Moje jedyne pragnienie?
poniedziałek, 14 października 2013
piątek, 11 października 2013
Oderwanie z napiętej struny. Rozregulowanie. Rozstrojenie. Nietrafiona korespondencja... Coś jeszcze?
Znowu zapomniałeś. Zapomniałeś przesłać list.
Tak dawno nie dostałam od ciebie żadnej dobrej wiadomości. Siedziałam cicho, nic nie mówiąc. Z oczyma otwartymi, jednak nie patrzyłam. Wzrok był obojętny, ramiona także. Patrzyłam nie widząc. Stojąc.
Czy limit został wyczerpany? Kiedyś skrzynka była kopalnią. Kopalnią dobra.
Czekam na dobrą wiadomość.
Dlaczego każdy sygnał jest toksyczny? Dlaczego w słuchawce szlochy zamiast sygnału? Dlaczego?
Śmiech płynący od byle kogo brzmi fałszywie. Drga. Gdzie jest szczęście?
Czekam na dobrą wiadomość. Stojąc.
W akcie desperacji odkopuję najstarszą korespondencję. Jak na złość! Gdzież się podziały moje pocieszenia?
Całą godzinę zastanawiałam się, dlaczego kartka jest nierówna, papier zmęczony - to przecież nasiąknięcie łzami poturbowało jego strukturę. Nie chcę już patrzeć otwartymi oczami. Stojąc.
Nie piszesz, pusto, nie ma dobrych wiadomości. Obkręcam się na pięcie, wokół własnej osi.
Jak szybko płyną! Jest ich coraz więcej, coraz więcej. Czego? Złych wieści. Od kogo? Od ukochanych.
Ty Muzyko, która byłaś moją pociechą! Gdzie jesteś?
To nierówne brzmienia głosów sfrustrowanych zagłuszają Ciebie w moim sercu.
Boże, a Ty?
Skarbie...Jeden, Drugi, Dziesiąty... Powiedz, że u Ciebie w porządku!
Sygnał urwany, list niedopisany.
Czekam na dobrą wiadomość. Stojąc.
Tak dawno nie dostałam od ciebie żadnej dobrej wiadomości. Siedziałam cicho, nic nie mówiąc. Z oczyma otwartymi, jednak nie patrzyłam. Wzrok był obojętny, ramiona także. Patrzyłam nie widząc. Stojąc.
Czy limit został wyczerpany? Kiedyś skrzynka była kopalnią. Kopalnią dobra.
Czekam na dobrą wiadomość.
Dlaczego każdy sygnał jest toksyczny? Dlaczego w słuchawce szlochy zamiast sygnału? Dlaczego?
Śmiech płynący od byle kogo brzmi fałszywie. Drga. Gdzie jest szczęście?
W akcie desperacji odkopuję najstarszą korespondencję. Jak na złość! Gdzież się podziały moje pocieszenia?
Całą godzinę zastanawiałam się, dlaczego kartka jest nierówna, papier zmęczony - to przecież nasiąknięcie łzami poturbowało jego strukturę. Nie chcę już patrzeć otwartymi oczami. Stojąc.
Nie piszesz, pusto, nie ma dobrych wiadomości. Obkręcam się na pięcie, wokół własnej osi.
Jak szybko płyną! Jest ich coraz więcej, coraz więcej. Czego? Złych wieści. Od kogo? Od ukochanych.
Ty Muzyko, która byłaś moją pociechą! Gdzie jesteś?
To nierówne brzmienia głosów sfrustrowanych zagłuszają Ciebie w moim sercu.
Boże, a Ty?
Skarbie...Jeden, Drugi, Dziesiąty... Powiedz, że u Ciebie w porządku!
Sygnał urwany, list niedopisany.
Czekam na dobrą wiadomość. Stojąc.
poniedziałek, 7 października 2013
Może paradoksalnie?
Wiecie, że są rzeczy, które nigdy się nie nudzą. Rzeczy, sytuacje, momenty, słowa.
Ważne, by zawsze były świeże.
Uwielbiam świeżość.
Świeżość słów i dźwięków.
Uśmiech jest oznaką świeżości. Uśmiech - każdy inny. Jak płatki śniegu, nigdy nie powtarzalne.
W największym smutku i dziwactwie można odnaleźć odrobinę świeżości. Każda taka namiastka jest jak aktualizowanie życia. Jak pobieranie coraz to nowszej, ulepszonej wersji.
Jak bardzo trzeba nam takich aktualizacji. Ciągle rodzić się. Rodzić się na nowo.
