środa, 25 września 2013

Zdzichu, Zbychu - co na strychu?

W wirze nieodwołalnych, często przykrych obowiązków nie zapominam o kuferku. Pomysły rodzą się między wierszami. Dosłownie. Między wierszami.
Na dziś wrzucam parę muzycznych niespodzianek, bo są one połowicznym sensem tego bloga. Są częścią mnie:




http://www.youtube.com/watch?v=-_rvslVAv8E

http://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY

http://www.youtube.com/watch?v=wcXAKhwsl6o

http://www.youtube.com/watch?v=FMaK4DS_ulE


"Co na strychu?"
O co chodzi? W najbliższych postach znajdzie się trochę mojej mikroprozy i mikroliryki. Tak to jest z ludźmi z potrzebą wyśpiewania i wypisania się. Cieszę się, że jesteście nadal ze mną i kibicujecie.
Zapraszam do wizyt w najbliższym czasie, do opowieści ze strychu.

Z bloga nie zamierzam rezygnować, co więcej, mimo pracy będzie on moją odskocznią i mam nadzieję, że się rozwinie. Wpisy pojawiają się dosyć często, myślę, że częstotliwość w najbliższym czasie się nie zmieni. Zależy mi na aktualności i świeżości kuferka. Oby było dynamicznie. Ufam, że nie jest zbyt ciężki w odbiorze (jak ciężka jestem cała ja). Nie zabraknie muzyki i mam nadzieję - pomysłów.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)



Zatem, na strych!


poniedziałek, 23 września 2013

Chora, dzika, PSYCHODELICZNA!

Ten kawałek udostępniłam celowo. Zanim zaczniesz czytać - włącz. Cały poniższy tekst, ma sens tylko wtedy, gdy czytany jest podczas gdy ten utwór słyszysz w tle...



I skąd ta pewność?! - zapytała.
Jak zapytała? Podniosłym oburzonym głosem. Powiedziała jakby wydobyta prosto z chaosu, mająca na sobie strój niezaradności.
Skąd ta pewność?! Gdzież ona siedzi? Do czego zmierza? - pytała jakby otumaniona, nie wiedząc skąd pochodzi i dokąd podąża.
Nie wiem! Nie wiem! To mnie przygniata, uginam się. Mój kręgosłup. Ugina się pod naporem pytań. Wygięłam się w niewłaściwą stronę. Stojąc na palcach włosami sunę po ziemi. Może to emocje?

Skąd ta pewność? Ona jest tak autentyczna. Przewyższa, przewyższa niesamowicie wszystkie inne pewności i wątpliwości. Ona trwa. Często chwieje się, lecz nigdy nie odrywa, nie upada. Pewność w fundamencie i w korzeniu.

Skąd ta pewność?! - pytała w takt muzyki otaczającej ją zewsząd, jakby wdzierającej się w nią mimo woli.

Głuchy bęben. Głuchy tętent. Jakby mnóstwo koni biegło wzdłuż bramy zamkowej. Co to za przepaść? - krzyczała? Przepaść głuchych basów, która tak porywa. Porywa, łapie niespodziewanie, atakuje od tyłu, niepostrzeżenie. Łapie, ciągnie w dół i trzyma. Jestem w domu - stwierdziła opierając się o dziwnie wilgotne ściany. Jestem w domu!
Oddychała w rytm muzyki. W głowie wraz z basami dudniło jedno pytanie: "Skąd ta pewność!?"

Jaka pewność? - zapytało wreszcie zniecierpliwione echo.
Echo było pełne nieziemskiego klimatu. Delikatne a zarazem mocne, zdecydowane. W barwie jego głosu dało się słychać delikatne wibracje, które sprawiły, że całe jej ciało zaczęło się trząść. Trzęsło się jak w gorączce zmiksowanej ze strachem. Tajemniczo.

Jaka pewność? - powtórzyło.

Ona opierając się o mur słyszała w myślach fragment "Heavy in Your Arms". To sprawiło, że stała się ciężka. Ciężka od myśli, od zakłopotania. Pytaniami doprowadziła się do stanu wycieńczenia. Opadła na podłogę.

