Czasem jest tak, że mamy zwichniętą kostkę. Boli nas brzuch, bo zjedliśmy za dużo. Jesteśmy przeziębieni, bo w końcu jesień. Mamy katar, pobolewa nas głowa.
Czasem jest tak, że doskwiera nam wiele, ale i tak najbardziej denerwuje nas naderwana skórka przy paznokciu. Czujemy wszystko, ale to skórka denerwuje najbardziej.
Dobrze znaleźć w sobie to, co na co dzień przeszkadza. W sobie, albo wśród otoczenia. I odciąć to. Odciąć. Czasem wielkie rzeczy potrafimy znieść, a mała rzecz psuje nam codzienność. Jeżeli tylko się da, odetnij.
Po czasie. Po dziwnym czasie wracam. Brakuje tego czasu, ale brakuje też kuferka. W ogóle twórczości brakuje... Pisanej i śpiewanej. No cóż...
Ale jestem. Ciągle gdzieś tam jestem. Ciągle powstawały teksty. Może do piosenek, a może tylko tak mi się wydaje. Były to teksty na papierze. Chyba moja ręka potrzebowała zmiany. Nie komputer, a żywy papier. Tęsknię za dzieciństwem. Tęsknię za tym, kim byłam kiedyś. Kim my byliśmy. Tu jest za dużo teatrzyku i bycia marionetką. ALE! Szukam w sobie dziecka, wydobywam, kształtuję w tej rzeczywistości. Tej jesieni, która już tak posunęła się w czasie. Pod koniec wakacji napisałam prostą rymowankę o byciu dzieckiem. :
Czerwony nam lizak nadymał policzek A uśmiech był szczery, z dziurami po zębach. Godziny płynęły powoli nadzwyczaj I każda historia to była legenda.
Porteczki do kolan, kolana obdarte Zabawy bez ściemy: na niby, naprawdę Pieniądze to liście, bo przecież zielone Pistolet na kulki, na lotki, na wodę.
W basenie nas koło dmuchane trzymało A tatuś to koło na sznurku, jak pieska O każdy ruch nogą się mamę pytało Więc mama od pytań bywała niebieska.
Głęboko pod każdym gryzionym paznokciem Był piach i żałoba i noc i jedzenie Sympatię bez przyczyn szturchało się łokciem A randka to było rowerem jeżdżenie.
Brązowych nam piegów nie ukrył makijaż Płakałeś ze strachu, ryczałeś jak zwierzę Prawdziwych emocji nam wstyd nie zabijał Więc były i uśmiech i łzy za kołnierzem.
I dzisiaj jest czas dobry, żeby być dzieckiem Za biurkiem, za kółkiem, przy pracy, w rodzinie Dorosłość nie znaczy wciąż smutne mieć serce Jedz nadal lizaki i śmiej się prawdziwie.
*** Mimo tego, że jestem tu od roku, jakoś nie umiem jeszcze w pełni oddychać.
Choć uczę się.
Tak wiele w ostatnim czasie było wspaniałej muzyki, tak trudno znaleźć dla niej czas, ale ona ma taką dziwną moc, że wyprzedza czasem nawet obowiązki. Dziś premiera płyty Etiuda Zimowa zespołu LemON. Dziwne, bo niektóre utwory są mi tak bliskie od dawna, a ich interpretacja wywołuje szczere łzy. Polecam kupić i przeżyć z tym materiałem nadchodzące święta.
Prawdziwa świąteczna wrażliwość, słowiański idealny zaśpiew, że aż gula staje w gardle. No, i pachnie choinką.
P.S. Święta zaczynają się 24 grudnia nocą. Tak przypominam, bo galeriom handlowym się chyba popsuł kalendarz.
Często komuś wydaje się, że inna osoba nie wiadomo jak go skrzywdziła, a w gruncie rzeczy wszystko jest wyolbrzymione. Niejednokrotnie bywa tak, że jedno mało znaczące przykre słowo ktoś uznaje za wielką obrazę, wielką krzywdę. Źle być takim nietykalnym. Takim człowiekiem, któremu nie można nigdy powiedzieć czegoś uszczypliwego, a czasem niechcący wyrządzone małe krzywdy odbierać jako wielkie zranienia. Nie jest dobrze. Ja jestem człowiekiem i inni są ludźmi. Zdarzają nam się wpadki, w złości wypowiedziane zbyt wiele słów. Takie nadwrażliwe osoby wiele potrafią snuć teorii a propos wybaczania. Jak to ono nie jest trudne, jak godzi w ich honor i dumę. Jak jest niesprawiedliwe, niepotrzebne, kościółkowe, żałosne, przesłodzone i niemodne. Ono przecież NIC MI NIE DAJE.