Jeśli przyjrzeć się nam, jest w nas tyle rdzy, pleśni, zakamarków nigdy nie odkurzanych i nie wietrzonych.
Żeby móc się odnawiać, potrzeba nam stymulatorów, bodźców. Do kuferka wrzucam wielką zachętę, by stać się takim powodem. Chciałabym być przyczyną odnowienia wielu ludzi, zarazem chciałabym, by wiele takich 'przyczyn' mnie otaczało. To jak domino. Jeden popycha drugiego.
Chciałabym być postacią dynamiczną.
Dynamizm = świeżość = chęci = radość = witalizm.
Cieszę się, że wielu ludzi jest tak soczystych jak lemoniada.
Nigdy nie lubiłam słodkich, waniliowych zapachów, zawsze przyciągały mnie zapachy cytrusów i innych świeżości. Ciekawe dlaczego...
***
Trochę o mojej najlepszej przyjaciółce - Muzyce.
Nigdy nie lubiłam stwierdzenia: "ładnie śpiewać". Co to znaczy: "ŁADNIE śpiewać"?
Powiecie: miło usłyszeć coś takiego. Ja powiem: przykro usłyszeć coś takiego.
Czasem zdarzało mi się usłyszeć podobne słowa. Paradoksalnie one potrafią ranić.
Wrażliwość to moje drugie imię. Moje i wielu milionów ludzi. Jeśli ktoś wykona utwór, który jest jego częścią, wypluje emocje, wrażliwość sprawi, że widzi też swoją niedoskonałość, widzi błędy, a nagle ktoś niby zachwycony podchodzi i rzuca hasło: było ŁADNIE.
To tak jakby najlepszy sprinter świata usłyszał od kibiców: "fajnie biegasz".
Otóż, takiego stwierdzenia można używać odnosząc się do trzylatków z przedszkola muzycznego.
Tutaj mówię stanowcze: NIE.

Zamykając oczy zatapiam się w najskrytszych tęsknotach. To dźwięk obezwładnia mnie. Oni tego nie rozumieją. NIE rozumieją. On jednak łapie mnie za kark i mocno ściska lodowatą dłonią. W głowie tyle kolorów, umiejętności nie wystarczają. No trudno. Nikt jednak nie odbierze mi tego, co we mnie. Nikt nie odbierze mi mojego świata. Tonę w brzmieniu. Tonę, ale nie próbuję się ratować. Uśmiecham się w myślach, że płynę po niestrzeżonym terenie. Nikt mnie nie uratuje!
Oddech pomiędzy frazami stanowi również część wyrazu. Teraz już nie potrzebuję słów. Mówię Muzyką.
Nagle mój nieprzyjaciel - Czas - krzyknie znienacka: HEJ! Włączy się czerwona lampka: koniec, koniec, koniec!
Ależ koniec czego? Koniec mnie? Znów powrót do maski? Znów powrót do czerstwej rzeczywistości?
- Wynurzaj się, wynurzaj!
-Ach, chwilę mogłam być sobą. Taką nierozumianą, ale prawdziwą sobą. Szkoda, że tak krótko to trwało.
Wstałam z ziemi, otrzepałam się z resztek osobowości i poszłam przed siebie.
NAGLE, podchodzi najlepszy z przyjaciół, ktoś wierny sercu i uśmiechając się, w beztroskiej nieświadomości wbija ostry nóż w plecy.
Ciarki przechodzą po całym ciele, łzy cisną się do oczu.
-Ładnie śpiewałaś. - powiedział przyjaciel.
-Dziękuję. -odpowiedziałam przełykając łzy...
Ważne, by zawsze były świeże.
Uwielbiam świeżość.
Świeżość słów i dźwięków.
Uśmiech jest oznaką świeżości. Uśmiech - każdy inny. Jak płatki śniegu, nigdy nie powtarzalne.
W największym smutku i dziwactwie można odnaleźć odrobinę świeżości. Każda taka namiastka jest jak aktualizowanie życia. Jak pobieranie coraz to nowszej, ulepszonej wersji.
Jak bardzo trzeba nam takich aktualizacji. Ciągle rodzić się. Rodzić się na nowo.
Żeby móc się odnawiać, potrzeba nam stymulatorów, bodźców. Do kuferka wrzucam wielką zachętę, by stać się takim powodem. Chciałabym być przyczyną odnowienia wielu ludzi, zarazem chciałabym, by wiele takich 'przyczyn' mnie otaczało. To jak domino. Jeden popycha drugiego.
Chciałabym być postacią dynamiczną.
Dynamizm = świeżość = chęci = radość = witalizm.