Miała na sobie wysokie, czarne oficerki, granatową, pomiętą koszulę włożoną w ciemnobrązowe, lniane spodnie ze skórzanym paskiem. Chustka na głowie podtrzymywała jej rozwichrzoną fryzurę. Po policzku spłynęła łza.

Skąd ta pewność? Po co mi ona? Dlaczego nie mogę jej wyprzeć? ŻADNA siła nie może jej wyprzeć! Gdybym wydarła z siebie tę pewność, nie zostało by nic z mojego niewielkiego ciała. Zostałyby strzępy ubrania, bo ja jestem tą pewnością!

Nagle poczuła, że jest we własnym pokoju. Stoi przy oknie. Lampka na biurku daje smużkę przygaszonego światła. Za oknem ciemne chmury szybko kłębią się i kotłują. Było prawie ciemno. Dziwna poświata od wschodu, który chwilowo był wolny od chmur dawała niesamowite tło szybko kręcącym się wiatrakom. To dziwne. Tak ciemno, a one takie wyraźne. Po środku każdego czerwone lampki migotały niby wesoło, lecz każda z nich równocześnie budziła grozę.
Przy oknie mogłaby spędzić całe swoje życie. By nic i nikt jej nie przeszkadzał.

Mimo, że stała we własnym, ciepłym pokoju, ten wieczór wrześniowy był jakiś inny. Echo dochodziło nawet tutaj:
-Jaka pewność?

Oparła dłonie o szeroki, drewniany parapet. Spuściła głowę, a włosy otuliły jej smutną twarz. Uspokoiła się.
Dziesięć minut została w bezruchu wsłuchując się w ciszę oraz niekiedy uderzający o ściany domu silny wiatr.
Wiedziała kim jest. Nie wiedziała tylko, skąd ta pewność.

-Pewność, że cokolwiek w życiu bym nie robiła, z kim bym nie przystanęła, czego bym się nie uchwyciła(...)
to MUZYKA będzie tym, co utrzyma mnie przy życiu. To do niej będę zawsze wracać, ona będzie zawsze wierna, a każdy mój ruch będzie jej podporządkowany. Tak, ta pewność to część mnie. Jest nieodwołalna... -odpowiedziała wreszcie, by echo dało jej spokój.

Przynajmniej na jeden dzień.



niedziela, 22 września 2013

Różności kuferkowe.

Film o rzeczywistości, która nas otacza, pięknie przyrody. W roku 2009 zaprezentowany w 85 krajach równocześnie. Wielkie dzieło, niesamowite ujęcia. Zachęcam :)
http://www.youtube.com/watch?v=5AgDU8AxQjg

Coś o głosach, które słyszymy może nawet częściej niż głosy bliskich osób:

http://thecine6.com/exv/yt/?i=1gfBzpB7qY0

Piosenki naprawdę godne posłuchania z mojego zbioru:












Na koniec krótki filmik z niesamowitym przekazem. Trudny, ale warto. Jak od strony dziecka wyglądają sprawy świata dorosłych w czasach niepokoju?



sobota, 21 września 2013

Awers i rewers.

Smutek jest paradoksalnie blisko szczęścia. Jest po drugiej stronie monety. Moneta często wypada z rąk, a co za tym idzie, odwraca się...

Ytłatzsk ilyzc - czyli Kształty. Nasze małe ulubione różności.

Mój kuferek pełen jest wyobraźni. Dziś trochę o kształcie.