A co, kiedy istnieją osoby, które są prawdziwie ranione. Ciągle niesprawiedliwie oceniane, osądzane, źle traktowane, bez szacunku, okłamane, zdradzone, oszukane, od których coś wyłudzono, których wydano, których opuszczono, których obmawiano, niezgodnie z prawdą itd. Tak wielu z nas jest mocno skrzywdzonych. Permanentnie. Na co dzień. Nie tyle skrzywdzonych, co wciąż krzywdzonych. Mimo wielu zranień takie osoby potrafią przebaczyć. Prawdziwie przebaczyć. Po co, spytacie. Dla wolności. Dla swojej wolności.
Przebaczyć, nie znaczy zapomnieć, wymazać. Przebaczam, nie znaczy: pokazuję krzywdzącej mnie osobie, że nic się nie stało. - A, bij mnie dalej, rań, rób ze mną co chcesz, ja jestem szmatą do twojej dyspozycji. Ja ci przebaczam. Nie. Nie tak. Nie ma bowiem w tym wolności, dla żadnej ze stron. Każdy człowiek ma nieskończoną wartość i godność i nigdy jego krzywda nie może być słuszna. Moje przebaczenie nie ma mówić komuś: twoje zło jest dobre, nie rusza mnie. Przebaczając, nie mówię: "Wisi mi to, co robisz. Jestem kamieniem, nic nie czuję," Otóż nie.
Przebaczając, muszę pokazać, że zło wcale nie jest mi obojętne. Przebaczając, nie zapominam. Przebaczenie to zrozumienie tego, że krzywdzący mnie jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Przebaczenie to dawanie drugiej szansy. Przebaczenie to nie wdawanie się w odwet, który nie przynosi ulgi. Chęć odwetu zawsze kusi. Myślisz, że gdy komuś oddasz, bo on też mi tak robi, wtedy ten ktoś zobaczy, jak to jest, niech też cierpi. I co? Błędne koło.
Nie można dawać sobą pomiatać, ale nie można też pomiatać kimś w zamian za pomiatanie mną. Wtedy obie strony będą pomiatane.
Przebaczając, nawet 77 albo i 777 razy, pokazujemy krzywdzącemu naszą siłę. Tak. To jest właśnie siła. Oddać może każdy prostak. Przebaczyć może tylko wielki człowiek.
Może warto nauczyć się przebaczania? Ja właśnie zaczynam naukę...
Poznałam w życiu wielu ludzi, którzy przebaczyli największe krzywdy, jak np. zabójstwo własnego dziecka. I co? Mówią, że są całkowicie wolni i potrafią znowu cieszyć się życiem. Nie ma co myśleć ciągle o tym, jak inni źle mnie traktowali/traktują, niesprawiedliwie, niesłusznie. Zostaw to. Z tym jest tylko ciężej. Ja właśnie zaczynam naukę...
Nie potrafię opowiedzieć tego, co we mnie.
Nie potrafię podać całości.
Nie potrafię przytoczyć osobie trzeciej, nie potrafię powiedzieć Tobie.
Nie potrafię się przyznać na głos przed sobą.
Całe życie wyciągam ze swego wnętrza jak najwięcej. Aby dawać. Aby się dzielić.
Całe życie próbuję ubrać to w słowa, wydać w całości.
Całe życie próbuję wygłosić myśli, ukształtować uczucie, narysować pragnienia, wypowiedzieć życzenia, podarować miłość, jako obiekt fizyczny.
Chcę dawać siebie.
Wypowiedzieć.
Wykrztusić.
Ale co?
Jako człowiek mogę tym wszystkim tylko przed Wami, przed sobą nakruszyć...
Psycho soul dla zmęczonych artystów.
Zmęczonych niewypowiedzeniem.
Jestem dumna z obszaru, na którym mieszkam. Z ziemskiego obszaru. Dlaczego? Bo dostęp do piękna mam wszędzie. Wystarczy mi niebo. Wiele razy mówiłam o nocy, o gwiazdach. Tak, bo to to, co mnie raduje, otwiera moje oczy. Wszystkie. Nie tylko te fizyczne. A za dnia? Tak. Kiedy dzień jest zasnuty biało-szarym niebem, ja śpię. Śpię fizycznie, śpię duchowo. Każdy zaś przejaw dynamizmu i piękna, gdy niebo "podniesie się", rozjaśni, intryguje mnie. Kocham niebo. Kocham błękit południa. Kocham zorze zachodu. Kocham nieskończoność palety barw. Kocham to, że niebo mam zawsze i wszędzie. To, że nawet, gdy płyną łzy, a gardło ściska żal, mogę podnieść głowę i patrzeć. Czy jestem na wsi, czy w mieście. Czy jestem sama, czy z kimś. Czy mam ochotę na życie, czy akurat trochę mniejszą. Niebo jest.