Cieszę się, że wielu ludzi jest tak soczystych jak lemoniada.
Nigdy nie lubiłam słodkich, waniliowych zapachów, zawsze przyciągały mnie zapachy cytrusów i innych świeżości. Ciekawe dlaczego...
***
Trochę o mojej najlepszej przyjaciółce - Muzyce.
Nigdy nie lubiłam stwierdzenia: "ładnie śpiewać". Co to znaczy: "ŁADNIE śpiewać"?
Powiecie: miło usłyszeć coś takiego. Ja powiem: przykro usłyszeć coś takiego.
Czasem zdarzało mi się usłyszeć podobne słowa. Paradoksalnie one potrafią ranić.
Wrażliwość to moje drugie imię. Moje i wielu milionów ludzi. Jeśli ktoś wykona utwór, który jest jego częścią, wypluje emocje, wrażliwość sprawi, że widzi też swoją niedoskonałość, widzi błędy, a nagle ktoś niby zachwycony podchodzi i rzuca hasło: było ŁADNIE.
To tak jakby najlepszy sprinter świata usłyszał od kibiców: "fajnie biegasz".
Otóż, takiego stwierdzenia można używać odnosząc się do trzylatków z przedszkola muzycznego.
Tutaj mówię stanowcze: NIE.

Zamykając oczy zatapiam się w najskrytszych tęsknotach. To dźwięk obezwładnia mnie. Oni tego nie rozumieją. NIE rozumieją. On jednak łapie mnie za kark i mocno ściska lodowatą dłonią. W głowie tyle kolorów, umiejętności nie wystarczają. No trudno. Nikt jednak nie odbierze mi tego, co we mnie. Nikt nie odbierze mi mojego świata. Tonę w brzmieniu. Tonę, ale nie próbuję się ratować. Uśmiecham się w myślach, że płynę po niestrzeżonym terenie. Nikt mnie nie uratuje!
Oddech pomiędzy frazami stanowi również część wyrazu. Teraz już nie potrzebuję słów. Mówię Muzyką.
Nagle mój nieprzyjaciel - Czas - krzyknie znienacka: HEJ! Włączy się czerwona lampka: koniec, koniec, koniec!
Ależ koniec czego? Koniec mnie? Znów powrót do maski? Znów powrót do czerstwej rzeczywistości?
- Wynurzaj się, wynurzaj!
-Ach, chwilę mogłam być sobą. Taką nierozumianą, ale prawdziwą sobą. Szkoda, że tak krótko to trwało.
Wstałam z ziemi, otrzepałam się z resztek osobowości i poszłam przed siebie.
NAGLE, podchodzi najlepszy z przyjaciół, ktoś wierny sercu i uśmiechając się, w beztroskiej nieświadomości wbija ostry nóż w plecy.
Ciarki przechodzą po całym ciele, łzy cisną się do oczu.
-Ładnie śpiewałaś. - powiedział przyjaciel.
-Dziękuję. -odpowiedziałam przełykając łzy...
sobota, 5 października 2013
Łatwizna kasowania.
Tyle lat. Tyle lat.
Tyle lat pisania.
Okazało się, że pisałam po piasku.
Przyszła fala i...
Po zapiskach.
Tyle lat pisania.
Okazało się, że pisałam po piasku.
Przyszła fala i...
Po zapiskach.
środa, 2 października 2013
Część IV - ostatnia: "Schodami w dół, z melodią bez nut..."
Znalazła jeszcze mnóstwo innych tekstów. Swoich tekstów. Większość jednak tylko ponapoczynana, nie zrozumiana przez nią po paru latach.
- Jakie to dziwne uczucie -pomyślała - nie znając siebie samej sprzed paru krótkich lat.
Ostatni tekst, rzucający jej się w oczy (nie będący ani wierszem, ani prozą, jedynie inwalidą tekstowym), nosił tytuł "Troska".
"Troska"
Gdybym chciała, mogłabym podpiąć te trzy teksty do jednego cyklu. Jakbym go nazwała?
Może i są śmieszne, ale nie odrzucę ich, bo kiedyś wyrażały mnie.
Teraz?
Może uzupełnić szkatułkę o nowe teksty?
Może odszukać innych skarbów?
Może po prostu zatracić się w ciszy na bordowym fotelu?
Teraz pozostaje mi schodzenie w dół. Po schodach.
Idę w dół, dół, dół....