I nie tylko.
Kuferek obfituje w różnorodne struktury, faktury, powierzchnie. Ot, taka moja własna abstrakcja.
Kiedyś pisałam o tym, że dźwięki i brzmienia mają dla mnie kształty. Nie w taki sposób, iż słysząc widzę np: kwadraty :)
Chodzi o to, że słuchając dźwięków jednocześnie można jakby płynąć po linii melodycznej.
Całość tematu nie odnosi się jednak tylko do dźwięków. Osobiście przypisuje to uczuciom, doznaniom estetycznym, emocjom. W zasadzie wszystkiemu.
Każdy chyba ma takie własne 'zboczenia'. Np. wygodniej nam pić w danym kształcie kubka lub filiżanki, lepiej czujemy się w butach o noskach zaokrąglonych w dany sposób, efektowniej spać na płaskiej poduszce lub wręcz przeciwnie - na trzech nałożonych na siebie wielkich poduchach.
Takie małostki a kształtują nasze 'ja'.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ilu ludzi na świecie, tyle wyobraźni i postrzegania, ale...
Chciałabym skromnie zachęcić do tego, by rozwijanie wyobraźni nie sprowadzało się tylko do czytania książek, logicznego myślenia przestrzennego na matematyce itd.
Dobrze jest mieć coś swojego.
Hmmm.... wydaje mi się, że wszystko, co dzieje się w nas nie jest dobrym materiałem do zdefiniowania.
Coś możesz nazwać właśnie kształtem, kolorem, uczuciem. Coś innego jest materią nienazywalną.
Mimo to, warto to rozwijać i pielęgnować, bo bardzo ubogaca to naszą wrażliwość. A nie jesteśmy robotami.

Chciałabym zrobić mały eksperyment. Bardzo ciekawią mnie czyjeś 'ulubioności'. Jeśli tylko masz chwilkę, zastanów się nad swoimi  (możesz nawet podzielić się nimi w komentarzu).
Moje?
Kakaoooo (ale na kolację, nie na śniadanie! :P ), kubek, nie filiżanka, płaska poduszka, albo jej brak, pomarańczowe zachody słońca, miękkość piasku pomieszanego z wodą (kiedyś w piaskownicy, gdy robiło się "maltę", teraz nad jeziorem lub morzem), pisanie ładnym długopisem bo szlachetnym papierze, zabawa w pisanie listów, nocne rozmowy, brzmienie gitary akustycznej, różnorodność głosów ludzkich, spanie w skarpetkach w zimie, dawanie prezentów, szczere rozmowy(...).
Wiele wiele innych.
Co lubicie? Co jest częścią Was?

środa, 18 września 2013

Attention!!!

Dzisiaj do mojego kuferka wpada nowa myśl. Uważam, że jest to istotna myśl.
Właśnie dzisiejszego dnia dotarło do mnie coś ważnego.
Każdy z nas, każdy, każdy, każdy, bez ani jednego wyjątku, idzie na ŁA TWI ZNĘ!
Nie będę tu mówiła o tej "łatwiźnie" jaka zapewne od razu przychodzi Wam na myśl. Nie chcę mówić o tym, że każdy próbuje wszystkiego na skróty, że chcemy mieć więcej i szybciej, że naszym drugim imieniem jest konsumpcjonizm, że chcemy być zawsze w centrum uwagi, że na co dzień popełniamy wiele złych czynów, by tylko mieć lepiej i więcej, więcej, więcej... Nie będę mówić o przekrętach, wszechobecnej nieuczciwości, niezważaniu na innych... O tym już wiemy. Dziś chcę poruszyć temat innej łatwizny. Zachęcam teraz do paru minut zastanowienia się...

Zastanów się...
Co masz na myśli mówiąc: "ja"?
Co przychodzi Ci do głowy myśląc o sobie?
Z ilu sfer się składasz?
Czy idąc coraz głębiej i głębiej, odkrywając nowe warstwy, jesteś w stanie dotrzeć do dna?
Czy masz dno?

Schodząc coraz głębiej pod ziemię (chociażby w kopalni) zastajemy coraz trudniejsze warunki. Mamy do dyspozycji coraz mniej tlenu, ledwie oddychamy. Z naszym schodzeniem w głąb siebie jest identycznie.
Im głębiej, tym trudniej. Okazuje się jednak, że istnieje w nas WIELKA przestrzeń, jakiej dotychczas nie dostrzegaliśmy. Przestrzeni tej nie jesteśmy w stanie zauważyć w ciągu jednego dnia, miesiąca, może nawet roku.

