piątek, 19 czerwca 2015

Upragniona niestabilność.

Upragniona niestabilność.

Każdą wielkość i wzniosłość, choćby nie wiem, jaki blask nosiła,
Może jedną kroplą wody cichej zgasić codzienności półmrok, jednym tchem.
Każdy zachwyt i płomień, jakby tlący knotek przytłumiła,
Jednostajność kroków twoich, ludzkich, równych, naprzyziemny motłoch, pusty cień.

Jak latarni promienie, wiązką drżącą muskać łódź poczęły,
Twe wzruszenie wzbiera, daje się zobaczyć, by odpłynąć nagle, w mroki ziem.
Jak niewiedza zwierzęcia o swej sile, czyni go bezsilnym,
Tak niestałość głowy dziarsko uniesionej, nic nie znaczyć może, chwały pień.

Dech zaparty odświętnie, chce ze świstem w próżni wpaść mogiłę,
Tak tu żywy ogień kala się w popiele, niwelując wielkość, brudząc w niej.
I nie wierzysz, nie pragniesz, zacierając amplitudy siłę,
Wszystko prostą linią kreślisz za horyzont, umierając trochę, w blady dzień.

Ale gładkie i proste nie nakreślą życia na tej ziemi,
Która chce odbierać swoim prawem twardym te różnice napięć, różność brzmień.
Sama bowiem stworzona razem z niebem przez nieregularność,
Też pulsować umie, żyć umie – to znaczy, sercem wrzącym bije, goni je.

Więc choć Niebo to przyszłość, wielkość niosąc i uszczęśliwienie,
Wpływa z góry prosto, aż do centrum ciała, dając cząstkę siebie, w ziemi dzień.
Niech więc wielkość i wzniosłość, choćby nie wiem, jaki blask nosiły,
Chroni Serce Ludzkie, jeden kąt w tym świecie, tak wrażliwie czując życia zew.

sobota, 30 maja 2015

Sonar Soul.

Może sens wszystkiego nie jest wypisany wytłuszczonym drukiem.
Może trochę trudu włożyć trzeba.
Może czasem sensem jest jego szukanie.

***
Słońce potrafi razić nawet przez zamknięte powieki.
Interpretuj.


Wtedy, kiedy wydaje się, że życie już niczym nie zaskoczy, BUM! I zaskoczyło.

piątek, 29 maja 2015

Efekt tupotu małych nóżek.

Wszystko takie przemyślane, ułożone. Teraz kariera, potem dzieci.
Teraz jestem własnym bogiem. Ja ustalam. Teraz lubię to, potem może tamto.
Ja tu rządzę. 
Szukam mieszkania bez efektu tupoty małych nóżek. Z góry. Żeby zapewnić sobie spokój.
Zwierzę? Nie. Może za 50 lat.
Wyjazd do rodziny na wieś, na wakacje, przy zwykłym kompocie i kotlecie twardym jak podeszwa. Tak po prostu, żeby pobyć z najbliższymi? Nie. Najpierw na Kanary.
Teraz nie mogę spotykać się z tym, bo tamten pomyśli, że ten, to nie ten.
Potem spotkam się z tamtym, by udowodnić temu, że tamten, to jednak tamten.
Uczucia? Tak, uczyli mnie o nich w szkole. To jakieś przepływy elektryczne w naszym mózgu, prawda?
Chyba muszę wymienić komputer. Ostatnio koledzy z pracy kupili nowsze. Od początku wydawało mi się, że ten mój, choć całkiem nowy, jest jakiś nieodpowiedni.
Sprzątanie sprawia mi frajdę, lubię w ten sposób odpoczywać - tak mówię koleżankom. Wiadomo, że brudną robotę odwala sprzątaczka, przecież nie bulę na nią tyle bez powodu.
Poza tym, da się wymienić sąsiadów? Ile kosztuje taka transakcja? Ostatnio jeden z nich chodził w jakichś tanich dziwnych butach. Wiocha. Oby tylko nikt nie zobaczył mnie, jak wychodzę z nim z jednej klatki.
Wspominałem już coś o rodzinie? Tak, kiedyś na pewno ją odwiedzę.
Matka ostatnio dzwoniła. Nieee, nie rozmawialiśmy. Po prostu dzwoniła. Jak zwykle, jakieś 6 razy z rzędu.
Oddzwonię. Mówiłem już, że oddzwonię?
Oczywiście w pracy wszystko na wczoraj.
Wszystko na wczoraj.
A starość? Może akurat nie przyjdzie... 