***
Czasami nie wiem, co przeze mnie przemawia. Co sprawia, że mam siłę w czasie późnych godzin nocnych siedzieć tu i wymyślać nowe teksty. Choć wiem, że do niewielu osób one docierają, że teraz, w roku szkolnym i już akademickim, mało kto ma czas czytać moje bzdury. O chęciach nie wspomnę. Mimo to, widzę, że ciągle jesteście, co dodaje mi nowych sił.
Dodajcie jeszcze POWERA na poranek, bym potrafiła być tam, gdzie nie zawsze chcę być.
- Jakie to dziwne uczucie -pomyślała - nie znając siebie samej sprzed paru krótkich lat.
Ostatni tekst, rzucający jej się w oczy (nie będący ani wierszem, ani prozą, jedynie inwalidą tekstowym), nosił tytuł "Troska".
"Troska"
Obłoki troski wznoszą się nad nami ciągle.
Jej nie widać, nie słychać, nie zawsze czuć... ale ona JEST!
Krąży tu, tam. Jest jak tumany dymu z wielkiego ogniska rodzinnego,
a zarazem jak ciekawy, delikatny dymek unoszący się z kadzidełka przyjaźni.
Myślisz - jestem całkiem sam.
Leżysz bezdomny, może pod drewnianą ławką wyrzeźbioną zębem czasu i magii.
Widzisz szczury w kontenerach pełnych obrzydliwych odpadków...
Odwracasz wzrok w obrzydzeniu.
Ależ nie! To troskliwe istoty opiekujące się swoimi młodymi
w raju przysmaków i szlachetnego im bytu.
Wiedz, że tu jest życie.
Ktoś troszczy się o ciebie ZAWSZE.
Samotność nie usprawiedliwia cię z niczego!
Troska brodzi w rzece pytań, lecz na brzegu słyszysz gasnące głosy nadziei...
Troska JEST.
Gdybym chciała, mogłabym podpiąć te trzy teksty do jednego cyklu. Jakbym go nazwała?
Może i są śmieszne, ale nie odrzucę ich, bo kiedyś wyrażały mnie.
Teraz?
Teraz pozostaje mi opuścić to miejsce. Miejsce z wszystkimi jego zapachami, kształtami, strukturami, przywilejami. Z jego ciszą i akustyką. Z bordowym, starodawnym fotelem, z małym okienkiem spod dachu, przez które widać fragment naderwanej rynny.
Pozostaje mi zamknąć drzwi, by wrócić tu za jakiś czas...Może uzupełnić szkatułkę o nowe teksty?
Może odszukać innych skarbów?
Może po prostu zatracić się w ciszy na bordowym fotelu?
Teraz pozostaje mi schodzenie w dół. Po schodach.
Idę w dół, dół, dół....
***
Czasami nie wiem, co przeze mnie przemawia. Co sprawia, że mam siłę w czasie późnych godzin nocnych siedzieć tu i wymyślać nowe teksty. Choć wiem, że do niewielu osób one docierają, że teraz, w roku szkolnym i już akademickim, mało kto ma czas czytać moje bzdury. O chęciach nie wspomnę. Mimo to, widzę, że ciągle jesteście, co dodaje mi nowych sił.
Dodajcie jeszcze POWERA na poranek, bym potrafiła być tam, gdzie nie zawsze chcę być.
poniedziałek, 30 września 2013
Część III: "Krocząca po deskach."
Nowy dzień, nowa rzeczywistość. Nowa rzeczywistość. Rzeczywistość.
Piękne są wschody słońca, szkoda, że są tak wcześnie :)
Ileż razy w drodze do szkoły żałuję, że nie mam ze sobą mojego Canona. Wszystko takie przemijalne. Stale zmienne. Chciałabym tak na chwilę zatrzymać czas, oprawić w ramkę to, co pięknego przede mną, powiesić nad łóżkiem i patrzeć, patrzeć, patrzeć!
Nie liczy się to, co chcemy. Trzeba żyć, ciągle do przodu.
Miodem na zadziory niech będzie to, co nasze. Niech będzie Muzyka. Niech stanie się Muzyka!
Czym jest dla ciebie przyjaźń? Nie zapominaj o niej w natłoku zdarzeń. TYLE ZDARZEŃ.
Zapominasz o tym, co naprawdę ważne. Ugruntowałeś to, co dobre? Opublikowałeś uśmiechy i smutki?
Znosisz, nie znosisz?
Kolejny wieczór na strychu było dopiero jej drugim, jednak czuła, że przebywanie tam stało się rychlej niż wszystko - rytualne.
Rytuały osobiste budują własne "ja".
Kolejny tekst z przeszłości czytała jedząc rurki z kremem:
"Samotność"
Za krótka jest moja doba.