Popatrz. Myślisz, że warto patrzeć na to co "realne". Realne, czyli namacalne, udowodnione, popierane przez większość, szanowane przez masy, wyniesione na tron przed publicznością. Właśnie.
Ubrania, makijaż, białe zęby, idealnie wyprasowana koszula, dokładnie ogolona twarz, wzorcowo przystrzyżone włosy. Dalej, piękna wymowa, dykcja, oczytanie, wiedza teoretyczna z wielu dziedzin, umiejętność poruszania się, atrakcyjność słowa i charakteru, najlepsze oceny w szkole, najlepsze wyniki w pracy. Poważanie, szacunek u innych, stanowisko "duszy towarzystwa", zadbane paznokcie, dobra mina do złej gry. Ile tego jest!
Docenienie wśród rówieśników, szefa, u rodziców, podziw w rodzinie, dobra sława.
Jeszcze głębiej? Jakieś miłości, namiętności, pragnienia. Stare wspomnienia, pasja zajmująca 90% życia, intrygi, knucia, plany na przyszłość, sny, lęki, pragnienia.
NIEZLICZONOŚĆ!

Nie przypuszczasz nawet, że to wszystko to niespełna jeden procent tego, co jest w Tobie.
Łatwo zauważam, że ludzi śmieszy taka rzecz jak DUSZA.
Śmieszy ich słowo Szatan, nie wspominając o słowie Bóg, nasze prawdziwe korzenie, duchy.
Zastanawiam się właśnie dzisiaj. Dlaczego śmieszą. Dlaczego?

Bo nigdy ich nie widzieli! Nie doświadczyli. Inni się śmieją, to ja też.
Szydzenie i wyśmianie czegoś jest jednym z przejawów tchórzostwa i NIEWIEDZY. Tak, niewiedzy!
Właśnie to, co uważa się za ciemnogród jest bardziej realne niż to, co stanowi dla nas dziś wartość.

Powiesz: pfff, żałosne! Romantyzm był kiedyś, teraz jest XXI wiek, człowieku, opanuj się! Ogarnij się! Jaki Bóg! Jaki Szatan! Jakie stworzenie! Ha ha ha! O niee...

Też tak myślałam. Przecież to takie DOROSŁE. Co więcej, RACJONALNE! Ludzie, jakież to racjonalne! Jakim to ja nie jestem REALISTĄ! Patrzcie ludzie, tak trzeba żyć! Tak trzeba myśleć, tak uważać! Pośmiejmy się razem z tych, którzy są heretykami XXI wieku! Ach, ciężko mi żyć w dzisiejszym świecie. Tyle ciemnoty! Czy do ludzi nie dociera to, że trzeba zająć się tym co ważne, a nie "jakimiś Maryjami, aniołkami z grubymi brzuszkami, tysiąc razy pozłacanymi figurkami niby-świętych".
OGAR! Teraz trzeba myśleć o tym, co PRAWDZIWE. I jak tu się można rozwijać? Brakuje mi słów, żeby wyrazić, jak mi ciężko uczyć się, dorastać w takim środowisku głupców...

***
Kochany, zwracam się właśnie do Ciebie. Wyobraź sobie ocean. Upalny, słoneczny dzień. Brzeg. Przy brzegu całe mnóstwo ludzi. W tym Ty. Małe dzieci z wiaderkami i łopatkami taplają się w pięciocentymetrowej wodzie. Jakże ona tutaj ciepła! Miła, przyjemna, ach! Dorośli spacerują wzdłuż brzegu brodząc w wodzie co najwyżej po kolana.
Tu jest bezpiecznie, bo tu są wszyscy.
Powiesz: "odpoczywają". Po czym obserwujesz jak wieczorem cały 'wypoczęty tłum' wlecze się do domów wymęczony upałem, ogłuszony gwarem ludzi, obolały z leżenia, niosący cały bagaż parawanów, parasoli, ręczniczków, kocy, materacy itd, itd...
Przy brzegu jest dobrze. Tak jak ma być. Piękne muszelki, bursztyny, woda spełnia nasze oczekiwania.