EGOIZM TYLKO BURZY. TYLKO BURZY.




piątek, 15 maja 2015

I dalej nie rozumiem...



Dość ważna noc. Mija dwa lata od kiedy zaczęłam tworzyć to miejsce.
Miejsce to tylko jest symbolem. Minęło już trochę czasu, od kiedy uświadomiłam sobie w pełni, że nie potrafię żyć inaczej, jak tylko w swoim chaotycznym, artystycznym świecie. Nigdy przez nikogo do końca nie poznanym. Znam go tylko ja i Bóg.
Nazbyt emocjonalne i sentymentalne moje wnętrze, za głębokie.
Od czasu założenia bloga, tyle obserwacji, tyle zmian we mnie, tyle dobra i trudności.
I to niewytłumaczalne uczucie pisania tu bez przygotowania. Bez pomysłu, bez pisania na brudno, bez planów. To uczucie, kiedy przez tak trudne chwile w szkole średniej, nocami, przy muzyce, mogłam siadać i po prostu pisać...
Może to banalne, może głupie, może dziecinne, może nic nie daje... Nic? Mi osobiście pozwala rozlewać się, gdy jestem przepełniona. Tak niewiele, a tak sporo.

Czytając poprzednie wpisy, sprzed roku, często odbieram je, jakby pisał je ktoś inny. Po prostu ich nie znam. Nie pamiętam. Dlaczego? Dlatego, że były pisane pod wpływem impulsu. Właśnie.
Tylko to, co zaczyna się pod wpływem 'tego czegoś' ma u mnie sens.

Co po dwóch latach? Karcę się z lekka. Zmieniam się tu. Zmieniam się tu, w mieście, na studiach, bo wszystko jest obce i "niemoje". Trudno tu być sobą, pielęgnować swoją wrażliwość. Nerwy, zbyt szybki ciąg zdarzeń itd. próbują zabić we mnie moje ja. Muszę je bronić! Postanawiam je bronić!
Trudno sprawić, by cały twój świat nieodłącznie związany z ludźmi i miejscami, przenieść w inne miejsce i nadal czuć się sobą.
Skazanie na budowę od nowa. Czy chcę, czy nie.
Zbuduję. Zbuduję nowy dom myśli i wrażeń, jednak ciągle na tych samych fundamentach. Najpierw tylko nauczę się zmieniać.
Będę tu. W wyimaginowanym kuferku. Nawet jeśli kiedyś przepadnie, zniknie. Będę.

Ciągle mocno szukam siebie i zawsze pragnę większej głębi. Trudno tu rozmawiać z ludźmi, którzy w większości są dziwnie płytcy. Ja lubię oderwać się od ziemi. Popatrzeć z góry.


***
Kiedyś.
Kiedyś wszystko bolało. Ciało było obolałe.
Coś rozpierało je od środka. Każdy ruch powodował ból.
Potem nastąpił wielki przełom.
To dusza pełna muzyki rozpierała tkanki.
Żywe tkanki, ciało.
I nadszedł ten moment. Rozerwała je na strzępy!
Tak. Kiedyś moja dusza napęczniała muzyką i pięknymi uczuciami rozparła ciało. Przedarła i raniąc jeszcze bardziej poczuła się wolna. Nauczyła się wychodzić, by polatać wokół. By poczuć wolność.
Pragnie dzielić się tym co ma z innymi wokół, ale ciągle wraca w wielkim żalu, bo nikt nie rozumie.
Jest sama. Jest moja.