Jak tu nie dać się wciągnąć w wir codzienności? Już uciekam.
***
Gdzie przekaz?
Trudne to, co piszę, jednak wiem, że pisać to muszę. Przepraszam.
Kuferek jest skomplikowany w pewnych obszarach.
Sferę artyzmu - tego mojego, może skrzywionego - objawiam tak. A tak. Atak.
Piękne są wschody słońca, szkoda, że są tak wcześnie :)
Ileż razy w drodze do szkoły żałuję, że nie mam ze sobą mojego Canona. Wszystko takie przemijalne. Stale zmienne. Chciałabym tak na chwilę zatrzymać czas, oprawić w ramkę to, co pięknego przede mną, powiesić nad łóżkiem i patrzeć, patrzeć, patrzeć!
Nie liczy się to, co chcemy. Trzeba żyć, ciągle do przodu.
Miodem na zadziory niech będzie to, co nasze. Niech będzie Muzyka. Niech stanie się Muzyka!
Czym jest dla ciebie przyjaźń? Nie zapominaj o niej w natłoku zdarzeń. TYLE ZDARZEŃ.
Zapominasz o tym, co naprawdę ważne. Ugruntowałeś to, co dobre? Opublikowałeś uśmiechy i smutki?
Znosisz, nie znosisz?
Kolejny wieczór na strychu było dopiero jej drugim, jednak czuła, że przebywanie tam stało się rychlej niż wszystko - rytualne.
Rytuały osobiste budują własne "ja".
Kolejny tekst z przeszłości czytała jedząc rurki z kremem:
"Samotność"
Wokół błoga cisza... Napawa cię najpierw spokojem, możesz odetchnąć.
Nagle - atakuje melancholia - jakby od tyłu, z zaskoczenia.
Strach, nicość, bezkres...
Już nie jesteś jak korek na wodzie, masz samotność u boku, nie unosisz się swobodnie.
Kto tam? - Znowu nikt!
To złudzenie?
Nie, to prośba!
Wiesz, że samotność jest jak płatek róży - piękny nawet, gdy uschnie.
Pachnie nikim, tu pachnie nikim, ach...
W końcu poddajesz się... Coś zacisnęło się na twoich wnętrznościach.
Tęsknota! Tak, to ona!
Zawsze dogania samotność jakby grzmot błyskawicę.
Rozpaczliwie szukasz zdjęcia, czujesz, że zapominasz jak wygląda.
Fotografia zbyt głęboko w szufladzie.
Nie płacz, posłuchaj...
Otwórz.
Tęskniłeś?
Przecież byłeś sam przez kilka minut...
Za krótka jest moja doba.
Jak tu nie dać się wciągnąć w wir codzienności? Już uciekam.
***
Gdzie przekaz?
Trudne to, co piszę, jednak wiem, że pisać to muszę. Przepraszam.
Kuferek jest skomplikowany w pewnych obszarach.
Sferę artyzmu - tego mojego, może skrzywionego - objawiam tak. A tak. Atak.
Oto człowiek z prawdziwym talentem artystycznym.
Nie: "ładnie śpiewasz" (blee), lecz: "pięknie tworzysz, pięknie grasz, pięknie tworzysz, najpiękniej przekazujesz i wyrażasz się."
Nie: "ładnie śpiewasz" (blee), lecz: "pięknie tworzysz, pięknie grasz, pięknie tworzysz, najpiękniej przekazujesz i wyrażasz się."
niedziela, 29 września 2013
Część II: "Stare, ale jare..."
Boso. Tak jest najlepiej. Chciała uniknąć drzazg powbijanych w stopy, więc jak najdelikatniej stawiała kroki. Schody były drewniane. Przyjemnie drewniane. Mimo rzadko osadzonych drzazg, były gładkie. Nikt nigdy ich nie polerował. Połysk nadały im wielokrotne spacery wielu domowników w skarpetkach. Uchyliła drzwi. Wcale nie był to wielki tajemniczy strych jak z bajki, w którym nikogo nie było od stu lat. Na podłodze kurz nie sięgał do kostek, a jej twarz wcale nie napotykała na pajęczyny co pół kroku. Nie. To zbyt schematyczne, tak jest wszędzie.
Usiadła z gitarą na starym fotelu z bordową tapicerką, który mimo utraty sporej części gąbki, nadal był wygodny. Zamknęła oczy. Miała pewność, że nie słyszy jej nikt...
Minęła godzina. Nawet nie wiedziała kiedy. Po prostu grała i śpiewała to, co miała w duszy.
