wtorek, 20 maja 2014

Elastyczna powłoka na sztywnym trzonie tożsamości.

Malutka jednostka. Człowiek.
O co w tym wszystkim chodzi?

Każda chwila to pokonywanie barier. Tylko bariery. Ale nie chce mi się. To nie dla mnie.

Ej, nigdy tak nie było, to znaczy, że nigdy tak nie będzie. Jeśli coś trwa trzydzieści lat, to nie da się tego zmienić.
Atmosfera? To pewna stałość. Ciężko ją zmienić.
Ale, ale, ale, ale. Atmosfera to nie ściana. Może być bardzo gęsta, ale swoją gęstością nigdy nie dorówna ścianie.

Mur ma większą gęstość niż atmosfera!!!

Wszystko mi przeszkadza, jakoś nigdy nie jest tak jak w moim śnie.
Jakby się tu usunąć... Wyciszyć. STAGNACJA. To lubię.

Chciałbyś żeby życie było tylko dowcipem? Żebyś mógł powiedzieć z zapalczywą obojętnością: "słaby"?

LUSTRO.

Stań przed nim. Co widzisz?
Widzę kilka osób.
Twarz taką, którą rzadko widuję, którą wyobrażam sobie nieco inaczej. Nie jest taka jaką chciałbym ujrzeć.
Wyraz twarzy znowu nie ten. To ja?
Emocja. Inna w środku, inna na twarzy. Jakieś to dziwne.

Ciągle jest tak jak jest, a nie tak jak chciałbym żeby było.


O co w tym wszystkim chodzi?
O budowę.
Każdy z nas ma swoją budowę. Każdy z nas ma podobną strukturę.
Shrek: "Cebula ma warstwy, ogry mają warstwy."
Coś dorzucić?
Otóż, każdy człowiek ma warstwy. Dwie warstwy.

Wyobraź sobie postać zrobioną z twardego i sztywnego materiału. Osoba ta pokryta jest elastyczną (może gumową) powłoką. Cała. Usta jednak wychodzą ze sfery sztywnej, nigdy nie są pokryte gumą.
Znowu: o co w tym wszystkim chodzi?

Sztywna część to nasze JA. To, czym naprawdę jesteśmy, czyli również to, co chcemy, by było.
Chcę, by w domu było tak, chcę, by szkoła była inna, chcę być kimś innym niż jestem, chcę spełnić marzenia, chcę być szczęśliwa, chcę być zdrowa, chcę być optymistką, chcę szczerze się uśmiechać.
To właśnie nasz mocny trzon.
On jednak jest twardy (choć zmienny, gdyż ciągle się kształtuje i formuje), nie pasuje zawsze do środowiska.
Chcę być dziś miła dla brata (część trzonu), w domu jednak wszyscy się kłócą, panuje okropna atmosfera, zawsze to samo... Nie udało się.

O co w tym wszystkim chodzi?
Trzeba nam, żeby całe dobro, które siedzi cierpliwie w trzonie, przenikało do części elastycznej. Do tej, która musi dopasowywać się do sytuacji.

To ty masz być kimś, kto powoduje zmiany! To ty masz być kimś, kto wprowadza te zmiany!
Jeśli twoja część elastyczna (codzienność, zwykłe rozmowy, styczność z innymi) nie będzie emanowała tym, co tkwi w trzonie, umrze część elastyczna a potem obumrze sam trzon. Umrzesz ty.

Pełno ludzi wokół mnie, którzy męczą się, że jest jak jest, ale nie zmienią nic, bo przecież "u mnie jest specyficzna sytuacja, nie da się nic zrobić", "nawet nie próbuję, bo to nic nie da".
BŁĄD!!!

Niestety, życie nie jest wygodne i nigdy nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami, ale jeśli czuję się takim a nie innym człowiekiem, muszę takim właśnie pozostać.
To wielka sztuka, trzeba uczynić trud, by wprowadzić ją w życie, jednak tylko to pozwoli nam żyć naprawdę.
Nie zmieniaj się pod wpływem innych. Kiedy wejdziesz między wrony to nie krakaj tak jak one.
Jestem Jan Kowalski, nie Paweł Kowalski. Mam takie i takie upodobania, uznaję takie i takie zasady moralne, wierzę w to, nie w coś innego.
Nie pozwól, by do elastycznej części przenikały toksyny z zewnątrz, bo wtedy cały trzon się zarazi.
Stracisz siebie i być może zorientujesz się dopiero na łożu śmierci.

Nabierz odwagi!!!
Wszystko można zmieniać.
Codziennie pokonuj swoje bariery. Zmieniaj swój mały świat.
Nie mów, że się nie udaje. Nie mów, że wszystko musi być jak zawsze. Nie mów, że się wstydzisz. Nie mów, że nie masz zdania, że nie wiesz, co o tym sądzisz.
Dobrze wiesz.

