poniedziałek, 4 lutego 2019

Nagie dusze i wodospady

Gdy wodospad uderza o skałę, nie może ona odczuć każdej kropli z osobna. Nie może, choć każda w nią uderza. Za dużo dociera do mnie, za dużo kropel jednocześnie uderza w moją skorupę. Nie wszystko we mnie działa dobrze, bo nie wszystko potrafię zidentyfikować, rozczytać. Nie potrafię wyczuć pod palcami, odkryć genezy i celu. Wokół jednak walą we mnie całe wodospady. Dlaczego niektóre krople wśród tylu ton wody są jednak tak odczuwalne? Dlaczego niektóre aż tak drążą? Napotkały we mnie szczelinę. Cwane, bo mało jest tych szczelin. Napotkały, wlały się z impetem i drążą. Tak, warto być sobą, ale co to tak naprawdę oznacza? Przecież codziennie jest się odrobinę innym. Tak to działa. Patrzę w lustro i dziwię się. Kim ja jestem? Czasem się nie poznaję.
- Jestem do tego zdolna?
- Jestem na tym etapie?
- Co sobą reprezentuję?
- Komu jestem potrzebna?
- Jakie jest moje zadanie?
- Gdzie jest cel mojego zaangażowania?
Przecież gdy w coś wchodzę, wchodzę cała. Wchodzę cała i zabieram jeszcze spory margines cierpliwości. Gdy kocham, to na całego. I nie potrafię się opanować. Gdy szukam, to bezustannie. I nie umiem zapominać. Gdy porzucam, to całkowicie. I choć wszystko we mnie chce, ja nie wracam. Gdy coś mnie zafascynuje, choćby nie wiem, jak było trudne i niewiarygodne - nie przestaje mnie fascynować.
Pokochałam nieidealność, subtelność, przemijalność, intymność, szczegóły, sztukę i prawdziwe piękno. Kiedyś tak bardzo irytowało mnie, że wodzę wzrokiem duszy za tym, co takie nieuchwytne, tak trudno osiągalne i wymagające. A dzisiaj? Dzisiaj wiem, że to moje ja. Taka jestem i nic, co powierzchowne, nie jest przyjmowane przez moje zmysły. Moje oczy nie dostrzegają już oprawek okularów i tak samo ignorują wiele z codzienności.
Takie to wszystko poplątane, trudne do wypowiedzenia, ale aż chce się to wykrzyczeć. Codziennie chcę krzyczeć i wiem, że tylko Bóg słyszy ten krzyk. Jak wiele to daje! Ta świadomość, że On słyszy ten krzyk. Słyszy, bo chce.
On widzi całość moich skrajności, które są ostre jak odłamki szkła. Widzi je i bierze w swoje dłonie. Nie boi się, że się zrani. Bierze to wszystko i daje temu tchnienie życia. Regularnie. I mówi: no dalej! Chcę byś żyła. Taką cię chcę. Przyjmuję twój chaos. Przyjmuję twoją niedoskonałą i pełną oddania szaleńczą miłość.

Jak to dobrze czasem wyjechać. Wrócić, popatrzeć na siebie i dotknąć prawdziwej siebie. Tej bez skorupy. Inne ubrania już na mnie nie pasują. Dużo daje to, że są miejsca, gdzie mogę je zdjąć. Rozciągnąć mięśnie, poczuć całą sobą. Pozwolić sobie na prawdziwy śmiech, długi płacz, szczere znudzenie, wykrzyczenie tęsknoty i niemyślenie. Dusza przecież ledwo mieści się w ciele, a co dopiero zbroja, która je okala.
Na jakie momenty czekam?
Zetknięcie dwóch nagich dusz. To jest dopiero odwaga!
To jest dopiero życie.
Kiedyś może się odważą.
Jakieś się odważą.