Kiedyś, pewnej nocy, dusza przedarła się z wnętrza ciała. Rozpulchniła je, raniła.
Potem nauczyła się wracać. Bo czasem trzeba. Bo przyziemność. Bo obowiązki. Bo żyć trzeba.
Ciało, tak często naruszane przez wyrywającą się duszę zabliźniało się w wielu miejscach.
Zabliźnione tkanki są mniej elastyczne, mniej podatne. Dusza potrzebuje jeszcze więcej siły, by je rozpruwać.

I żyję tak dotąd. Przez chwilę przyziemnie. Wtedy kiedy trzeba. Wtedy kiedy wnętrze tak mocno napiera na ciało. Od środka, boleśnie. Urażając rany, powodując smutek. Tak trudno być szczęśliwym, gdy jest się przyziemnym.
W końcu przychodzi ta chwila, że wnętrze może wyjść.
Ciągłe przemiany.
Jak czar, który działa tylko w dzień. Nocą się kończy.
Dar i przekleństwo w jednym. A może zadanie?

Kiedyś po raz pierwszy muzyka w w środku przedarła ciało.
Dziś przedziera co dzień.
Czasem nie w porę. Czasem burzy porządek dnia.
Jaki porządek? W moim życiu nigdy nie było porządku.

Tak trudno żyć w dwóch miejscach na raz.
A jednak. Da się.
Trzeba...




***
Jak dobrze, że to co w nas nie jest jak para wodna. Nie ulatnia się małym otworem, małym pominiętym skrawkiem. Dobrze, że potrzebuje rozpychać się na boki, niszczyć przy tym przyziemne ciało. Dzięki temu, czujemy, że żyjemy. Coś nami wzdryga.

Dobrze, że jest garść ludzi, którzy przeżywają to.
Ludzi, których dusze jeszcze żyją.

***
Zbyt dużo myśli, zbyt mało słów.
Dobrze, że jest jak jest.
Dobrze jest kochać.

***
A co do życia... Może kiedyś?
Czekam, staram się.

Dziękuję.






Czego tylko jestem pewna?
Zagmatwanie i bezsens. ~ Ludzie.
Właśnie. Tylko ludzie.
Lecz Bóg wie, co robi.
Tak, tego jestem pewna bardziej niż tego, że wszyscy umrzemy.
Bóg wie co robi.








poniedziałek, 4 maja 2015

Umiejmy.

Tylko pająk może iść po swojej pajęczynie. Inne stworzenia przyklejają się do niej.
Dla niego jest domem, dla innych więzieniem.

Każdy musi mieć własną pajęczynę.
Jak ją utkać? Trudno.
Ostatnio tak wiele obcych pajęczyn wokół. Nie lada sztuka ich uniknąć.
Gdzie znaleźć przyczep dla własnej? Jak ją zbudować?

***
Niektóre uśmiechy nigdy się nie nudzą.
Są rzeczy, które nigdy się nie nudzą.
Tak ma być.

***




Proszę, niech maj trwa! Niech trwa!
Dla nas tutaj. Takich niewiedzących co zrobić.
Takich bezradnych, zagubionych. Takich z niedokończonymi słowami na języku, nieprzemyślanymi w głowie.
Takich bezstronnych i stronniczych. Takich zabieganych, biegających za niczym.
Takich ciągle na coś czekających, wątpiących, by zaraz wierzyć. Wierzących, by zaraz zwątpić.
Niech maj trwa.
Niech ogrom nowego życia, które wychodzi ze wszystkich zakamarków odbija swoje piętno w naszych obumarłych czeluściach.
Niech maj trwa w naszych bólach głowy i naszym : nie-chce-mi-się.
Niech zakwita delikatnie nie czekając na zaproszenie.
Niech maj nawiedza nas swoją pełnią.
Niech trwa dla nas takich ponurych, udających, że lubimy wiosnę, lecz nie patrzących wokół.
Niech trwa jeszcze mocniej.

Wiosna jest dla nas.
Umiejmy to widzieć.
Aż mocniej chce się kochać, aż mocniej chce się chcieć.
Rozejrzyj się!
Nie cel niech będzie celem, a droga do celu - celem najważniejszym.
Niech maj trwa.