Elastyczny kożuszek pozostanie na zawsze. I dobrze. Bez tych kożuszków między ludźmi nastąpiłoby zbyt wielkie tarcie a świat spłonąłby przez iskry, które by powstały.
Musimy mieć elastyczne i miękkie powłoki, które nigdy nie będą miały tej samej linii brzegowej, co trzon, ale pomogą nam istnieć w społeczeństwie.
My jednak jesteśmy odpowiedzialni za skład powłoki. My decydujemy, kim jesteśmy.
Chciałabym, by udało się odejść od marazmu, bezczynności i największej naszej choroby - wycofania.

Uda się?




Nareszcie słonecznie! Miło jakoś. Wakacyjnie już.
A, bo to już wakacje.
Jakoś wesoło, ciut obco.
Trochę nerwowo, przed pewnym zdarzeniem.
Ale wakacyjnie. Orzeźwienie.
Lemoniada.

Lots of LOVE,
XYZ


środa, 14 maja 2014

Mała łza w oku. Duża.

Bardzo ważny post, na napisanie którego czekałam cały rok.
Minął rok od otwarcia kuferka. Kuferka, który pomógł mi w wielu sytuacjach. Kuferka, dzięki któremu mogłam powiedzieć co myślę, często sama tego nie rozumiejąc.
Nie wiem, czy przyniósł on jakąkolwiek korzyść innym, choć chciałabym, żeby tak było...
Najpierw maj, gdy przyroda budziła się do życia... Pamiętam ten maj... Było tak pięknie! Dziś deszczowo.
Pomysł blogowania zrodził się wraz z rodzącą się naturą. Lubię takie synchronizacje.
Potem wakacje. Jedne z najlepszych w życiu. Niesamowici ludzie, wolne od szkoły po ciężkiej drugiej klasie, wiele niewiadomych przed klasą maturalną. Niewiadome zostały do dziś, jednak zmieniła się jedna rzecz. Polubiłam je. Zrozumiałam, że nasze całe życie, aż do końca, składać się będzie z niewiadomych, a my ufając mamy iść śmiało do przodu.
Potem szara jesień. Długie wieczory przy muzyce, gdzie mogłam wlewać do kuferka swoje myśli.
Zima, święta, wiele się działo...
W czasie ostatniego miesiąca w kuferku ucichło. Ucichło, ale nie na zawsze. Matury się napisały i mam skromną nadzieję, że mogę już mówić o nich w czasie przeszłym.
Czas był ciężki, wyczerpujący, ale cieszę się, że udało mi się przetrwać. Cieszę się z każdego maturzysty, którego znam i któremu udało się przetrwać.

Sądzę, że w tym miejscu w kilku zdaniach mogę też podsumować czas spędzony w Koperniku.
Tak wiele nie nauczyłam się nigdy wcześniej. Nie mówię o nauce szkolnej, która mijała się w 90% z moimi zainteresowaniami, którą musiałam znosić, zmuszać się do niej. Wiem jednak, że tam własnie miałam być.
Niesamowicie ciężki czas. Zawiodłam się na wielu ludziach, zaszokowały mnie poglądy niektórych osób, zasmuciły zachowania jeszcze innych. Nie jestem jednak, by oceniać.
Czas ten, choć ciężki, był mi bardzo potrzebny i wiem, że mogę iść w życie z zapasem wielu doświadczeń.
I dobrze, że jest jak jest. Cieszę się, że poznałam kilku wspaniałych ludzi i że moje najlepsze przyjaźnie z lat wcześniejszych okazały się trafne, mocne i przetrwały. Ba, jeszcze bardziej się zahartowały.

Idealnie wręcz zazębił się czas urodzin kuferka z pierwszym moim wakacyjnym dniem.
Nie wierzę w przypadki!

Jestem szczęściarą i szybko udało mi się zakończyć egzaminy.
Pozdrawiam każdego, kto zdaje do końca maja!

Znowu maj. Kocham maj.
Zachwycam się przyrodą i oczekuję nowych doświadczeń.
Braki na kuferku odrobię, zapewne z nową świeżością.
Już za chwilę będę innym człowiekiem, dlatego też moje wpisy będą inne.
Będę starała dzielić się moimi nowymi doświadczeniami.
9 tys. wyświetleń jest dla mnie dowodem, że warto robić to, co się kocha.
Powtarzam: nie wierzę w przypadki!
Kiedy miewałam pokusę rezygnacji z bloga, w ten sam dzień zawsze dostałam jakieś miłe słowo i zachętę do kontynuacji pisania czasem nawet od obcych osób.
Nie robię tu nic wielkiego, czasem to tylko parę słów, piosenka, ale bardzo ważnych dla mnie słów i dźwięków.

Jestem tylko słabym i ciągle wątpiącym człowiekiem. Wątpiącym we wszystko.
Ciężki i przykry czas matur paradoksalnie dał mi do zrozumienia, że nie wolno wątpić w siebie.
Matura ustna z języka polskiego uskrzydliła mnie bardzo mocno, ponieważ bardzo miłe panie egzaminatorki i ich słowa były dla mnie dowodem na to, że warto pracować głównie w sferze swojej pasji. Praca wtedy jest miła, przychodzi sama, a efekty są znakomite.
NIC NA SIŁĘ!

