wtorek, 11 lutego 2014

Intrygująca inność pod pachnącą pianką.

Coraz bardziej cieszę się ze swojej inności.
Coraz mniej mówię wśród ludzi, którzy mają najwięcej do powiedzenia. Najwięcej nie znaczy najmądrzej.
Zachowuję w sobie wszystko, co mnie otacza.Taka jestem.
Tyle przykrości, zawodzeń i zła wokół. Zachowuję to. Kiedy się nie mieści, wylewam razem ze łzami.

Cieszę się, że najwytrwalsi pozostają ze mną i będę im wdzięczna do końca życia.

Musimy pamiętać, że kiedy kupujemy orzeszki w skorupce z przyprawami tylko po to, by zjeść same skorupki - odrzucamy orzech, który z chęcią zjadłby ktoś inny, a my go marnotrawimy.
Nie odpowiada ci całość? Kup samą przyprawę i wyjedz ją na czczo pełnymi garściami, tylko proszę, pozwól orzechom zostać dla tych, którzy ich potrzebują.

Luty, marzec, kwiecień.... 3 miesiące i maj. Matura.
Oby było po niej. Potem niech się dzieje, co chce.
W sumie jestem w dziwnym momencie życia. Bez najmniejszego pomysłu na siebie, bez żadnych osiągnięć ale też bez żadnych porażek.
Czysta karta.
Mam 18 i pół roku. To niewiele. Życie jednak zdążyło przelać moją egzystencję wraz z ludźmi, z którymi żyję na co dzień przez wielkie sito. Wiem, kto jest rzadki, lejący, kto przecieka przez otworki i nie jest wart mojego zaufania. Na szczęście pozostali ci, którzy utrzymują się na sicie i mają się całkiem dobrze.
Twarde z nich sztuki!
I nie powiem, sama utrzymałam się w raz z nimi.
Życie nauczyło mnie tak wiele. Dobrze, że umiem uczyć się na błędach.
Naprawdę mam wielkie podstawy do tworzenia już tylko tych właściwych relacji. Wiem, co jest ważne.

A co do przyszłości... Wiem jedno. Chcę tworzyć.
Nie wiem dokładnie co, jak, kiedy, ale tylko to jest ważne.
Kochać i tworzyć.


Jestem inna. Może to pewnego rodzaju niepełnosprawność?
Dobrze mi być inwalidą.
Dla takich niepełnosprawnych jak ja, nie ma ułatwień.
Tu nie pomagają windy, podjazdy, kule czy wydłużony czas pisania egzaminów.
Jedyne co mi pozostaje, to zmierzyć się z samą sobą. I zrobię to!

Czuję, że na wszystko w moim życiu jest osobny czas. Niedawno kilkoro ludzi narzucało mi pewne zachowania. To powinnaś, tego nie, bo JUŻ trzeba.
NIE!
Moje życie wewnętrzne znam tylko ja. Tylko ja. I nikt nie ma prawa mnie oceniać.
Jestem twardym zawodnikiem o miękkim sercu.
Twardym zawodnikiem. Moje życie to sprawiło, że muszę być twarda.
Może jestem malutka, drobniutka i niezauważalna, ale mam swoje zdanie, którego będę bronić na zawsze!

Nie uważam się za wyższą od innych. Jestem słaba tak jak inni ludzie, ale słaba jestem tylko dla najbliższych, którym ufam. Dla reszty mam twardą otoczkę, bo nie zamierzam być więcej raniona. Tyle.
Jestem dumna z tego, co już osiągnęłam. Jestem dumna. Nie tak pysznie, lecz z szacunkiem do siebie.

Teraz?
Teraz czas leci sobie jak chce. Bardzo różnie, co jest dziwne. Jeden dzień potrafi być długi jak trzy dni, tydzień potrafi być jak miesiąc, a godzina jak tydzień. Ciekawe...
Bawię się tym, bo moja codzienność teraz to jedna wielka niespodzianka.
Jeszcze większą niespodzianką będzie najbliższa przyszłość.



Najwierniejsza dusza?
Wciąż Muzyka.




P.S. Brawo dla Kamila Stocha. Tacy ludzie naprawdę inspirują i do takich świat należy! Szczególną uwagę zwracam nie na sukces, lecz na jego całe życie w każdej sferze i na DROGĘ do sukcesu.












niedziela, 12 stycznia 2014

Pufff... dmuchnięcie ciszy.