środa, 22 kwietnia 2015

Duże oczka i teraźniejszość.

Dzięki zjawisku tarcia możemy ustać.
Stabilizacja.
Suniemy codziennie naszą lichą mentalność po tarełku życia.
Bywa trudno.
Duże oczka. Ranią.
Codzienność czasem mocniej dociska do tarczy, by jeszcze głębiej zaorać w nas niepokój.
Mimo to, pamiętaj, że tylko tarcie daje nam stabilność.
Jest potrzebne.
Jest domeną życia.

A sztuka?
A nasze uduchowienie?
One są po to, by czasem na przekór dniom uczynić swoje wnętrze gibkim jako zwinny łyżwiarz i potrzeć w przeciwną stronę.
Zaprzeczyć bolesnemu tarciu, uczynić aktywny odwet jednocześnie NIE ODRYWAJĄC się od życia.
Trudna to umiejętność, której nadużywanie doprowadzi do oderwania, więc wymaga wprawy.
Wprawiajmy się.

***
Dzisiaj przed egzaminem w szpitalu Uniwersytetu Warszawskiego, w windzie, nie stąd ni zowąd zagadnęła do mnie obca kobieta mówiąc że jesteśmy [studenci] przyszłością narodu. Musimy się uczyć, zwłaszcza języków, tak samo jak jej (córka?), która mówi już w pięciu językach.
- Jesteście przyszłością, jesteście przyszłością - powtarzała.

Nie chcę uczyć się pięciu języków. Nie chcę być przyszłością. Chcę być TERAŹNIEJSZOŚCIĄ najlepszą, jaką można być.



Dziwny dzień.
Lekarze, szkoła, egzaminy, bieganie, jazda, słodkości, słońce, wiatr, pożar, spóźnienia, zbyt dużo czasu, zagubienia, bezradność, zabawa, dziecinność, obawy, łzy, pocieszenia, wiosna.

Czas biegnie za szybko.





wtorek, 21 kwietnia 2015

Zbaczanie.

Stał kiedyś i myślał. Chciał oczarować swój własny los. Przypodobać mu się.
Chciał być piękny, mądry, dobry, zabawny, poważny, inteligentny, sprytny, olśniewający, odważny, delikatny, skromny, pewny siebie. Idealny.
Chciał być idealny i popatrzeć losowi prosto w oczy.
- Popatrzyłbym i powiedziałbym: "PATRZ KURWA! Jestem idealny! A teraz daj mi to, na co zasługuję!"

Nie był jednak idealny a jego los nie chciał słuchać.
Stał z boku i był nieuchwytny. Stał i będąc ciągnie nieosiągalnym - działał.
Działał jak chciał.

***
Żyła w domu pełnym krzywych luster.
Ciągle przechodziła wobec nich.
Tyle wad, tyle wad.
Gdy kupowała lustra, etykiety mówiły: "Lustro normalne".
Ona uwierzyła etykietom.
Lustra normalne, mówią prawdę.
O niej mówiły tę najboleśniejszą.
Każdy jej krok oznaczał mignięcie jej wizerunku w którymś z nich.
Wizerunek migał niezbyt ochoczo.
Wołał o ratunek.
Ona wierzyła etykietom i coraz bardziej bała się.
Przestała wychodzić z domu, bo uwłaczająco krzyczały do niej krzywe lustra.

Gdyby tylko wyszła, spotkałaby kogoś dobrego, kto powiedziałby prawdę.
Prawdę o jej fałszywych lustrach. Pokazałby prawdziwe zwierciadło.
Ona zobaczyłaby prawdę.
Wierzyć słowom prawdy. Nie wierzyć w pisaną abstrakcję.

***

Czyż życie nie jest sztuką?




niedziela, 19 kwietnia 2015

Pragnienie jest jajkiem.