Panie egzaminatorki powiedziały mi, że widać we mnie pasję. Pomyślałam wtedy: tak! Choćby nie wiem co się działo, zawsze i wszędzie chcę inspirować innych i szukać dla siebie samej nowych inspiracji.

Co teraz?
Plany na wakacje: zrobić coś dobrego. Zrobić dużo dobrego!


Może jestem szalona, ale te piękne różowe drzewa, to jedno z najlepszych wspomnień ze szkoły :)





Na koniec: DZIĘKUJĘ :)





niedziela, 13 kwietnia 2014

Strawberry fields.


Myślę, że cały rok to czekanie na wiosnę i lato.
Ostatnio coraz częściej tęsknię za truskawkami ze śmietanką i cukrem.
Pocieszam się. Już niedługo!

Dziś smak i zapach tych truskawek skojarzył mi się z nadzieją.
Jak nietrwała jest truskawka. Nie da się jej długo przechować, zamrożona nie smakuje już tak dobrze, sok to sok - nie truskawka.
Krzaczki owocują tak krótko, a tyle przy nich pracy. Szybko obrastają trawą, gubią się w niej.
Truskawka jest tak mała, delikatna, rumiana i... podatna na zniszczenie.
Nie tylko ludzie ją lubią. Nie gardzą nią ptaki i ślimaki.
Zbyt dużo wody sprawia, że gnije. Zbyt mało słońca, że zostaje twarda, zielona i niesmaczna.

Nadzieja jak truskawka.
Nadzieja na lepsze jutro.

Każdy jej pragnie, każdy jej potrzebuje.
Cóż możemy bez nadziei?

Cierpliwość i wytrwałość w pielęgnacji i oczekiwaniu na owoce. Tylko ona sprawi, że nasza nadzieja będzie pyszna, rumiana i jędrna.

Są sprawy, które zabijają nas po części każdego dnia. Ból, niespełnione marzenia, bezradność, bezsilność, choroba, niemoc, niespełnienie, samotność, poczucie braku zrozumienia ze strony innych, znudzenie życiem, poczucie beznadziei, niechęć do życia, etc.
Ależ tego dużo!

Co robić w takich chwilach?
Od wieków te i podobne pytania nurtowały ludzkość.
Jak ja to widzę?

Jest jak ma być. Jesteśmy stworzeni tak, by móc sobie poradzić z tym, co nas spotyka. Jest ciężko. Jest bardzo ciężko. Często jest prawie za ciężko.
Pan Bóg o wszystkim wie, wie jak dozować, wie, po co.
Na pierwszym miejscu stoi modlitwa. Modlitwa często bez słów, lub po prostu: Boże, nie ogarniam. Ty ogarnij.

Pan Bóg daje nam oazy wytchnienia, oprócz tych oczywistych, najważniejszych jakimi są sakramenty itd.
Każdy z nas ma swoje.
Moim wytchnieniem jest muzyka. Jest przystankiem, oderwaniem się.
Mnóstwo innych rzeczy. Śmiech często wbrew wielkiego żalu i smutku, który jest w sercu. Bezinteresowna pomoc innym.
Dostrzeganie piękna, które nas otacza.
Powiesz: "Co mi z pięknej pogody, kiedy wali mi się życie?!".
Właśnie, oto cała sztuka. Dobrze nauczyć się cieszyć z małych rzeczy w momencie, gdy te ważne sprawy zaczynają przybierać niewłaściwą drogę. Zauważysz, że po czasie treningu, te "małe" rzeczy staną się ważne.
Dużo jest tych oaz wytchnienia. Zatrzymujmy się w nich, by napić się wody i zjeść parę truskawek nadziei.
To ważne.


***
Nowa rzecz w kuferku. Nowe doświadczenie.
Nie spieszę się. Idąc do szkoły myślę o drodze, nie o szkole. Żyję tu i teraz.
Jest pięknie!
Wracając do domu wybieram okrężną drogę przez park. Patrzę na ludzi, analizuję, uśmiecham się i żyję pełnią życia.
Nie pozwolę, by inni ludzie mogli zniszczyć we mnie radość.
To, że inni się na nas wyżywają, może świadczyć i ich biedzie emocjonalnej.
Dorobiłam się tarczy na złe traktowanie. Dorobiłam się najprawdopodobniej w mojej szkole. Niedługo byłej.
Tarcza jest trwała.
Zachęcam do zastanowienia się nad takim dorobkiem!

***
Kuferkowa przegródka na coś cennego:













czwartek, 27 marca 2014

Zmiany zmiany.

