znowu: o co w tym wszystkim chodzi?
Sztywna część to nasze JA. To, czym naprawdę jesteśmy, czyli również to, co chcemy, by było.
Chcę, by w domu było tak, chcę, by szkoła była inna, chcę być kimś innym niż jestem, chcę spełnić marzenia, chcę być szczęśliwa, chcę być zdrowa, chcę być optymistką, chcę szczerze się uśmiechać.
To właśnie nasz mocny trzon.
On jednak jest twardy (choć zmienny, gdyż ciągle się kształtuje i formuje), nie pasuje zawsze do środowiska.
Chcę być dziś miła dla brata (część trzonu), w domu jednak wszyscy się kłócą, panuje okropna atmosfera, zawsze to samo... Nie udało się.
O co w tym wszystkim chodzi?
Trzeba nam, żeby całe dobro, które siedzi cierpliwie w trzonie, przenikało do części elastycznej. Do tej, która musi dopasowywać się do sytuacji.
To ty masz być kimś, kto powoduje zmiany! To ty masz być kimś, kto wprowadza te zmiany!
Jeśli twoja część elastyczna (codzienność, zwykłe rozmowy, styczność z innymi) nie będzie emanowała tym, co tkwi w trzonie, umrze część elastyczna a potem obumrze sam trzon. Umrzesz ty.
Pełno ludzi wokół mnie, którzy męczą się, że jest jak jest, ale nie zmienią nic, bo przecież "u mnie jest specyficzna sytuacja, nie da się nic zrobić", "nawet nie próbuję, bo to nic nie da".
BŁĄD!!!
Niestety, życie nie jest wygodne i nigdy nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami, ale jeśli czuję się takim a nie innym człowiekiem, muszę takim właśnie pozostać.
To wielka sztuka, trzeba uczynić trud, by wprowadzić ją w życie, jednak tylko to pozwoli nam żyć naprawdę.
Nie zmieniaj się pod wpływem innych. Kiedy wejdziesz między wrony to nie krakaj tak jak one.
Jestem Jan Kowalski, nie Paweł Kowalski. Mam takie i takie upodobania, uznaję takie i takie zasady moralne, wierzę w to, nie w coś innego.
Nie pozwól, by do elastycznej części przenikały toksyny z zewnątrz, bo wtedy cały trzon się zarazi.
Stracisz siebie i być może zorientujesz się dopiero na łożu śmierci.
Nabierz odwagi!!!
Wszystko można zmieniać.
Codziennie pokonuj swoje bariery. Zmieniaj swój mały świat.
Nie mów, że się nie udaje. Nie mów, że wszystko musi być jak zawsze. Nie mów, że się wstydzisz. Nie mów, że nie masz zdania, że nie wiesz, co o tym sądzisz.
Dobrze wiesz.
Elastyczny kożuszek pozostanie na zawsze. I dobrze. Bez tych kożuszków między ludźmi nastąpiłoby zbyt wielkie tarcie a świat spłonąłby przez iskry, które by powstały.
Musimy mieć elastyczne i miękkie powłoki, które nigdy nie będą miały tej samej linii brzegowej, co trzon, ale pomogą nam istnieć w społeczeństwie.
My jednak jesteśmy odpowiedzialni za skład powłoki. My decydujemy, kim jesteśmy.
Chciałabym, by udało się odejść od marazmu, bezczynności i największej naszej choroby - wycofania.
Uda się?
Nareszcie słonecznie! Miło jakoś. Wakacyjnie już.
A, bo to już wakacje.
Jakoś wesoło, ciut obco.
Trochę nerwowo, przed pewnym zdarzeniem.
Ale wakacyjnie. Orzeźwienie.
Lemoniada.
Bardzo ważny post, na napisanie którego czekałam cały rok. Minął rok od otwarcia kuferka. Kuferka, który pomógł mi w wielu sytuacjach. Kuferka, dzięki któremu mogłam powiedzieć co myślę, często sama tego nie rozumiejąc. Nie wiem, czy przyniósł on jakąkolwiek korzyść innym, choć chciałabym, żeby tak było... Najpierw maj, gdy przyroda budziła się do życia... Pamiętam ten maj... Było tak pięknie! Dziś deszczowo. Pomysł blogowania zrodził się wraz z rodzącą się naturą. Lubię takie synchronizacje. Potem wakacje. Jedne z najlepszych w życiu. Niesamowici ludzie, wolne od szkoły po ciężkiej drugiej klasie, wiele niewiadomych przed klasą maturalną. Niewiadome zostały do dziś, jednak zmieniła się jedna rzecz. Polubiłam je. Zrozumiałam, że nasze całe życie, aż do końca, składać się będzie z niewiadomych, a my ufając mamy iść śmiało do przodu. Potem szara jesień. Długie wieczory przy muzyce, gdzie mogłam wlewać do kuferka swoje myśli. Zima, święta, wiele się działo... W czasie ostatniego miesiąca w kuferku ucichło. Ucichło, ale nie na zawsze. Matury się napisały i mam skromną nadzieję, że mogę już mówić o nich w czasie przeszłym. Czas był ciężki, wyczerpujący, ale cieszę się, że udało mi się przetrwać. Cieszę się z każdego maturzysty, którego znam i któremu udało się przetrwać.