wtorek, 29 stycznia 2019

Dziwne ja - samo w windzie

Wyobraźnia to dobra rzecz. Taka fajna sprawa. Nie mów, że jej nie masz, bo czymś tam na pewno się karmisz. To jest właśnie takie pożądane i cudowne, że jakoś da się oderwać od grafiku dnia. To prawda, czasem zbyt dużo sobie wyobrażamy, tak bezwiednie, to dzieje się samo. Ale tak, tak. Fajne to jest. Te wszystkie kolorowe plamy, dziwne kształty, melodyjki, fraszki i dowcipy. Przecież to wszystko nie powstałoby bez wyobraźni. Nowe inicjatywy, spotkania i rozmowy. Wszystko trzeba zwizualizować. To jak tańczyć w najbardziej absurdalny sposób przed lustrem, gdy jest się samemu w windzie. Ha, najciekawiej łapać te absurdalne myśli i próbować je dla hecy urzeczywistniać. A potem tłum mówi: nigdy bym na to nie wpadł! No właśnie, warto być konstruktorem swojej rzeczywistości w głowie. Wszystko w murach domu, jakim jest rozsądek i wartości. Wszystko ma trzymać się na kręgosłupie moralnym.
To jest takie piękne i absorbujące! Nie bać się być sobą, myśleć o rzeczach, które przecież są NIEWAŻNE, NIEISTOTNE, w których nie masz INTERESU, których nie wpiszesz do CV, którymi w sumie się nie pochwalisz, które nie przyniosą pieniędzy. I tak warto czasem pozwolić sobie na zabawę w sobie. Na śmianie się do siebie. Warto w taki sposób poznawać siebie i z czasem się polubić. Bo kto lepiej zrozumie twoje poczucie humoru, jak nie ty sam? Egoistyczne? Nie do końca. Kiedy znasz siebie i wiesz, że potrafisz być spontaniczny, możesz z całą pewnością i energią wnieść siebie do jakiegokolwiek środowiska!
Nie zawsze jednak kończę na wyobrażeniach. Często lubię sprawdzić, jak to jest w rzeczywistości. I działam. Lubię działania, które są skutkiem marzeń, wyobraźni, czy zbyt śmiałych wymysłów. Czasem te zbyt śmiałe w wyobrażeniu kroki przynoszą mi największą autentyczność. I kolejny krok do przodu. A może do góry?



wtorek, 22 stycznia 2019

Dziś jest jutro, które kocham

Dzisiejszy wschód słońca jest zaproszeniem do przyszłości. Tak, właśnie. Ten wschód, którego jesteś świadkiem. Niby gdzie jest granica między teraźniejszością a przyszłością? Już teraz zaczyna się przyszłość, a ja jestem tak szczęśliwa, że wchodzę w nią ciągle z pełnym wachlarzem przeżyć. Dużo spraw, o których się myśli i tych, które po prostu są w nas. Czy o nich myślimy, czy nie. Trochę obowiązków, a trochę spontanicznych wyskoków. Jakieś drobnostki, które zajmują nas na chwilę, albo jeszcze mniejsze urywki rzeczywistości, które zwracają naszą uwagę. To wszystko tak dziwnie się przeplata. Wiem, że gdy zmieszam żółty z niebieskim, otrzymam zielony. A na co dzień? Tyle lęku (uświadomionego lub nie) o to, co otrzymam jutro z mieszanki tego wszystkiego, co mnie otacza. Mimo tego, że w tych fuzjach jest tyle trudnych odcieni, i tak z werwą idę dalej. Te doświadczenia, regularne, permanentne oraz te jednorazowe, jak szybki kadr - wszystkie są substratami, których produktem jest życie. Jestem wdzięczna za każdy element, który składa się na mój świat. Wiem, że ten świat jest dobrze zaplanowany i jestem dumna, że mogę w nim żyć. Słyszę często, że nie potrafimy być wdzięczni, że ciągle tylko wymagamy. Naprawdę? Nawet w najboleśniejszych dniach potrafię tak dużo dziękować. To sztuczne? Nie! Ja naprawdę czuję wielką, szczerą, głęboką wdzięczność za wszystko, co mnie spotyka. To dziwne, jakiej mozaiki częścią mogę być.
Noc, dzień, święto, praca, obcy, przyjaciele, nieistotni, najważniejsi, zielone, czerwone, stój, idź, czekaj, bierz!, na pewno, zobaczymy..., zobacz, nie słuchaj, teraz, kiedyś, wiem, nie mam pojęcia...
Trochę tego, co pochodzi z zewnątrz i trochę tego, co jest we mnie. Tam mój skarb, gdzie serce moje. To prawda.
W całym tym natłoku wyostrzam dziś wzrok na wdzięczność. Lubię ją w sobie i chcę pielęgnować.
Dzisiaj też wszystkim ją polecam! Czuję się piękną kobietą, gdy potrafię być wdzięczna. O piękno trzeba dbać, by mogło wzrastać. I w to gram!