Codziennie tu zaglądam, ale dni są tak rozwleczone a jednocześnie grafik napięty, że nie potrafię zebrać myśli.
Pomyślałam, że przyda się tu parę zmian.
Uwielbiam wszystko, co związane z kawą. Uwielbiam jej zapach, smak i... działanie :P
Dobrze jest tak koncentrować wiele swoich ulubioności w jednym miejscu, stąd w tle widać szklankę po mojej kawie :)
Zapachniało cynamonem i kawą z mlekiem!

Za miesiąc matura. Tak. Za miesiąc wolność! Nie mogę się doczekać tego uczucia, jeden z najpiękniejszych momentów w życiu i najdłuższe wakacje w życiu! :)

Założyłam wreszcie kanał na yt, jakoś nigdy nie miałam do tego głowy, a że, jak już wspomniałam, lubię dobreńkie rzeczy koncentrować w jednym miejscu, wreszcie mam playlistę i nie daję jej żyć.

Nie, nie jestem zdrowa... Mam tę playlistę od pięciu dni. Zdążyłam przesłuchać grubo ponad trzysta piosenek... Wychodzi ponad sześćdziesiąt na dzień. Przygotowanie do matury...
I wcale nie jest tak, że to wszystko "leci w tle". Wszystko słucham z wielkim zaangażowaniem dokładnie analizując.
Gdyby tylko istniał taki zawód, miałabym z czego żyć.

Sądzę, że tak właśnie działa pasja... Uzależnienie się w tym zawiera.

Za oknem już naprawdę pachnie wiosną, chce się żyć!
Dużo nieprzyjemności od strony innych ludzi ostatnio doświadczam, ale całe to piękno za oknem wszystko rekompensuje.
Jestem bardzo szczęśliwa z tego, co mam i postanawiam coraz bardziej cieszyć się życiem, jeszcze więcej czerpać z chwili, jeszcze bardziej ją doceniać.
Dziękuję za to, że ciągle tu zaglądacie, to bardzo miłe i budujące.
Jeszcze krótki miesiąc, aż uwolnię się od tego więzienia szkolnego i będę tu wprowadzać nową świeżość.
Nie tylko tu.

Niedługo porcja pięknych piosenek.

Dużo miłości i wiosny


niedziela, 9 marca 2014

Nieodbite dotąd echo.

Jakiś przestronny ten kuferek...
Dużo tu papierów, totalnie niepotrzebnych rzeczy, które są pamiątkami po czymś. Nie wiem po czym. Ważne, że są pamiątką. Trochę nowości, pachnie książkami. Farba nieznacznie łuszczy się ze ścian, pewnie trzeba odmalować. Tablica korkowa nie wydaje się być sobą, nie widać korku. Tyle tu notatek, obrazków, zdjęć, ususzonych liści, dziwnych ulotek, identyfikatorów, wspomnień.
Ileż spraw się tu mieści.
Dobrze, że kuferek jest taki mobilny, porusza się wraz ze mną.

Bagaż wspomnień w przeróżnych smakach i odmianach.
Ciągle gra w nim jakaś muzyka, a gdy dzień jest "dniem cichym", i tak ciągle coś brzmi. Brzmi, bo wcześniej ściany cierpiały od przeciążenia dźwiękami. Teraz brzmi echo z poprzednich dni. Echo jest zawsze.
Także w naszym życiu.

Staram się od dziś wyłapywać echo. Wyłapuję tylko to, które może być dla mnie nauką, przestrogą, uspokojeniem, miłym powrotem. Echo, które odbijało się tylko od czystych skał, przezroczy wód i jasnych wiatrów.

To co brzmi z przeszłości w zakrzywiony sposób, powoduje niemiłe poruszenie w sercu - odrzucam.
SELEKCJA.
Selekcja słów, zachowań, uczuć.
Gdyby była choć odrobinę łatwiejsza...
Wiem jedno. Jest realna.

Sądzę, że przeszłość ma wielki wpływ na teraźniejszość. Bo ma.
Dobrze jest, by wykorzystać ten fakt należycie. Jak wiele można czerpać z dobrego echa!
Wszystko jest po coś, nasze ścieżki życia z czasem rozjaśniają się, stają się znane.
Nie pozwólmy jednak, by tylko przeszłość pisała nasze dziś a przyszłość była usiana lękiem.

Tory, które mogę wyodrębnić w życiu to tor duchowy, artystyczny, osobowościowy, rozwojowy.
I na pewno wiele innych.
Post ten publikuję w jednym celu:
Zachęcam, by od dziś przyglądać się swojej przyszłości wyodrębniając takie tory.
Spójrz na każdy osobno.
Jasne jest, że nakładają się one i są jednością, jednak czasem warto delikatnie je rozwarstwić.
Zastanów się, jaką naukę możesz wyciągnąć z przeszłości, a zatem, co jest tym dobrym echem.
To, co było złe, zachowaj w pamięci i unikaj.

Zacznij ŻYĆ tym, co jest teraz. Życie masz tylko jedno.
W ŻYCIU tym "tu i teraz" nie zapominaj też nigdy, że istnieje nieskończoność, a to co robisz w tym "DZIŚ" ma wpływ na to, jakie będzie jutro tam, po śmierci.