Sądzę, że w tym miejscu w kilku zdaniach mogę też podsumować czas spędzony w Koperniku. Tak wiele nie nauczyłam się nigdy wcześniej. Nie mówię o nauce szkolnej, która mijała się w 90% z moimi zainteresowaniami, którą musiałam znosić, zmuszać się do niej. Wiem jednak, że tam własnie miałam być. Niesamowicie ciężki czas. Zawiodłam się na wielu ludziach, zaszokowały mnie poglądy niektórych osób, zasmuciły zachowania jeszcze innych. Nie jestem jednak, by oceniać. Czas ten, choć ciężki, był mi bardzo potrzebny i wiem, że mogę iść w życie z zapasem wielu doświadczeń. I dobrze, że jest jak jest. Cieszę się, że poznałam kilku wspaniałych ludzi i że moje najlepsze przyjaźnie z lat wcześniejszych okazały się trafne, mocne i przetrwały. Ba, jeszcze bardziej się zahartowały.
Idealnie wręcz zazębił się czas urodzin kuferka z pierwszym moim wakacyjnym dniem. Nie wierzę w przypadki!
Jestem szczęściarą i szybko udało mi się zakończyć egzaminy. Pozdrawiam każdego, kto zdaje do końca maja!
Znowu maj. Kocham maj. Zachwycam się przyrodą i oczekuję nowych doświadczeń. Braki na kuferku odrobię, zapewne z nową świeżością. Już za chwilę będę innym człowiekiem, dlatego też moje wpisy będą inne. Będę starała dzielić się moimi nowymi doświadczeniami. 9 tys. wyświetleń jest dla mnie dowodem, że warto robić to, co się kocha. Powtarzam: nie wierzę w przypadki!
Kiedy miewałam pokusę rezygnacji z bloga, w ten sam dzień zawsze dostałam jakieś miłe słowo i zachętę do kontynuacji pisania czasem nawet od obcych osób. Nie robię tu nic wielkiego, czasem to tylko parę słów, piosenka, ale bardzo ważnych dla mnie słów i dźwięków.
Jestem tylko słabym i ciągle wątpiącym człowiekiem. Wątpiącym we wszystko. Ciężki i przykry czas matur paradoksalnie dał mi do zrozumienia, że nie wolno wątpić w siebie. Matura ustna z języka polskiego uskrzydliła mnie bardzo mocno, ponieważ bardzo miłe panie egzaminatorki i ich słowa były dla mnie dowodem na to, że warto pracować głównie w sferze swojej pasji. Praca wtedy jest miła, przychodzi sama, a efekty są znakomite. NIC NA SIŁĘ!
Panie egzaminatorki powiedziały mi, że widać we mnie pasję. Pomyślałam wtedy: tak! Choćby nie wiem co się działo, zawsze i wszędzie chcę inspirować innych i szukać dla siebie samej nowych inspiracji.
Co teraz? Plany na wakacje: zrobić coś dobrego. Zrobić dużo dobrego!
Może jestem szalona, ale te piękne różowe drzewa, to jedno z najlepszych wspomnień ze szkoły :)
Ostatnio coraz częściej tęsknię za truskawkami ze śmietanką i cukrem.
Pocieszam się. Już niedługo!
Dziś smak i zapach tych truskawek skojarzył mi się z nadzieją.
Jak nietrwała jest truskawka. Nie da się jej długo przechować, zamrożona nie smakuje już tak dobrze, sok to sok - nie truskawka.
Krzaczki owocują tak krótko, a tyle przy nich pracy. Szybko obrastają trawą, gubią się w niej.
Truskawka jest tak mała, delikatna, rumiana i... podatna na zniszczenie.
Nie tylko ludzie ją lubią. Nie gardzą nią ptaki i ślimaki.
Zbyt dużo wody sprawia, że gnije. Zbyt mało słońca, że zostaje twarda, zielona i niesmaczna.
Nadzieja jak truskawka.
Nadzieja na lepsze jutro.
Każdy jej pragnie, każdy jej potrzebuje.
Cóż możemy bez nadziei?
Cierpliwość i wytrwałość w pielęgnacji i oczekiwaniu na owoce. Tylko ona sprawi, że nasza nadzieja będzie pyszna, rumiana i jędrna.