***
Zauważyłam, że im bardziej wdzięczna jestem za cokolwiek, tym piękniejszy staje się dla mnie świat. Im bardziej skupiam się na tym, co doceniać, tym więcej dobra widzę. Perspektywa naprawdę jest ważna, a wrażliwość daje sposobność do dogłębnego obserwowania. Ode mnie zależy, co zaakcentuję.



czwartek, 10 stycznia 2019

Remont za ciemną woalką

Konserwator zabytku od czasu do czasu musi poddać go remontowi. Tak naprawdę na co dzień zmienia coś w budowli, za którą jest odpowiedzialny. Dba o czystość elewacji i zleca drobne naprawy. Na co dzień - tak, że budynek może tego nawet nie odczuć. I właśnie, choć czasem poprawki te są całkiem subtelne, utrzymują dobry stan.
Przychodzi jednak też taki czas, kiedy fasadę trzeba opleść rusztowaniem, które przysłania się siatką. Duże zamiany wtedy się szykują. Bolesny to czas dla ścian i wnętrza. Dużo musi zostać skute, często z rozmachem, twardym młotem. Niekiedy też zdarza się, że po pierwszych mocnych uderzeniach trzeba jeszcze drążyć ostrym narzędziem małe otworki. Długo, skrupulatnie, aż dojdzie się do odpowiednich sfer. Wiele wtedy się traci. Oprócz schludnego wyglądu, który to brak kryje się za woalką, czasami jest potrzeba rozwalenia czegoś cennego. Czegoś z wnętrza. Nie raz bywa tak, że trzeba zabrać coś nieodwołalnie. Poświęcić coś najcenniejszego po to, by całość mogła istnieć i funkcjonować, służyć i trwać jako ta właśnie całość. Ta, ale odmieniona. Choć po całej operacji fasada może wydawać się mało zmieniona, dodaje sił fakt, że dokładnie wzmocniono fundament. Konserwator wie, co robi.
Wie, że musi dać kiedyś taki czas, czas ukrycia za woalką.
Ten właśnie czas, czas kucia, wbijania ostrych narzędzi a potem - pielęgnowania, to czas wyłączenia z codziennej funkcjonalności. Przechodnie mijają budynek jak dotąd, bo w ciągu jednego dnia przyzwyczaili się do rusztowań, które bezwiednie omijają. I dobrze. Ten czas jest właśnie dla tego budynku. Teraz jest dla niego. Gdy się skończy, budynek ten ma służyć wszystkim tak, że mało który przechodzeń minie go obojętnie.
Wszystko jest po coś.
I czas wyłączenia, i czas bólu, i czas straty, i czas ukrycia.
Gdybym nie pozwoliła mojemu Bogu na remonty generalne, nic we mnie nie służyłoby innym. Nie służyłoby, bo samo nie byłoby funkcjonalne.

Wszystko ma swój czas, a każda praca przynosi efekty. Ta najżmudniejsza i najtrudniejsza, ta niespodziewana i ta, która powoduje długi, może być tą, której efekty są trwałe.
Warto wierzyć. I kochać warto.




środa, 2 stycznia 2019

Jedna rzecz

Zawsze, zawsze liczy się tylko miłość.
Ta miłość, którą opisał święty Paweł.
Nic więcej się nie liczy.
Tylko miłość.
Ta, która jest cierpliwa i łaskawa.
Ta, która nigdy nie ustaje.

Choćby najtrudniejsza miłość i ta najbardziej ukryta,
ta nierealna i ta, która wydaje się, że nie może zaistnieć.
Ta, w którą godzi milion cierni i ta, która będzie nigdy niewypowiedziana.
Ta, która zlana jest z cierpieniem.
Ta, która jest dziś. Ta, w której oddaje się siebie.
Każda miłość i tylko miłość się liczy.

Dziękuję dzisiaj za Miłość temu, który Nią jest.