Dobrze jest mieć taki "kuferek". Zachęcam, byś też taki założył. Może to być koszyk, kieszeń, pudełko czy wazonik. Nie istotne.
Pamiętaj jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a nasz mózg jest nam dany po to, by analizować (UPRZEDZAM: nie zbyt intensywnie). Analizować z dystansem, ale uczyć się.
Ucz się być sobą. Ucz się siebie.
Miłego odkrywania!



Czy w trakcie całego życia zdążyłeś już zachwycić się muzyką???

sobota, 1 marca 2014

Szelest.

Szelest.
Zaszeleścił.
Pojawił się, zaszeleścił i zniknął.
Gdzieś dalej szeleści.
A może to tylko wiatr? Może to tylko ułuda?
On nadal szamota się i przemieszcza.
Nigdy nie staje w miejscu.

Pomyśl, ZATRZYMAJ SIĘ, skup.
Jak piękny może być szelest.
Dlaczego patrzysz tylko na to co duże, ciężkie, ogromne, robiące wrażenie, mocne, trwałe.
Imponujące?

Człowieku, człowieku! Szelest też może być imponujący!
Tak malutki, nieznany, niezauważalny.


Chciałabym ogłosić tu swój wielki apel.
Wielki apel na małym blogu.
Czynię to z całą odpowiedzialnością.
Popatrz na życie inaczej. Usłysz ten szelest! Błagam, usłysz!

Słowo "szelest" jest w mojej głowie od tygodnia. Po prostu jest. Osobiście traktuję go jako kolejny przystanek w mojej intymnej drodze muzycznej, uczuciowej. Ty też spróbuj go zauważyć.
Dołącza do moich skarbów kuferkowych.
Teraz w kuferku szeleści!

Może myślisz o jesiennym dywanie z liści, może o pieniądzach w kieszeni... Twoja sprawa...
Może to skojarzenie coś o Tobie mówi?

Mnie szelest kojarzy się z małym, złotym papierkiem. Może to list do podświadomości?

Tak bardzo cieszę się z tego, że mogę się uczyć. Uczyć dźwięków, bo one są moim życiem.
Krzyk, ciche słowo, "podkręcona" końcówka frazy, delikatne wibrato, mały strumyk powietrza z ledwo słyszalnym dźwiękiem naśladującym coś pomiędzy wszystkimi samogłoskami. Mały strumyk, który dochodząc do ust zostaje dociśnięty subtelnie językiem do podniebienia. Już przeminął, jest gdzieś przede mną, płynie, a ja dotąd czuję echo jego drżeń, które rozchodzi się po całej czaszce. Dochodzi do wielu zakończeń nerwowych, powoduje ciarki i drżenie ciała. Prąd dotyka serca. O tak. Tutaj zachodzi proces życiowy. Organizm może funkcjonować.
Uczę się więc tego, co potrzebne do życia. Hmm... może nazwę to inaczej. "Doskonalę", nie uczę.
Oddychania nie uczyłam się nigdy, połykania też nie. Przyszło samo. Potem można to tylko doskonalić.
Ostatnio doskonalę mój szelest.
Wszystko zaczyna się W GŁOWIE.
Tam jest cała mądrość.
W głowie mam dziś szelest, który zabarwi pewne momenty muzyczne. Jak? Jeszcze nie wiem. Będę doskonalić.
Przykro mi, że nie umiem pisać zrozumiale. Przykro mi, że trudno odebrać taki tekst w innym środowisku niż jestem teraz ja.

Proszę jednak. Rozejrzyj się.
Chcę stanąć na rynku świata, zatkać uszy i krzyczeć: Odłóżcie na chwilę księgi mądrości, odłóżcie prace, które są czasem niepotrzebne! Odłóżcie fałszywe znajomości, odrzućcie cały balast. Nie myśl o tym co jutro, co wczoraj. Nie myśl o grafiku, nie myśl o godzinie. Usiądź, połóż się, wzleć,ale SŁUCHAJ.

Dostrzeż szelest!

Wciąż doskonalę wszystkie elementy... doskonalę.
Zwracam jednak uwagę na jedno.
Krzyk jest setką, szelest połówką. Zostaje jednak cisza. Cisza też jest muzyką, tak jak zero jest liczbą.
Posłuchaj też zera. W zerze tylko usłyszysz bicie własnego serca.
Zacznij słuchać sercem!!!

***
Szelest.
Zaszeleścił.
Pojawił się, zaszeleścił i zniknął.
Gdzieś dalej szeleści.
A może to tylko wiatr? Może to tylko ułuda?
On nadal szamota się i przemieszcza.
Nigdy nie staje w miejscu.

Wokół świat. Straszny świat i obłuda.
Nie ma już grajka, nie ma już wieszcza.
Nikt nie gra w tym miejscu.