Życie się toczy, takie teraźniejsze, bezsensowne.
Niby wszystko jest po coś, a tak trudno to odnaleźć. Coraz więcej muzyki wrzyna się w pomarszczoną strukturę codzienności. Czy ją tępić? Chyba się już nie da, na pewno nie mam sił, by znowu próbować, bynajmniej... Czy wnosi coś dobrego? To tak jakby pytać o to, czy tlen wnosi coś dobrego do płuc, a krew do wszystkich narządów. Po prostu jest. Czasem jest intruzem, jakby nowotworem, ale stanowi jedność z całym ciałem, a krew jako tkanka łączna przepływa również przez nią. Wypłukuje każdy pojedynczy dźwięk i niesie do każdej komórki. Co potem się z nią dzieje? Sama nie wiem.

Ostatnimi czasy wszystko się zmienia. Wszystko. Najbardziej jednak to, czego nie widać. Tylu przyjaciół wokół, a nie da się z nikim o tym porozmawiać. Jak rozmawiać o czymś, co nie da się ubrać w słowa?
Kiedy traci się już wszystkie punkty zaczepienia, traci się równowagę, potem spada i leci, wszystko wygląda inaczej.

Jestem głucha do granic wytrzymałości. Głucha, ślepa, niema, zgubiona.

Z czego dziś się cieszyć? Jak dzisiaj żyć?
Nie wiadomo.
Głupota, brzydota i marność.
Na razie.
Potem? Zobaczymy? Usłyszymy? Przecierpimy?
Oby wreszcie skończyła się ta rzeczywistość pod tytułem: "byle do...". Oby...



***
Ostatnio wyobraziłam sobie, pewien obraz.
My jako ludzie, mając dzieci często dostajemy od nich mnóstwo pokracznie czasem narysowanych obrazków, przedstawiających COŚ. Są one niekiedy tak nieudaczne, że aż śmieszne lub całkiem niezajmujące.
A my jako dzieci Boga?
Wydaje mi się, że Bóg ma całą ścianę obklejoną naszymi SŁOMIANYMI ZAPAŁAMI, tak żałosnymi często, nazwać by je można było inwalidzkimi, tak, że patrząc na nie powinien zostawić je i odejść. On jednak patrzy na nie jak człowiek na rysunki swoich dzieci. Wie, że jesteśmy mali, że tylko na tyle nas stać, mimo to - próbujemy. On stoi przed tą ścianą i uśmiecha się patrząc na nasze zrywy wywieszone na gwoździkach. Cieszy się i patrzy z miłością dając nam siłę, by kolejne już, w miarę upływu czasu nie były słomiane.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Psychodelia na bogato. Noc przy świecy.

Co na dziś? Może urywek z dziwnej nieprzerwanej nici dziwactw ze środka... umysłu? wyobraźni?
Po prostu gdzieś jest.

Siedzę wysoko. Bardzo wysoko. Jestem pewna że to drapacz chmur, tak bardzo betonowy. Słyszę dźwięk klaksonów, gwar ludzi, pisk opon, jakąś muzykę, nawoływania, szum, gwar. Słyszę, choć do mnie ledwie dociera. Nagle wszystko jakby oddala się i oddala.
BUM!
Już prawie nic nie słyszę, siedzę pięćset metrów wyżej. A może tak tylko mi się wydaje.
W mojej głowie brzmi muzyka. Coś z repertuaru Mazzy Star. Jest uroczo.
Tak bardzo doskwierał mi lęk wysokości, przez całe życie. Teraz ten lęk przeszywający od stóp do głów, w połączeniu z muzyką jest dużo silniejszy niż mieszanka mocnych alkoholi.
Uczyniłam z lęku narkotyk!
Aaaa!
Czuję w brzuchu dziwny ucisk, ciarki na całym ciele. Muzyka jest coraz głośniejsza i głośniejsza.
Patrzę w dół na kolorowe taksówki.
Ludzie, dokąd jedziecie?!
Tu jest o niebo lepiej. Inna perspektywa, nic nie jest ważne. Odpływam.
Gorąco teraz zmienia swą barwę. Zaraz po zachodzie słońca, mury zaczynają oddawać ciepło.
Powietrze drży, unosi się i zaciera obraz. Zdjęłam okulary. Oczy przez chwilę bolały, ale teraz przedstawiają mi obraz w subtelnym rozmazaniu. Świat wariuje! Muzyka płynąca wciąż nie wiem skąd, teraz jakby osiadała na wibrującym do góry powietrzu. Może to cały budynek wibruje? Wszystko wariuje, trzęsie się, wiruje.
Jakiż ten świat piękny! Piękny z wybranych tylko perspektyw. Z mojej - jest cudowny.
Na chwilę straciłam czujność, och! Mój szmaciany but ześlizgnął się ze stopy, leci na ulice tego strasznego miasta.
Jeden, to i drogi - pomyślałam. Może znajdzie je jakiś bezdomny, mi już nie będą potrzebne.
Mam na sobie białą bluzkę, całkiem przylegającą, z długimi rękawami. Czuję, że moje ręce wydłużają się, stają się elastyczne, a mleczne rękawy rosną wraz z nimi, wyginają się i falują. Teraz mogę dosięgnąć wszystko. Widzę tylko zamazane obrazy dochodzące z dołu na platformie ciepłych powiewów, widzę też te z daleka, zza miasta, choć nie mam pojęcia co pokazują.
Jest wspaniale!
Nóg już nie czuję, nie wiem co się z nimi stało. Jeszcze przed chwilą kołysały się w rytm wiatru, któremu pozwoliłam je traktować. Teraz już o nich nie myślę. Czekam tylko na gwiazdy. Ciekawe jak brzmią w muzycznym powietrzu. Beton odbija się na moim ciele. Małe, czerwone wgłębienia po kamyczkach.
Chyba jestem już ponad nim. Lewituję? Ciekawie wszystko wygląda.
Piękność!
Cudowność!