***
Nie emocje. Nie ja. Miłość.
W Miłość wierzę.




 

***
Nowy rok.
Ile nas czeka minut kochania?
Oby wszystkie.

wtorek, 11 grudnia 2018

Dziób

W pełni wolne, nieograniczone, a jednak się poddały.
Ptaki - ewolucji.
Dzioby dopasowały do tego, co jedzą.
Kształt, wielkość, istotę.

Nie mięknij. Nie rób się zbyt elastyczny.
Nie dopasowuj uszu do tego, co głosi świat.
Nie przyklejaj miękkich dłoni do zła.
Napnij je w geście odmowy.
Nie wykształcaj umysłu i oczu pasujących do otoczenia.
Wszystko się dopasuje i skostnieje.
Jak ptasi dziób.
Nie będzie trzeba wieków.
Wszystko stanie się przed śmiercią.

A potem?
Figurę pochowają, nie ciebie.
Pomnik bezkształtny, ledwo oderwany od tego wszystkiego tutaj.
Z odciśnięciem po każdym śmieciu.
Pomnik beznadziei.

Takie wolne te ptaki, a się poddały.
Poddały się dla funkcji, dla przeżycia.
Tutaj.
Ty masz inny cel.
Nie żywisz się tym, co one.


czwartek, 6 grudnia 2018

Odhaczone

W ankiecie zaznaczam "trudno powiedzieć"
Anonimowo
Cyk, środkowa opcja na skali
I idę dalej i tak po trupach
Niby "złoty środek", by dodać sobie cnoty
Tak sobie mówię
Bezpieczna przystań, stabilny rozkrok
Zostawianie lufciku na nadzieję

Ciągnie mnie do obu brzegów, a stoję na środku
Mijają mnie, pozdrawiam ich
O, ilu ich pozdrawiam
Za kilkoma wodzę dłużej wzrokiem

I znowu "trudno powiedzieć"
"Nie umiem określić"
"Wolę nie odpowiadać"
A zwłaszcza przed sobą

Niby tu wygodnie, tak patetycznie, na rozstaju
Nawet nie wiem dokąd prowadzą te drogi
Pod kierunkowskazem najciemniej

Stanąć by na fali, a unikam kotwicy
O lądzie nie wspominam

Prognozuję stałość
Na rozstaju

Ankieta niemiarodajna.












niedziela, 2 grudnia 2018

Żelki moczone w alkoholu

Kiedy oglądają czarno - biały film
Oglądają film w odcieniach szarości
Ile tam czerni? Ile bieli?
Drobnostka

Czarno - białe?
Nic takie nie jest
Nie kłam, że tak jest
Kłamiesz

Późna noc, a już świta
Nie mów, że znasz granicę
Nie zna jej nikt
Każdy czuje inaczej

Dorosłe obowiązki, dziecięce myśli
Dziecinne reakcje, dorosła odpowiedzialność
Pełnoletni gówniarze, dojrzałe nastolatki
Za dużo pomieszania

Jak żelki moczone w alkoholu
Taka atrakcja wieczoru
By wreszcie móc być dzieckiem i dorosłym
Nie czarnym, nie białym

By wreszcie nie udawać
Być prawdziwym, a nie określonym
We wszystkich odcieniach





 

środa, 28 listopada 2018

Wieża melancholii

Chcę, żebyś wiedział. Żebyś wiedziała:
To nie jest tak, że już nie chcę.
Nie tak, że nie chcę być tu i teraz, że nie chcę się śmiać.
Nie jest tak, że nie chcę już mówić o głupotach, że chcę przestać się bawić w środku zabawy.
Wcale nie tak, że nagle tracę humor, nie tak, że jestem "typową kobietą".
Nie zwracam na siebie uwagi, nie jestem smutna.

Nie potrafię po prostu utrzymać się ciągle w jednym rejestrze.
Kiedy dzieje się tak wiele wokół, nie potrafię płynąć na jednej częstotliwości.
Nie mogę, gdy pod spodem tyle dna, tyle dzieje się w głębi.
"Tylko pstryk i już nie ma mnie - czasem tylko tego chcę. I już nie starać się. Siedzę sam w tej wieży bez dna." [Wieża melancholii - Myslovitz]
Tak, to utwór o mnie.
Kocham się śmiać, wygłupiać, tańczyć i rozmawiać. Kocham być z ludźmi, jednak ciągle... No właśnie.