Ciężkie życie górnika, ciężkie robotnika.
Ciężkie życie szewca i matematyka.
Ciężkie życie księdza,ciężkie życie brata.
Ciężkie życie żony, teściowej i kata.
Męża życie ciężkie, ciężkie życie matki.
Ciężkie wychowawcy, dozorcy, sąsiadki.

Ciężkie, zawikłane, pełne roboty,
Pełno w nim burz, nieszczęścia i słoty.
Ciężkie jest życie lekarza, dentysty...

Najbarwniejsze zaś i słodkie - życie ARTYSTY.

Najcięższe jednak i najbardziej splątane,
Pytajnikami do końca pisane.
Na emocjach tylko zbudowane,
Uczuciami i łzami do cna jest wysłane.

NAJCIĘŻSZE jest jednak życie artysty.

Bez celu, wyśmiane, nieznane, nieczyste...




poniedziałek, 17 lutego 2014

Stille Nacht, Heilige Nacht...

Noc.
Tak słodka pora, tak piękna.
Noc, tak ukochana i stawiana na najwyższym miejscu od lat.
Noc. Rodzi poezję, rodzi muzykę.
Noc moją porą, noc moim światem.
Czas ciszy, czas zabawy.
Noc tak pełna paradoksów - kryje i odkrywa.
Jest osłoną i wyswobodzicielką.

Dzięki Boże za noc, bo gdyby nie ona, dzień byłby za długi.
Noc tak urywa to co złe, noc tak wyzwala.
Tylko w nocy jestem sobą, tylko teraz chcę nią być.
Wszystko brzmi inaczej.

W nocy powietrze ma zaokrąglone brzegi, nocą wiatr wieje pod innym kątem, nocą chce mi się wracać, chce mi się tworzyć. Nocą kocham to co za dnia kocham lekko. Nocą wspominam. Nocą oglądam świat.
Nocą świat pachnie inaczej. Czasem gorzko, czasem słodko.
Zapach wina, zapach kakaa. Zapach czekolady, zapach książki.
Skóra taka miękka i pachnąca po kąpieli, wszystko co codzienne ukryte pod osłoną ciemności.
Ciemność tak gładka, mocno otacza. Napiera.
Jak cieszę się, że jest noc.
Dzięki niej wiem, że będzie nowy dzień.
Jest moją przyjaciółką.
To ona otwiera mi oczy na gwiazdy - moje siostry.
Całe jej piękno nie do ogarnięcia, nie do odkrycia...

W nocy strach. Dzięki niemu wiemy, że mamy u kogo się schronić. Osoba kochana, nasze schronienie, jeszcze bardziej staje się twierdzą.


Nigdy nie ufałam rannym ptaszkom chodzącym spać z kurami. To nie moja bajka, to nie mój rodział.
Nie polubimy się...



wtorek, 11 lutego 2014

Intrygująca inność pod pachnącą pianką.

Coraz bardziej cieszę się ze swojej inności.
Coraz mniej mówię wśród ludzi, którzy mają najwięcej do powiedzenia. Najwięcej nie znaczy najmądrzej.
Zachowuję w sobie wszystko, co mnie otacza.Taka jestem.
Tyle przykrości, zawodzeń i zła wokół. Zachowuję to. Kiedy się nie mieści, wylewam razem ze łzami.

Cieszę się, że najwytrwalsi pozostają ze mną i będę im wdzięczna do końca życia.

Musimy pamiętać, że kiedy kupujemy orzeszki w skorupce z przyprawami tylko po to, by zjeść same skorupki - odrzucamy orzech, który z chęcią zjadłby ktoś inny, a my go marnotrawimy.
Nie odpowiada ci całość? Kup samą przyprawę i wyjedz ją na czczo pełnymi garściami, tylko proszę, pozwól orzechom zostać dla tych, którzy ich potrzebują.

Luty, marzec, kwiecień.... 3 miesiące i maj. Matura.
Oby było po niej. Potem niech się dzieje, co chce.
W sumie jestem w dziwnym momencie życia. Bez najmniejszego pomysłu na siebie, bez żadnych osiągnięć ale też bez żadnych porażek.
Czysta karta.
Mam 18 i pół roku. To niewiele. Życie jednak zdążyło przelać moją egzystencję wraz z ludźmi, z którymi żyję na co dzień przez wielkie sito. Wiem, kto jest rzadki, lejący, kto przecieka przez otworki i nie jest wart mojego zaufania. Na szczęście pozostali ci, którzy utrzymują się na sicie i mają się całkiem dobrze.
Twarde z nich sztuki!
I nie powiem, sama utrzymałam się w raz z nimi.
Życie nauczyło mnie tak wiele. Dobrze, że umiem uczyć się na błędach.
Naprawdę mam wielkie podstawy do tworzenia już tylko tych właściwych relacji. Wiem, co jest ważne.

A co do przyszłości... Wiem jedno. Chcę tworzyć.
Nie wiem dokładnie co, jak, kiedy, ale tylko to jest ważne.
Kochać i tworzyć.