Uwielbiam jego niepowtarzalność. Niepowtarzalność kompozycji obrazu. Wszystko w HD. Wszystko w 3D. Dynamizm, ogrom, nasza bezsilność wobec niego. Zaskakiwanie, różnorodność form. Malowane nieznanym pędzlem. Nieprzewidywalnym. Dalekie nad horyzontem, jeszcze dalsze prosto nad nami. Bliskie zarazem poprzez oddziaływanie. Współgranie ze Słońcem, współgranie z Księżycem. Z ich światłem.
Czy też kochasz niebo? Czy też zauważasz to dzieło sztuki?
Niby dla wszystkich, niby nad każdym, ale ja wierzę, że było już wiele momentów, które widziałam tylko ja. Które były prywatnym prezentem. Nad którym zachwyciłam się ja. I nikt więcej. I żadne zdjęcie, żaden opis, żaden rysunek nie odda tego, co widziałam. Cieszę się, że potrafię stanąć i patrzeć. I widzieć. I chłonąć. I cieszyć się tym. Tak, bo właśnie tyle potrzeba do szczęścia w zwykłych chwilach dnia. Tylko? Aż.
Cieszę się z obszaru, na którym mieszkam. Z ziemskiego obszaru. Z mojej własnej, codziennej, wszechstronnej galerii sztuki, gdzie codziennie jestem obdarowywana. Naucz się patrzeć. Bądź dumny z obszaru.
Ja wiem, że tę sztukę Ktoś tworzy. Wiem, że dla mnie. Dla nas.
Co my sobie myślimy? Że to wszystko sami ogarniemy? Tak: ot tak? Że znajdziemy sposób, że po swojemu, że już, od razu? Tak na szybko, bo przecież nie mamy cierpliwości?
Myślimy, że każdy z naszych dni jest takim małym, lekkim, gładkim opiłkiem żelaza. Każdy porozrzucany na podłodze. A nasza rola? Z wielką łatwością wziąć duży magnes i kiedy nam się zachce, bo będziemy mieć chrapkę, przyciągniemy opiłki, zapanujemy nad nimi. Myślimy, że nasze życie takie ma być. Szybkie, łatwe, przyjemne. Myślimy, że weźmiemy je na sposób.
NIE WEŹMIEMY.
Każdy z naszych dni to dokładnie kulisty, wymykający się z rąk, trudny do złapania koralik, który mamy na klęcząco zbierać do woreczka. Z dnia na dzień. Po jednym koraliku. Niczego nie spowolnimy. Niczego nie przyspieszymy. Z pokorą zbierajmy nasze koraliki, by pod koniec życia móc pokrzepić swojego ducha widokiem treściwych korali.
Nie wezmę życia na sposób. Nie wolno. Nie trzeba. Nie da się.
Jako dziecko uwielbiałam opakowania po czekoladkach. Takie, które po zjedzeniu zawartości odwracało się do góry nogami i stawało się "klawiaturą". Uwielbiałam wciskać guziczki. To samo folia bąbelkowa. Nie liczył się prezent, a folia, w którą był zapakowany. Kusiło.
Ale potem? Raz wciśnięty guzik na poczekoladkowej klawiaturze stawał się bezużyteczny. Wciśnięty. Zepsuty. Pęknięty balonik nie rośnie cudownie napełniając się powietrzem. Kiedy z listka pełnego tabletek wyciągniemy jedną, zostaje po niej dziura i nieregularny, brzydki kształt aluminium, który burzy cały ład.
Prawa fizyki.
A człowiek? A ja? Okazuje się, że kiedy w ciele działają prawa fizyki, w duszy obowiązują inne prawa. Prawa często nielogiczne, niezrozumiałe. Wyobrażam sobie człowieka jako aluminiowy listek z tabletkami. Każde dobro, które ma w sobie to jedna z kapsułek. Każda cnota, dobra rada, miłe słowo, poczucie bezpieczeństwa, wewnętrzna radość, ufność, motywacja, miłość, pokój.
A
my? Boimy się. Boimy się wykluć z siebie jakąkolwiek tabletkę, po to by
mogła pomóc drugiemu człowiekowi. Boimy się ucisku, zmiażdżenia,
rodzenia dobra. Potem boimy się brzydoty, braku harmonii i pustki. Dziury.
BŁĄD! Nasza dusza działa inaczej. Całe dobro jakie mamy wyprodukował Ktoś. Niezwykły Farmaceuta. Niezwykły Farmaceuta to i niezwykłe tabletki. Niezwykły listek. Niezwykli my. Jeżeli wydobędziemy z siebie tabletkę dobra, podzielimy się nim, to wraca ono do nas jeszcze lepsze i piękniejsze. Wpuszczając je w obieg, ubogacamy je. Farmaceuta dba, by nigdy nie było w nas dziury. Dba, by wybrzuszenie po tabletce, nigdy nie zostało zmiażdżone. Każdą pustkę zapełnia.