"Smutna twarz - czy to już jestem ja?
Czy to ten, kogo ty tylko znasz?
Ja i tak przecież nie zmienię się,
Choćbym nie wiem naprawdę jak chciał."

Ta wieża melancholii, to moja wieża. Tylko w takiej jestem księżniczką.
Niejeden smok mnie pilnuje, a ja chyba na nikogo już nie czekam. W tej wieży."

Jak można?
Jak można być jednocześnie tak ekstra- i introwertycznym?
Jak można tak pragnąć rozmowy, ale do tej prawdziwej potrzebować osobności, intymności i odpowiedniego momentu?
Jak można tak bardzo kochać człowieka, zupełnie się z nim nie dogadując?

Tak, cieszę się, zawsze prawdziwie i całą sobą. Często, mocno, realnie.
Lecz cóż?
Po prostu.
Po prostu mieszkam w wieży melancholii.
Jej fundamentem oczy, uszy i serce.
Słabo odizolowane fundamenty. Chłoną.
Powiesz: trudny człowiek, mocny charakter, ciągła niewiadoma.
Nie.

Jestem z Wami, a tak naprawdę ciągle Was obserwuję.
Obserwuję, podziwiam i dziwię się. Zastanawiam. Nie oceniam.
Potrzebuję.

Tak bardzo rozumiem artystów. Rozumiem ich potrzebę nowości, tworzenia, ekspresji tego, czego doświadczają. Rozumiem, że oni tego nie wybrali. Tak już po prostu jest.
Bóg nas tak stworzył. Ja nie wiem, czego On chciał. Nie wiem, po co dokleił nam tyle wypustek szukających ludzi, uczepiających się ich. Jednocześnie uczynił z nas samotników. Nigdy Go nie rozumiałam. Po co stworzył w nas tyle autentyczności, głębi, zawirowań. Dlaczego nie mogę spokojnie żyć? Tak normalnie?

"Wszystko drży i przeszkadza mi śmiech.
Lepiej odejdź już stąd, zostaw mnie.
Nic to nic, przecież wiesz, przejdzie mi,
Tylko deszcz zmyje z szyb brudny śnieg."

Tak, nie pocieszaj mnie. Bądź tylko ze mną.
Bądź właśnie z taką osobą, jak ja.
Jeśli tylko taką masz w pobliżu.
Taka właśnie osoba, choć ma wiele warstw,
odpłaci Ci bezgraniczną miłością.
Za tę cierpliwość. Za chęć.

Moja twarz nie jest obrazem wnętrza. Czasem zupełnie nie jest. Zbyt mało ma funkcji.
Dlatego właśnie, to dlatego kocham czyjeś oczy. To w nie kocham patrzeć, bo wiem, że tam jest choćby cząstka prawdy o kimś. Tej prawdy, która jest w nim w danym momencie.

Trudna to umiejętność. Łączyć dwie teraźniejszości.
Trudna, a taka upragniona.

Z listu św. Jana Pawła II do artystów:
Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział.

***Tych kilka osób, o których teraz myślę. Którzy wiedzą, a którzy pewnie nigdy nie przeczytają tych słów. To oni pokazali mi, że mają też swoje wieże. Mieszkają w nich na zawsze, jak ja i mimo tego, że ustawione są tak daleko od siebie, tworzą osadę.
Dobrze, że możemy przynajmniej słać sobie listy.
Chociaż... no tak, już nie z każdym.

***
Kilka słów z gitarą, a oddają sedno:





 

środa, 7 listopada 2018

Wiekuiste blizny

Jak wytarty prostokąt na nogawce
Telefonem
Tak chcę mieć wytartą pierś
Nadzieją


Jak biały ślad na palcu
Pod obrączką
Tak chcę mieć oznaczoną twarz
Cierpliwością

Jak odgięcia na butach
Po chodzeniu
Tak chcę mieć odgięcia w duszy
Po współprzeżywaniu

Jak zmarszczona skóra przy oczach
Po płaczu i śmiechu
Tak chcę mieć zmarszczoną wolę
Po wstawaniu z upadków

Jak głęboki wdech nabrany mimo złamanych żeber
Po ciosie
Tak chcę oddychać co dzień
Tobą




Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...