Jestem inna. Może to pewnego rodzaju niepełnosprawność?
Dobrze mi być inwalidą.
Dla takich niepełnosprawnych jak ja, nie ma ułatwień.
Tu nie pomagają windy, podjazdy, kule czy wydłużony czas pisania egzaminów.
Jedyne co mi pozostaje, to zmierzyć się z samą sobą. I zrobię to!

Czuję, że na wszystko w moim życiu jest osobny czas. Niedawno kilkoro ludzi narzucało mi pewne zachowania. To powinnaś, tego nie, bo JUŻ trzeba.
NIE!
Moje życie wewnętrzne znam tylko ja. Tylko ja. I nikt nie ma prawa mnie oceniać.
Jestem twardym zawodnikiem o miękkim sercu.
Twardym zawodnikiem. Moje życie to sprawiło, że muszę być twarda.
Może jestem malutka, drobniutka i niezauważalna, ale mam swoje zdanie, którego będę bronić na zawsze!

Nie uważam się za wyższą od innych. Jestem słaba tak jak inni ludzie, ale słaba jestem tylko dla najbliższych, którym ufam. Dla reszty mam twardą otoczkę, bo nie zamierzam być więcej raniona. Tyle.
Jestem dumna z tego, co już osiągnęłam. Jestem dumna. Nie tak pysznie, lecz z szacunkiem do siebie.

Teraz?
Teraz czas leci sobie jak chce. Bardzo różnie, co jest dziwne. Jeden dzień potrafi być długi jak trzy dni, tydzień potrafi być jak miesiąc, a godzina jak tydzień. Ciekawe...
Bawię się tym, bo moja codzienność teraz to jedna wielka niespodzianka.
Jeszcze większą niespodzianką będzie najbliższa przyszłość.



Najwierniejsza dusza?
Wciąż Muzyka.




P.S. Brawo dla Kamila Stocha. Tacy ludzie naprawdę inspirują i do takich świat należy! Szczególną uwagę zwracam nie na sukces, lecz na jego całe życie w każdej sferze i na DROGĘ do sukcesu.












niedziela, 12 stycznia 2014

Pufff... dmuchnięcie ciszy.

Życie się toczy, takie teraźniejsze, bezsensowne.
Niby wszystko jest po coś, a tak trudno to odnaleźć. Coraz więcej muzyki wrzyna się w pomarszczoną strukturę codzienności. Czy ją tępić? Chyba się już nie da, na pewno nie mam sił, by znowu próbować, bynajmniej... Czy wnosi coś dobrego? To tak jakby pytać o to, czy tlen wnosi coś dobrego do płuc, a krew do wszystkich narządów. Po prostu jest. Czasem jest intruzem, jakby nowotworem, ale stanowi jedność z całym ciałem, a krew jako tkanka łączna przepływa również przez nią. Wypłukuje każdy pojedynczy dźwięk i niesie do każdej komórki. Co potem się z nią dzieje? Sama nie wiem.

Ostatnimi czasy wszystko się zmienia. Wszystko. Najbardziej jednak to, czego nie widać. Tylu przyjaciół wokół, a nie da się z nikim o tym porozmawiać. Jak rozmawiać o czymś, co nie da się ubrać w słowa?
Kiedy traci się już wszystkie punkty zaczepienia, traci się równowagę, potem spada i leci, wszystko wygląda inaczej.

Jestem głucha do granic wytrzymałości. Głucha, ślepa, niema, zgubiona.

Z czego dziś się cieszyć? Jak dzisiaj żyć?
Nie wiadomo.
Głupota, brzydota i marność.
Na razie.
Potem? Zobaczymy? Usłyszymy? Przecierpimy?
Oby wreszcie skończyła się ta rzeczywistość pod tytułem: "byle do...". Oby...



***
Ostatnio wyobraziłam sobie, pewien obraz.
My jako ludzie, mając dzieci często dostajemy od nich mnóstwo pokracznie czasem narysowanych obrazków, przedstawiających COŚ. Są one niekiedy tak nieudaczne, że aż śmieszne lub całkiem niezajmujące.
A my jako dzieci Boga?
Wydaje mi się, że Bóg ma całą ścianę obklejoną naszymi SŁOMIANYMI ZAPAŁAMI, tak żałosnymi często, nazwać by je można było inwalidzkimi, tak, że patrząc na nie powinien zostawić je i odejść. On jednak patrzy na nie jak człowiek na rysunki swoich dzieci. Wie, że jesteśmy mali, że tylko na tyle nas stać, mimo to - próbujemy. On stoi przed tą ścianą i uśmiecha się patrząc na nasze zrywy wywieszone na gwoździkach. Cieszy się i patrzy z miłością dając nam siłę, by kolejne już, w miarę upływu czasu nie były słomiane.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Psychodelia na bogato. Noc przy świecy.

Co na dziś? Może urywek z dziwnej nieprzerwanej nici dziwactw ze środka... umysłu? wyobraźni?
Po prostu gdzieś jest.