To, co miała TERAZ. Wymyślała na bieżąco, nic nie planując, a po wyśpiewaniu nie pamiętała, co było przed chwilą. Uwielbiała ten stan. Swoista nirwana. Niebyt.
Po godzinie jej rytuału przyszła jej do głowy pewna myśl:
- Otworzę szkatułkę, do której nie zaglądałam parę lat.
Odnalazła tam swoje wiersze z kiedyś. Ha, one może mało przypominały wiersze, ale wtedy wydawało jej się, że nimi są. Oddawały to, jak kiedyś myślała, co tworzyła.
Jeden z wierszy przypomniał jej wiele sytuacji. Oto on:
"Bezsilność"
Usiadła z gitarą na starym fotelu z bordową tapicerką, który mimo utraty sporej części gąbki, nadal był wygodny. Zamknęła oczy. Miała pewność, że nie słyszy jej nikt...
Minęła godzina. Nawet nie wiedziała kiedy. Po prostu grała i śpiewała to, co miała w duszy.
To, co miała TERAZ. Wymyślała na bieżąco, nic nie planując, a po wyśpiewaniu nie pamiętała, co było przed chwilą. Uwielbiała ten stan. Swoista nirwana. Niebyt.
Po godzinie jej rytuału przyszła jej do głowy pewna myśl:
- Otworzę szkatułkę, do której nie zaglądałam parę lat.
Odnalazła tam swoje wiersze z kiedyś. Ha, one może mało przypominały wiersze, ale wtedy wydawało jej się, że nimi są. Oddawały to, jak kiedyś myślała, co tworzyła.
Jeden z wierszy przypomniał jej wiele sytuacji. Oto on:
"Bezsilność"
Bezsilność niszczy wszystko...
Cały świat, siłę, myśl, nadzieję!
Widnokrąg prosi: IDŹ! - A ty stoisz.
Stoisz na tym nędznym chodniku
pustych uczuć, nie dajesz się porwać
w gąszcz człowieczeństwa...
Jesteś bezsilny! Wzruszasz ramionami na świat,
jednak pragniesz bliskości nieba, Boga i przyjaciela.
Błagasz wzrokiem, krzyczysz! Dalej bezsilność.
Przez nią zawsze się płacze!
Nie ma schowka na zło, sejfu zamykanego szyfrem na wieczne czasy.
Nie ma i nie będzie, a ty do końca zostaniesz bezsilny,
nie przestaniesz wzruszać ramionami,
pozwolisz na to, by każda słona łza spływała swobodnie po policzku...
Przez to zawsze się płacze!
I na nic krzyk, błaganie.
Na nic.
Wyjrzała przez maleńkie okno pod dachem. Deszcz nadal padał. Ona zdała sobie sprawę, jak wielką rolę w jej życiu odgrywała i odgrywa bezsilność. W każdej formie. Ileż to razy czuła ogromny brak sensu, własną niemoc. Niemoc wobec tylu rzeczy, tylu spraw. Niesprawiedliwość.
O nie! Na dziś wystarczy...
Po chwili leżała pod ciepłą kołdrą. Codziennie ten sam monolog. Mówiła w nicość. Bo prawdziwe jest to, czego nikt nie słyszy...
Szkatułkę wzięła ze sobą. Jutro wróci do innych wspomnień.
***
Czas ciężki, codzienność nieco zaczęła przytłaczać, jednak próbuję uruchamiać głęboko zaszyte niegdyś zasoby optymizmu, te 'na czarną godzinę'. Trochę samotności, trochę zagubienia. Wszystko jest ważne!
A wrzesień już prawie za nami.
O nie! Na dziś wystarczy...
Po chwili leżała pod ciepłą kołdrą. Codziennie ten sam monolog. Mówiła w nicość. Bo prawdziwe jest to, czego nikt nie słyszy...
Szkatułkę wzięła ze sobą. Jutro wróci do innych wspomnień.
***
Czas ciężki, codzienność nieco zaczęła przytłaczać, jednak próbuję uruchamiać głęboko zaszyte niegdyś zasoby optymizmu, te 'na czarną godzinę'. Trochę samotności, trochę zagubienia. Wszystko jest ważne!
A wrzesień już prawie za nami.
Odnalazłam parę moich pseudo-wierszy i postanowiłam je tutaj wrzucić. Może dla fanu, może dlatego, że nie chciałabym, by zostały w szufladzie na wieki. Pierwszy dzisiaj. Reszta wkrótce.
Miło wspominam czasu gimnazjum, a te wiersze właśnie o nich mi przypominają.