Są sprawy, które zabijają nas po części każdego dnia. Ból, niespełnione marzenia, bezradność, bezsilność, choroba, niemoc, niespełnienie, samotność, poczucie braku zrozumienia ze strony innych, znudzenie życiem, poczucie beznadziei, niechęć do życia, etc.
Ależ tego dużo!
Co robić w takich chwilach?
Od wieków te i podobne pytania nurtowały ludzkość.
Jak ja to widzę?
Jest jak ma być. Jesteśmy stworzeni tak, by móc sobie poradzić z tym, co nas spotyka. Jest ciężko. Jest bardzo ciężko. Często jest prawie za ciężko.
Pan Bóg o wszystkim wie, wie jak dozować, wie, po co.
Na pierwszym miejscu stoi modlitwa. Modlitwa często bez słów, lub po prostu: Boże, nie ogarniam. Ty ogarnij.
Pan Bóg daje nam oazy wytchnienia, oprócz tych oczywistych, najważniejszych jakimi są sakramenty itd.
Każdy z nas ma swoje.
Moim wytchnieniem jest muzyka. Jest przystankiem, oderwaniem się.
Mnóstwo innych rzeczy. Śmiech często wbrew wielkiego żalu i smutku, który jest w sercu. Bezinteresowna pomoc innym.
Dostrzeganie piękna, które nas otacza.
Powiesz: "Co mi z pięknej pogody, kiedy wali mi się życie?!".
Właśnie, oto cała sztuka. Dobrze nauczyć się cieszyć z małych rzeczy w momencie, gdy te ważne sprawy zaczynają przybierać niewłaściwą drogę. Zauważysz, że po czasie treningu, te "małe" rzeczy staną się ważne.
Dużo jest tych oaz wytchnienia. Zatrzymujmy się w nich, by napić się wody i zjeść parę truskawek nadziei.
To ważne.
***
Nowa rzecz w kuferku. Nowe doświadczenie.
Nie spieszę się. Idąc do szkoły myślę o drodze, nie o szkole. Żyję tu i teraz.
Jest pięknie!
Wracając do domu wybieram okrężną drogę przez park. Patrzę na ludzi, analizuję, uśmiecham się i żyję pełnią życia.
Nie pozwolę, by inni ludzie mogli zniszczyć we mnie radość.
To, że inni się na nas wyżywają, może świadczyć i ich biedzie emocjonalnej.
Dorobiłam się tarczy na złe traktowanie. Dorobiłam się najprawdopodobniej w mojej szkole. Niedługo byłej.
Tarcza jest trwała.
Zachęcam do zastanowienia się nad takim dorobkiem!
Codziennie tu zaglądam, ale dni są tak rozwleczone a jednocześnie grafik napięty, że nie potrafię zebrać myśli. Pomyślałam, że przyda się tu parę zmian. Uwielbiam wszystko, co związane z kawą. Uwielbiam jej zapach, smak i... działanie :P Dobrze jest tak koncentrować wiele swoich ulubioności w jednym miejscu, stąd w tle widać szklankę po mojej kawie :) Zapachniało cynamonem i kawą z mlekiem!
Za miesiąc matura. Tak. Za miesiąc wolność! Nie mogę się doczekać tego uczucia, jeden z najpiękniejszych momentów w życiu i najdłuższe wakacje w życiu! :)
Założyłam wreszcie kanał na yt, jakoś nigdy nie miałam do tego głowy, a że, jak już wspomniałam, lubię dobreńkie rzeczy koncentrować w jednym miejscu, wreszcie mam playlistę i nie daję jej żyć.
Nie, nie jestem zdrowa... Mam tę playlistę od pięciu dni. Zdążyłam przesłuchać grubo ponad trzysta piosenek... Wychodzi ponad sześćdziesiąt na dzień. Przygotowanie do matury... I wcale nie jest tak, że to wszystko "leci w tle". Wszystko słucham z wielkim zaangażowaniem dokładnie analizując. Gdyby tylko istniał taki zawód, miałabym z czego żyć.
Sądzę, że tak właśnie działa pasja... Uzależnienie się w tym zawiera.
Za oknem już naprawdę pachnie wiosną, chce się żyć! Dużo nieprzyjemności od strony innych ludzi ostatnio doświadczam, ale całe to piękno za oknem wszystko rekompensuje. Jestem bardzo szczęśliwa z tego, co mam i postanawiam coraz bardziej cieszyć się życiem, jeszcze więcej czerpać z chwili, jeszcze bardziej ją doceniać. Dziękuję za to, że ciągle tu zaglądacie, to bardzo miłe i budujące. Jeszcze krótki miesiąc, aż uwolnię się od tego więzienia szkolnego i będę tu wprowadzać nową świeżość. Nie tylko tu.