Siedzę wysoko. Bardzo wysoko. Jestem pewna że to drapacz chmur, tak bardzo betonowy. Słyszę dźwięk klaksonów, gwar ludzi, pisk opon, jakąś muzykę, nawoływania, szum, gwar. Słyszę, choć do mnie ledwie dociera. Nagle wszystko jakby oddala się i oddala.
BUM!
Już prawie nic nie słyszę, siedzę pięćset metrów wyżej. A może tak tylko mi się wydaje.
W mojej głowie brzmi muzyka. Coś z repertuaru Mazzy Star. Jest uroczo.
Tak bardzo doskwierał mi lęk wysokości, przez całe życie. Teraz ten lęk przeszywający od stóp do głów, w połączeniu z muzyką jest dużo silniejszy niż mieszanka mocnych alkoholi.
Uczyniłam z lęku narkotyk!
Aaaa!
Czuję w brzuchu dziwny ucisk, ciarki na całym ciele. Muzyka jest coraz głośniejsza i głośniejsza.
Patrzę w dół na kolorowe taksówki.
Ludzie, dokąd jedziecie?!
Tu jest o niebo lepiej. Inna perspektywa, nic nie jest ważne. Odpływam.
Gorąco teraz zmienia swą barwę. Zaraz po zachodzie słońca, mury zaczynają oddawać ciepło.
Powietrze drży, unosi się i zaciera obraz. Zdjęłam okulary. Oczy przez chwilę bolały, ale teraz przedstawiają mi obraz w subtelnym rozmazaniu. Świat wariuje! Muzyka płynąca wciąż nie wiem skąd, teraz jakby osiadała na wibrującym do góry powietrzu. Może to cały budynek wibruje? Wszystko wariuje, trzęsie się, wiruje.
Jakiż ten świat piękny! Piękny z wybranych tylko perspektyw. Z mojej - jest cudowny.
Na chwilę straciłam czujność, och! Mój szmaciany but ześlizgnął się ze stopy, leci na ulice tego strasznego miasta.
Jeden, to i drogi - pomyślałam. Może znajdzie je jakiś bezdomny, mi już nie będą potrzebne.
Mam na sobie białą bluzkę, całkiem przylegającą, z długimi rękawami. Czuję, że moje ręce wydłużają się, stają się elastyczne, a mleczne rękawy rosną wraz z nimi, wyginają się i falują. Teraz mogę dosięgnąć wszystko. Widzę tylko zamazane obrazy dochodzące z dołu na platformie ciepłych powiewów, widzę też te z daleka, zza miasta, choć nie mam pojęcia co pokazują.
Jest wspaniale!
Nóg już nie czuję, nie wiem co się z nimi stało. Jeszcze przed chwilą kołysały się w rytm wiatru, któremu pozwoliłam je traktować. Teraz już o nich nie myślę. Czekam tylko na gwiazdy. Ciekawe jak brzmią w muzycznym powietrzu. Beton odbija się na moim ciele. Małe, czerwone wgłębienia po kamyczkach.
Chyba jestem już ponad nim. Lewituję? Ciekawie wszystko wygląda.
Piękność!
Cudowność!



Umieranie po to, by żyć. Odlatywanie, po to by osiadać. Falowanie, po to, by móc się ustabilizować.


W powietrzu też są wyspy. Mówi się, że fałszywe, a jednak, podtrzymują mnie.
Nie wiem skąd dziś wieje. Wiatr obiera każdy kierunek, może to on mnie unosi? Dobrze tak pobyć tutaj. Nikt mnie tu nie zna, ja też nie znam nikogo. Chwila... przecież nikogo tu nie ma. Muzyka chwilowo brzmiała jak dźwięk wodospadu połączony z odgłosem wpadających w wodę głazów. Co ja słyszę?
Sama nie wiem.
Miałam długie, jasne włosy. Włosy po pas. Teraz czuję, jakby każdy z nich odrywał się od mojej głowy, całkiem bezboleśnie, a wiatr zabierał je nie wiem dokąd. Moja głowa jest teraz dziwna. Bez włosów. Po tylu latach poznałam jej prawdziwy kształt. To ja?
Czegoś dotykam. Moje długie ręce czują coś miękkiego, nie mogę określić, jaki ma to kształt. Całkiem miłe.
Zakładam na głowę szafirową chustę, jakaż miękka! Ona też poddaje się wiatrowi, a wiatr poddaje się muzyce.
Teraz, gdy wszystko jest zsynchronizowane, czuję, że nawet moja krew w żyłach wie, jak ma się poruszać, Robi to inaczej, niż zwykle.
Wszystko to, tak niesamowite jest dziś prawdziwe. Właśnie tak.

Dziś przezwyciężyłam czas. Już od niego nie zależę. Dołączysz?



Czym jest IMPROWIZACJA?
To bycie sobą w 300% normy, nie zważając na otoczenie, stroniąc od stereotypów.



Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...