Dziękuję za 5 tys wejść, jest to dla mnie bardzo budujące.
:)
Miło wspominam czasu gimnazjum, a te wiersze właśnie o nich mi przypominają.
Dziękuję za 5 tys wejść, jest to dla mnie bardzo budujące.
:)
piątek, 27 września 2013
Część I: "Zdecydowane niezdecydowanie."
-Jest tak późno, tak ciemno i... dziwnie. Po prostu dziwnie - pomyślała. Za oknem pogoda zaostrzała jeszcze bardziej szorstką atmosferę panującą w domu. Deszcz padał już od dwóch tygodni. Bez przerwy.
- Nie wiem, czy chcę tam wchodzić. Boję się. To miejsce jednak dziwnie przyciąga mnie, jakaś siła kieruje moje kroki ku tajemniczym schodom. Zawsze tam były, są niezmiennie, lecz nigdy nie myślałam o ich istnieniu... - myśląc o tym, szybkim, zdecydowanym ruchem czyściła poplamione biurko mankietem koszuli.
-Zrobię to, ale jutro. Odkopię parę tajemnic, wyruszę tam, gdzie nigdy nie byłam. Utożsamiam się teraz z małym, zapomnianym, pluszowym misiem, leżącym na dnie pudełka od dwudziestu paru lat. To tak, jakbym słyszała kroki dziecka, które zaraz odnajdzie mnie i wydobędzie, a ja zachwycę się i uspokoję. Uspokojenie...
Schody zaskrzypiały! Daję głowę, że schody zaskrzypiały!
- Nie wiem, czy chcę tam wchodzić. Boję się. To miejsce jednak dziwnie przyciąga mnie, jakaś siła kieruje moje kroki ku tajemniczym schodom. Zawsze tam były, są niezmiennie, lecz nigdy nie myślałam o ich istnieniu... - myśląc o tym, szybkim, zdecydowanym ruchem czyściła poplamione biurko mankietem koszuli.
Schody zaskrzypiały! Daję głowę, że schody zaskrzypiały!
środa, 25 września 2013
Zdzichu, Zbychu - co na strychu?
W wirze nieodwołalnych, często przykrych obowiązków nie zapominam o kuferku. Pomysły rodzą się między wierszami. Dosłownie. Między wierszami.
Na dziś wrzucam parę muzycznych niespodzianek, bo są one połowicznym sensem tego bloga. Są częścią mnie:http://www.youtube.com/watch?v=-_rvslVAv8E
http://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY
http://www.youtube.com/watch?v=wcXAKhwsl6o
http://www.youtube.com/watch?v=FMaK4DS_ulE
"Co na strychu?"
O co chodzi? W najbliższych postach znajdzie się trochę mojej mikroprozy i mikroliryki. Tak to jest z ludźmi z potrzebą wyśpiewania i wypisania się. Cieszę się, że jesteście nadal ze mną i kibicujecie.
Zapraszam do wizyt w najbliższym czasie, do opowieści ze strychu.
Z bloga nie zamierzam rezygnować, co więcej, mimo pracy będzie on moją odskocznią i mam nadzieję, że się rozwinie. Wpisy pojawiają się dosyć często, myślę, że częstotliwość w najbliższym czasie się nie zmieni. Zależy mi na aktualności i świeżości kuferka. Oby było dynamicznie. Ufam, że nie jest zbyt ciężki w odbiorze (jak ciężka jestem cała ja). Nie zabraknie muzyki i mam nadzieję - pomysłów.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)
Zatem, na strych!
poniedziałek, 23 września 2013
Chora, dzika, PSYCHODELICZNA!
Ten kawałek udostępniłam celowo. Zanim zaczniesz czytać - włącz. Cały poniższy tekst, ma sens tylko wtedy, gdy czytany jest podczas gdy ten utwór słyszysz w tle...
I skąd ta pewność?! - zapytała.
Jak zapytała? Podniosłym oburzonym głosem. Powiedziała jakby wydobyta prosto z chaosu, mająca na sobie strój niezaradności.
Skąd ta pewność?! Gdzież ona siedzi? Do czego zmierza? - pytała jakby otumaniona, nie wiedząc skąd pochodzi i dokąd podąża.
Nie wiem! Nie wiem! To mnie przygniata, uginam się. Mój kręgosłup. Ugina się pod naporem pytań. Wygięłam się w niewłaściwą stronę. Stojąc na palcach włosami sunę po ziemi. Może to emocje?