Chciałabym odważyć się dawać. Jeszcze więcej odwagi. Trochę trudu włożonego w wydobycie z siebie dobra, niech owocuje wielkim zbiorem.
Pamiętam. Pamiętam o tym, że jestem w jednym opakowaniu z wieloma innymi listkami tabletek. Razem. W jednym pudełku. Dzielmy się.
Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania, bądź skonsultuj się z Niezwykłym Farmaceutą. Ulotka? Składa się ze Starego i Nowego Testamentu. Konsultujmy się. No i dzielmy!
Nie ma twarzy, której by nie policzkowano. Nie ma. Uczę się całe życie napinać mięśnie, by policzkująca dłoń nie zanurzała się tak głęboko.
I co? Okazuje się, że to nie ja napinam mięśnie. To nie mięśnie. To Czyjaś Ręka. Czyja ta Ręka? Jeszcze dobrze jej nie znam, ale jak wiele szczęścia daje Jej poznawanie.
Słomiany kapelusz, tak delikatny, łamliwy, kruchy, chroni przed ogromem słonecznego ciepła. Przed promieniami, które potrafią spalić metal. Pomyśl o tym.
*** Kiedyś pisała po zaparowanej szybie. Wszystkie sekrety. Myślała, że para zniknie z pierwszym podmuchem wiatru, a ślady po palcu znikną. Nie wiedziała wtedy, że palce nie były czyste, a gdy para zniknęła, został brudny napis. Kiedy piszesz swoje życie, pisz je czystym palcem. To, co robisz w ukryciu, kiedyś wyjdzie na jaw.
Jak dobrze przejść boso po trawie. I nie myśleć. Potem wrócić tu i po prostu być. Co jest najpiękniejsze we wspomnieniach? Uczucia. To one zostają na zawsze. Konkretne wydarzenia umykają mi jak nieistniejące. A uczucia im towarzyszące? Ciągle mocno rzeźbią. Tak nieziemskie figury wyrzeźbiły we mnie! Muszę dbać o rzeźbiarza. Oby był nim On. Zawsze on. On daje prawdziwą radość. On daje prawdziwy pokój. To nie tylko ludzkie uczucia. To prawdziwa materia, która rzeźbi kamień jak woda. Swoją miękkością rzeźbi jego twardą twarz. Dobrze, że jest On. Dobrze, że przychodzi nie z tej strony, z której Go oczekujemy. Przychodzi z piątej strony świata. Przychodzi i wieje tam gdzie chce. Jak dobrze, że jest On. Jedyny, Żywy Bóg.
*** Wracam tu. Dużo się zmieniło. Ja się zmieniłam. Mimo to, jestem. I chcę być. Zapraszam.
Każdą wielkość i wzniosłość, choćby nie wiem, jaki blask nosiła,
Może jedną kroplą wody cichej zgasić codzienności półmrok, jednym tchem.
Każdy zachwyt i płomień, jakby tlący knotek przytłumiła,
Jednostajność kroków twoich, ludzkich, równych, naprzyziemny motłoch, pusty
cień.
Jak latarni promienie, wiązką drżącą muskać łódź poczęły,
Twe wzruszenie wzbiera, daje się zobaczyć, by odpłynąć nagle, w mroki ziem.
Jak niewiedza zwierzęcia o swej sile, czyni go bezsilnym,
Tak niestałość głowy dziarsko uniesionej, nic nie znaczyć może, chwały pień.
Dech zaparty odświętnie, chce ze świstem w próżni wpaść mogiłę,
Tak tu żywy ogień kala się w popiele, niwelując wielkość, brudząc w niej.
I nie wierzysz, nie pragniesz, zacierając amplitudy siłę,
Wszystko prostą linią kreślisz za horyzont, umierając trochę, w blady dzień.
Ale gładkie i proste nie nakreślą życia na tej ziemi,
Która chce odbierać swoim prawem twardym te różnice napięć, różność brzmień.
Sama bowiem stworzona razem z niebem przez nieregularność,
Też pulsować umie, żyć umie – to znaczy, sercem wrzącym bije, goni je.
Więc choć Niebo to przyszłość, wielkość niosąc i uszczęśliwienie,
Wpływa z góry prosto, aż do centrum ciała, dając cząstkę siebie, w ziemi dzień.
Niech więc wielkość i wzniosłość, choćby nie wiem, jaki blask nosiły,
Chroni Serce Ludzkie, jeden kąt w tym świecie, tak wrażliwie czując życia zew.