Pragnienie jest jajkiem, z którego wykluwa się czyn.
Pragnienie jest początkiem życia nowych inicjatyw.
Pragnienia to jajka, które znoszą każde serca.
Pragnienie jest zaczątkiem, które niesie nadzieję.
Pragnienie jest dobrem, którego nie kupisz na targu.
Pragnienie jest jajkiem.
Jeśli zapomni się wykluć, zgnije w gnieździe słomianym.
W gnieździe słomianych zapałów.
Zgnije, by w środku cuchnąć pamięcią w przyszłość...







Cała ta płyta.
Cała ta płyta to dobrze wyklute jajko.
Dobra tylko na porządne słuchawki.
***
Marzanna była chyba tylko podtapiana. Woda miała zbyt dużą wyporność, a my za małe chęci.
Dobijmy ją. Tak o, żeby się nie męczyła.
PROSZĘ!






sobota, 18 kwietnia 2015

Poszarpanie.

Trudno być delikatnie zwiewnym podczas wielkiej wichury.
Trudno na swoim małym ciele zmieścić rany wszystkich bliskich.
Trudno mierzyć się z czasem, który pędzi i nie pyta.
Trudno widzieć, co jest za zakrętem.
Trudno zgadywać kim się jest.

Najpiękniejsza pora. Nowe liście. Zieleń. Od tylu lat, co roku czekam na ten moment. Dlaczego tutaj tak mało tej spostrzegawczości? Dlaczego tutaj zauważyłam to tak późno?
Mała uliczka przed blokiem. Codziennie pokonuję tę drogę. Szpaler drzew nachylonych nade mną wzdłuż ścieżki jeszcze nie dawno mienił się złotem. Jesień - myślałam. Potem szybko depcząc zamarznięte liście czekałam na pierwszy śnieg. Czy to już koniec jesieni? Ach tak, to już nawet koniec zimy! Wiosna. Dość kapryśna i zmienna. Jak wszystko.

Dobrze wrócić do pisania.
Coraz bardziej czuję, że życie bez jakiejkolwiek twórczości jest czerstwe. Matowe. Bezsensowne?

Ostatni czas nauczył mnie, że można znieść dużo bólu i wyjść cało. Można kochać na odległość. Można zaciskać pięści. Można próbować.
Trzeba być silnym. Wszyscy to mówią. Popłakać też można. Wszystko można.

***
A jeśli to, że jestem, jest przypadkiem?
Nie ma przypadków.

***
Komplikować nie jest tak łatwo, a jednak robię to niechcący.

***
Ale ja nie chcę, bo "tak się robi".
Nie chcę, bo "tak wypada".
Nie pragnę tego, co wszyscy.
Nie chcę tych wyschniętych schematów.
Nuda może obejmować klamrą całe życie. Nuda to brak świeżości. Nuda to to wszystko.

***
Czy życie da w końcu szansę?
Ja czekam.




czwartek, 5 marca 2015

Przypieczone tosty.

Od tostów oczekujemy, żeby miały przyrumienioną skórkę, były odpowiednio przypieczone, a w środku miękkie.
Od pogody oczekujemy, żeby zawsze świeciło słońce i nigdy nie padało, ale żeby jednocześnie nie było suszy.
Od ludzi oczekujemy, żeby byli dla nas dobrzy, ale jednocześnie, żeby się nie wtrącali.
Od domowników oczekujemy utrzymywania porządku, ale jednocześnie sami nie sprzątamy.
Od autobusów oczekujemy, żeby się nie spóźniały, ale gdy my wyjdziemy za późno, liczymy na ich spóźnienie.
Chcemy chłodu w upalne dni i ciepła w mroźny czas.
Czego my, do cholery chcemy?!


Niedawno usłyszałam, że narzekanie to ulubiona melodia diabła.
Co dziś śpiewasz?




Tylu praktyków upadania, tak mało mistrzów powstawania.
Tyle fałszywych uśmiechów, tak mało szczerej bezinteresowności.
Tak zardzewiałe serca, tak mało czystego umysłu.
Tak zagubione duszyczki, tak sfałszowane mapy.

Dobrze pobyć samemu, źle żyć samemu...

Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...