Skąd ta pewność? Ona jest tak autentyczna. Przewyższa, przewyższa niesamowicie wszystkie inne pewności i wątpliwości. Ona trwa. Często chwieje się, lecz nigdy nie odrywa, nie upada. Pewność w fundamencie i w korzeniu.
Skąd ta pewność?! - pytała w takt muzyki otaczającej ją zewsząd, jakby wdzierającej się w nią mimo woli.
Głuchy bęben. Głuchy tętent. Jakby mnóstwo koni biegło wzdłuż bramy zamkowej. Co to za przepaść? - krzyczała? Przepaść głuchych basów, która tak porywa. Porywa, łapie niespodziewanie, atakuje od tyłu, niepostrzeżenie. Łapie, ciągnie w dół i trzyma. Jestem w domu - stwierdziła opierając się o dziwnie wilgotne ściany. Jestem w domu!
Oddychała w rytm muzyki. W głowie wraz z basami dudniło jedno pytanie: "Skąd ta pewność!?"
Jaka pewność? - zapytało wreszcie zniecierpliwione echo.
Echo było pełne nieziemskiego klimatu. Delikatne a zarazem mocne, zdecydowane. W barwie jego głosu dało się słychać delikatne wibracje, które sprawiły, że całe jej ciało zaczęło się trząść. Trzęsło się jak w gorączce zmiksowanej ze strachem. Tajemniczo.
Jaka pewność? - powtórzyło.
Ona opierając się o mur słyszała w myślach fragment "Heavy in Your Arms". To sprawiło, że stała się ciężka. Ciężka od myśli, od zakłopotania. Pytaniami doprowadziła się do stanu wycieńczenia. Opadła na podłogę.
Miała na sobie wysokie, czarne oficerki, granatową, pomiętą koszulę włożoną w ciemnobrązowe, lniane spodnie ze skórzanym paskiem. Chustka na głowie podtrzymywała jej rozwichrzoną fryzurę. Po policzku spłynęła łza.
Skąd ta pewność? Po co mi ona? Dlaczego nie mogę jej wyprzeć? ŻADNA siła nie może jej wyprzeć! Gdybym wydarła z siebie tę pewność, nie zostało by nic z mojego niewielkiego ciała. Zostałyby strzępy ubrania, bo ja jestem tą pewnością!
Nagle poczuła, że jest we własnym pokoju. Stoi przy oknie. Lampka na biurku daje smużkę przygaszonego światła. Za oknem ciemne chmury szybko kłębią się i kotłują. Było prawie ciemno. Dziwna poświata od wschodu, który chwilowo był wolny od chmur dawała niesamowite tło szybko kręcącym się wiatrakom. To dziwne. Tak ciemno, a one takie wyraźne. Po środku każdego czerwone lampki migotały niby wesoło, lecz każda z nich równocześnie budziła grozę.
Przy oknie mogłaby spędzić całe swoje życie. By nic i nikt jej nie przeszkadzał.
Mimo, że stała we własnym, ciepłym pokoju, ten wieczór wrześniowy był jakiś inny. Echo dochodziło nawet tutaj:
-Jaka pewność?
Oparła dłonie o szeroki, drewniany parapet. Spuściła głowę, a włosy otuliły jej smutną twarz. Uspokoiła się.
Dziesięć minut została w bezruchu wsłuchując się w ciszę oraz niekiedy uderzający o ściany domu silny wiatr.
Wiedziała kim jest. Nie wiedziała tylko, skąd ta pewność.
-Pewność, że cokolwiek w życiu bym nie robiła, z kim bym nie przystanęła, czego bym się nie uchwyciła(...)
to MUZYKA będzie tym, co utrzyma mnie przy życiu. To do niej będę zawsze wracać, ona będzie zawsze wierna, a każdy mój ruch będzie jej podporządkowany. Tak, ta pewność to część mnie. Jest nieodwołalna... -odpowiedziała wreszcie, by echo dało jej spokój.
Przynajmniej na jeden dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Orkiestra nurtu rzecznego
Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...
-
Tak, to pierwszy post na bardzo prostym blogu prostej autorki. Chcę mówić o tym, co leży na sercu nie tylko mnie, ale i osobom, z którymi ma...
-
Tak, bo tak to właśnie jest. Piękne sceny przepuszczone przez filtr, zero obowiązków, brak rutyny, wieczne słońce, tęcza bez deszczu, świat ...
-
Siedzę przy oknie, bo jeszcze nie chcę spać. Mimo, że znużenie daje o sobie znać, siedzę i słucham, jak szczeka pies. Nawet nie wiem, do kog...