Nagle otwierasz szerzej oczy. Ale kto to? - myślisz. Tuż po zachodzie słońca z tafli wody wynurza się para niezwykłych osób. Zaraz za nimi płynie niewielka łódź sterowana przez kolejną parę. Czworo ludzi. Czym jest ta liczba przy tysiącach przybrzeżnych wczasowiczów.
Tajemnicze osoby to nurkowie. Podchodzą lekko, zwiewnie i energicznie. Mówią:
-Witaj. O, jak bardzo współczujemy ci, że jesteś tu na płytkiej wodzie.
Ty na to: - Ha ha ha, bo tylko taka jest, co mnie obchodzi co jest dalej, przecież WSZYSCY są tutaj.
-Jak to wszyscy? A my? Cały ranek łowiliśmy ryby, niesamowite okazy! Zobacz, są u nas w kutrze. Następnie popołudnie spędziliśmy pod wodą. Jakie tam są skarby!
-Tu też można znaleźć parę muszelek, nawet bursztynów!
-Tam na dnie takich bursztynów jest mnóstwo! Są również perły, piękne zwierzęta, niesamowite miejsce! Ha, ci na brzegu nawet nie zdają sobie sprawy, co tam może ich spotkać. Śmieją się, że to urojone w chorej fantazji heretyków miejsca. Żal mi ich. Współczujemy im najserdeczniej...
-Ale...



Tak kochani. Tak właśnie wygląda nasza rzeczywistość. Możesz całe życie zanurzać się w siebie tylko te 5 cm, bo to wygodne i przyjemne. Potem jest trudniej. Żeby nurkować, należy się tego nauczyć. Pamiętaj jednak, że na brzegu nie złowisz ryb, nie zobaczysz wielu rzeczy, które są rzeczywistością, ale ktoś wmówił Ci, że ich nie ma. Przecież to śmieszne! Nie dopuszczaj do siebie myśli, że istnieje coś lub ktoś poza tym co widzisz. Czyń to, czyń w wolności. Tylko żebyś później nie żałował...




"Wznieśmy się ponad wszystko, co przemija".
Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy uczą mnie nurkować i pokazują mi coraz to piękniejsze rafy i perły. Dziękuję, że nie jestem "wszyscy" ani "każdy". Dziękuję, że nie jestem "normalna" i nie myślę "realnie".
Bez Was całe życie chodziłabym po brzegu myśląc, że horyzont jest końcem, a nie początkiem wszystkiego, jak jest naprawdę.

niedziela, 8 września 2013

Zetknięcie.



Piękne pytanie. Jak połączyć sztukę z życiem, jak wpoić sztukę w czas, jak wylać estetykę na płaszczyznę codziennych schematów?
Jeśli się coś kocha, jest to częścią ciebie. Część mnie jest ze mną zawsze, jest we mnie, jest mną.
Pragnę łączyć moją muzykę ze wszystkim. Nieee, nie! ŚWIECIE, nie oderwiesz mnie od niej, nie oderwiesz!
Wszystko gra, wszystko brzmi. Muzyka jest w przyjaźni, w spotkaniach, miłości i rodzinie - muzyka jest w samotności, ciszy i dawno wybrzmiałym brzmieniu, w pustce.
Piękno, zachwyt. Cały zachwyt może ulokować się w jednej barwnej plamie. Kocham zachwyt.
Jak bardzo to, co wokół, już teraz mnie nie dotyka. Kocham wszystkich, ale tych, którzy mnie kochają - poważam głębiej, bo wobec nich płynie moja wdzięczność. Zagmatwane?
Prawdziwe... nie rani mnie człowiek, człowiek już mnie nie zrani. Często spuszczam głowę, tak by nikt nie widział, że w oku kręci się łza. Łza współczucia, smutku. Dlaczego nie widzicie tego piękna?

Rozmawiam, przebywam, obcuję z kimś - nadal w głowie mam to coś. Piszę, próbuję skupić się na rzeczach "ważnych"... w głowie tkwi coś, co jest jeszcze ważniejsze, co nigdy nie odejdzie.
Jak to nazwać? Pasja, mówisz? Nie, to coś, co jest, nawet jeśli już tego nie chcesz, lecz nadal jest.
Często ciężko wpleść to między dialogi życia. Usiadłam przy oknie, coś do mnie mówisz... przepraszam, że nie słyszę... przecież właśnie znów ogarnia mnie to dziwne myślenie, to specyficzne, moje. Jakbym chwytała w dłoń szklany pryzmat, który zmienia postrzeganie, nie mogła go upuścić, odłożyć, bo on jest.
Ciężką pracą jest zaakceptowanie niektórych części siebie. Zwłaszcza tych, które dla dzisiejszego świata i systemów są niewygodne lub NIEPRAKTYCZNE.
Ot co! Cała jestem NIEPRAKTYCZNA, ale taką siebie muszę zaakceptować. Może praktyczność i użyteczność to pojęcie względne?
Może piękna mowa, szybkość w liczeniu, spryt, wiedza historyczna, tak drobna, że przyprawia o uśmiech, może to jest niepraktyczne? Tak, tak właśnie myślę.


Muzyko, jesteś najwierniejsza z materii ziemskich, najwierniejsza, i za to cię uwielbiam!
Najgorszy tylko jest ból, który wywołuje brak możliwości podzielenia się tym, co wewnątrz. To, że choć każda tkanka we mnie każe mi podzielić się tym, co najmniej z tymi, których kocham. Nie da się.
Iluż pisarzy było, iluż poetów, a każda próba wyrażenia ich emocji była nieudolna. Ta niemożliwość wywołuje bezsilność, bezsilność - ból. Może niech stanie się moją ofiarą?

Sztuką trzeba przepełnić rzeczywistość. ZETKNĄĆ ją z realiami. Zawsze. Nie tylko długie, zimowe wieczory, wyodrębniony czas.
Zawsze. To słowo ma wielkie znaczenie.
Może to dobrze być innym? Może to dobrze iść pod prąd gwoli dojścia do źródła?
Może to dobrze kochać...



sobota, 31 sierpnia 2013

Pasy bezpieczeństwa.

Uff. Koniec wakacji, ale jakich wakacji! Były wspaniałe, piękne, przepełnione najprawdziwszym wypoczynkiem.
Cenny czas. Wiecie co to znaczy cenny czas? Pewnie powiecie, że pełen spotkań z najbliższymi, ciekawych chwil, wyjazdów, doświadczeń, przygód, rzeczy, które robimy po raz pierwszy itd. Otóż, zgadzam się, ale dopowiem do tego coś, co uderzyło mnie ostatnio niesamowicie.
Cenny czas, to taki czas, gdzie dochodzimy do pewnych wniosków. Wniosków na różnorodne tematy. Od życiowych, bardzo poważnych, po te malutkie, codzienne. Czas, który uczy. Uczy życia.
Uważam, że podczas minionych wakacji udało mi się wyciągnąć MNÓSTWO wniosków.
Czuję się niesamowicie bogatsza i dojrzalsza.
No tak, tyle o mnie. O czym chcę pisać. Hmm... może właśnie temat tego wpisu, będzie jednym spośród w.w. wniosków.
Pielęgnowanie, szacunek, praca, trud... To wszystko musimy wkładać w rzeczy, które są dla nas cenne.
Każda przyjaźń, nowe doświadczenie, wszystko, co już mamy, dostaliśmy. Po prostu dostaliśmy. Tak szybko jak do nas to przyszło, tak szybko może odejść. Nie wolno, nigdy nie wolno nam myśleć, że coś nam się należy. To nieprawda. Wszystko jest darem, o czym kiedyś wspominałam, ale naszym zadaniem jest jakoś to zabezpieczyć. Nie mówię tu o gromadzeniu, chomikowaniu, zatrzymywaniu wszystkiego dla siebie, braku dzielenia się.
Jeśli się coś dzieli, to równocześnie się mnoży ;)
Kochani, myślę że warto pewne rzeczy przypieczętować. Jak? Wnioski, do których dochodzimy musimy wprowadzać w życie. Słowa przy doświadczeniu i przykładzie są nic nie warte. Musimy pokazywać sami sobie i innym, że twierdzimy tak, a nie inaczej, i że to, co uważamy, wcale nie jest ot tak, wymyślone bez sensu, tylko wywodzi się z naszych upadków, jest wynikiem naszych błędów, które naprawiamy.




Mosty miłości. Jest ich mnóstwo w całej Europie. W Polsce też znajdziemy kilka takich miejsc, chociażby w Krakowie, czy Bydgoszczy. Pary zamykając kłódki ze swoimi imionami na balustradach i barierkach wyrzucają kluczyk do wody, by nigdy nikt nie zdołał otworzyć jednej z nich.
Symbole, tak to symbole, ale są wspaniałym obrazem tego, co chcę przekazać.

Podzielę się z Wami jednym z przemyśleń, które mocno dotarło do mnie przez te wakacje.
Oto ono:
Ludzie, którzy próbują nas skrzywdzić swoim słowem, zachowaniem, nie są źli, co wiadomo. Mogą mieć mnóstwo powodów, które świadczą o ich zachowaniu, ale my? Dziś, tu i teraz jesteśmy w danym miejscu, zobaczcie, szkoła, praca, studia itd. Otaczają nas ludzie, którzy będą próbowali wyrwać z nas wszelkie wartości, a co najważniejsze, WIARĘ W SIEBIE. Minie parę lat, my o nich zapomnimy, a rany, które w nas zostawili, będą trwały. Właśnie. Nie możemy dać sobą manipulować. Zamierzam chronić w sobie to, co wypracowałam, pielęgnować to, gdy trzeba, bronić i manifestować, być sobą, kochać na swój sposób, nie zrażać się niszczącymi słowami, przyjmować budujące. Ot tak, po prostu. Dlaczego ktoś ma mówić mi, jak jestem beznadziejna, skoro nic o mnie nie wie, nie zna mnie. Ach, jak ludzie potrafią być powierzchowni i tchórzliwi.
Będę pamiętać, że niesamowicie łatwo jest krytykować kogoś, nie poznając go bliżej. Te dwa piękne miesiące pozwoliły mi obudować się swoistą skorupką. Jeśli chcesz mnie zniszczyć, nie uda ci się to, bo ja wiem kim jestem, szanuję siebie, cenię własne doświadczenia i nie pozwolę, by ktoś niesłusznie mnie oceniał.

Tak, wprowadzam to w życie.


Z powodzeniem!

Życzę wszystkim udanego roku szkolnego, wielu wspaniałych przyjaciół, którzy po prostu BĘDĄ w trudnych i w tych szczęśliwych chwilach :) Dzięki za Wasze wsparcie i regularne odwiedziny.
Może Wy podzielicie się swoimi wnioskami z wakacji? ;)

środa, 21 sierpnia 2013

Hilary na drugie imię, szczęście w hazardzie.

Biega, szuka pan Hilary - "Gdzie są moje okulary?"
Na pytanie: "Czego szukam w życiu?" każdy człowiek w końcu odpowie: "szczęścia".

Właśnie. W różnej formie, w różnym charakterze, inaczej to szczęście sobie wyobrażamy.
Na dzisiaj wrzucam dla Was film, który KONIECZNIE trzeba obejrzeć i wysłać wszystkim swoim znajomym i rodzinie. Wielki dar, jaki otrzymała pewna kobieta jest dla nas ogromną nauką. Dostała oprócz tych prezentów dar odwagi i teraz dzieli się z nami tym, czym ma się dzielić. Jesteś tu po to, aby skorzystać:



Tyle szczęścia w naszym zasięgu, tak wiele tracimy, choć "różowe okulary' mamy na nosie. Jeśli za bardzo skupiamy się na szukaniu szczęścia i wyszukiwaniu nieszczęść - niestety - nie dostrzeżemy tego, co już mamy.

Każdy z nas zna zabawę z trzema kubeczkami. Wkładamy kuleczkę do jednego z trzech takich samych i mieszamy szybko, po czym odgadujemy, gdzie kulka jest.
Gdyby odnajdywanie szczęścia w życiu przyjąć jako taką właśnie grę, wyglądałaby ona tak:

Dziś w kuferku szczęście do wzięcia.

Nic, tylko grać! W zasięgu wzroku, na wyciągnięcie ręki. Jest tylko po to, by chwycić i zdobyć.
Resztę sami sobie dopowiedzcie.

Od dziś ogłaszam akcję:

"Mocny początek doceniania tego, co mamy i korzystania ze szczęścia, które już jest!"

Dołączysz? :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Smakujemy życie, bo dziś wolno się DELEKTOWAĆ.

Chwilę nie pisałam, tyle się dzieję... Mam w sobie tyle myśli i pomysłów, że nie wiem od czego zacząć.
Może zacznę od tego, żeby zachęcić Was do wykorzystania każdego dnia wakacji. I wcale nie zostało ich mało! Nie marnujcie żadnej sekundy, to wspaniałe tak żyć pełnią życia! :D

Każda chwila jest ważna, bo w życiu mamy ich mało. Nie warto skupiać się tylko na tym, co będzie, bo wtedy to co jest, szarzeje, matowieje, zaciera się i ulatuje jak para wodna. Nie widzę sensu, by nasze DZIŚ przelatywało między palcami jak piasek. O nie!
Przykładem niech będzie zdjęcie, które zrobiłam nad Soliną. Piękne chwile.
Tak, można zachwycić się zwykłym kamieniem wpadającym w zwykłą wodę...


Wyobraźcie sobie piękny widok w górach w zimie. Jesteście tam, po pas w śniegu, lecz miejsce jest przeurocze. Jedyne, co wam przeszkadza, to ziąb przeszywający wasze ciała. Jak tu się zachwycić?
Gruba, zapinana na zamek błyskawiczny, cieplutka kurtka jest w Waszym zasięgu.
Zamek składa się z małych elementów, które na siebie zachodzą. Właśnie. Nie można pominąć żadnego.
Kiedy chcemy zrobić coś na skróty, pominąć pewien wysiłek w życiu, opuścić jeden element, nagle okazuje się, że całość legnie w gruzach, bo zawiódł mały element. By czuć się dobrze, tam gdzie jesteś, dopnij swoją kurteczkę szczęścia, ale wiedz, że trud zapinania jest potrzebny i nieodwołalny.

Pewna dziewczyna dotknęła muchomora, ponieważ jej się spodobał. Następnie idąc dalej, zapominając bezmyślnie, co przed chwilą robiła, zabrała się za jabłko. Chwyciła owoc w dłoń, którą jeszcze przed chwilą dotykała trucizny. Skończyło się to bardzo źle. Pobyt w szpitalu i niezwykle niemiłe przeżycia.

Właśnie. Nie możemy do końca zrobić czegoś dobrego, kiedy nie pozbędziemy się zła, kiedy nie umyjemy rąk, kiedy nie oczyścimy się z toksycznych zachowań, spojrzeń i zamiarów.

JESTEŚCIE TAM? Czy chcecie żyć? Czy chcecie czerpać?
Myjemy ręce i do przodu!


Polecam takie miejsca, do życiowych rozkmin, do podziwiania piękna.
Pamiętam też, że w życiu ważne jest smakowanie. 
SMAKOWANIE.



Właśnie. Chcę zamoczyć stopy w wodzie, zabarwić zęby na niebiesko jagodami.
Wiecie, że żeby najefektywniej obserwować spadające gwiazdy, najlepiej patrzeć na całe niebo, nie skupiając się na jednym punkcie. Gwiazdy są za daleko, by skupić wzrok na jednej konkretnej.
Może to coś oznacza?
Obiektywnie spoglądam na świat, wtedy zawsze zobaczę dobro, bo gdy skupię się na złu, nie mam obrazu prawdziwej rzeczywistości.

Dziękuję każdemu, kto sprawia, że te wakacje są TAK WYJĄTKOWE. Za to, że Was mam, że mam dla kogo żyć. Dziękuję za każdą noc pod gołym niebem, za każdy wyjazd, spacer, rozmowę, wspólne leniuchowanie, za wsparcie, uścisk, dobre słowo. Dziękuję też za wierność czytelnikom :) Wam!
Jesteście kochani, sami prosicie o nowe wpisy, jest mi bardzo miło. Serdecznie dziękuję, zapraszam tu ponownie, szykują się nowe posty, są nowe pomysły. Pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam, korzystajcie z wolnego i ślicznej pogody. Całuję.



Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...