Umieranie po to, by żyć. Odlatywanie, po to by osiadać. Falowanie, po to, by móc się ustabilizować.


W powietrzu też są wyspy. Mówi się, że fałszywe, a jednak, podtrzymują mnie.
Nie wiem skąd dziś wieje. Wiatr obiera każdy kierunek, może to on mnie unosi? Dobrze tak pobyć tutaj. Nikt mnie tu nie zna, ja też nie znam nikogo. Chwila... przecież nikogo tu nie ma. Muzyka chwilowo brzmiała jak dźwięk wodospadu połączony z odgłosem wpadających w wodę głazów. Co ja słyszę?
Sama nie wiem.
Miałam długie, jasne włosy. Włosy po pas. Teraz czuję, jakby każdy z nich odrywał się od mojej głowy, całkiem bezboleśnie, a wiatr zabierał je nie wiem dokąd. Moja głowa jest teraz dziwna. Bez włosów. Po tylu latach poznałam jej prawdziwy kształt. To ja?
Czegoś dotykam. Moje długie ręce czują coś miękkiego, nie mogę określić, jaki ma to kształt. Całkiem miłe.
Zakładam na głowę szafirową chustę, jakaż miękka! Ona też poddaje się wiatrowi, a wiatr poddaje się muzyce.
Teraz, gdy wszystko jest zsynchronizowane, czuję, że nawet moja krew w żyłach wie, jak ma się poruszać, Robi to inaczej, niż zwykle.
Wszystko to, tak niesamowite jest dziś prawdziwe. Właśnie tak.

Dziś przezwyciężyłam czas. Już od niego nie zależę. Dołączysz?



Czym jest IMPROWIZACJA?
To bycie sobą w 300% normy, nie zważając na otoczenie, stroniąc od stereotypów.



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Piękna Król Najszlachetniejszy.


Mój Bóg jest największym i najlepszym Artystą, jakiego znam.
Mój Bóg jest najwspanialszym Twórcą.
Mój Bóg ma nieskończony zasób pomysłów.
Mój Bóg jest do końca pełen weny.
Mój Bóg jest prawdziwym Artystą, gdyż tworzy z Miłości, którą sam jest.
Mój Bóg tworzy z niczego.
Mój Bóg nie ma ograniczeń.


Mój Bóg, gdy tworzy, najpierw buduje napięcie.
Mój Bóg jest Mistrzem w każdej dziedzinie sztuki.
Mój Bóg jest najpiękniejszą Muzyką, jest najbarwniejszym Obrazem.
Mój Bóg może wszystko.
Mój Bóg jest kontrowersyjny - tworzy sztukę, którą sam wymyślił i zaplanował.
Mój Bóg jest najbardziej świadomym Tworzycielem.
Mój Bóg ma wszystko, jest wszystkim, ubogaca dogłębnie.
Tylko od Niego chcę się uczyć.
Mój Bóg to KRÓL ARTYSTÓW.

Dziękuję za piękno!









niedziela, 22 grudnia 2013

W trzech słowach o nieskończoności uczuć - w kilku słowach o PASJI.

Najukochańsi!
Nigdy nie robiłam żadnych notatek, przed napisaniem tutaj posta. Dziś musiałam, bo nie chcę o niczym zapomnieć.

PASJA. Czym jest? Po co jest? Jaka jest? Co z nią robić? Jak odnaleźć?

Pasja, moi kochani, to coś, co jest naszą częścią. Mam rękę, nogę, głowę, oczy, uszy i... pasję. Po prostu.
Chcę dziś zachęcić Was, byście nigdy z nią nie walczyli, nie próbowali jej zwalczyć, gdyż, po pierwsze jest to niemożliwe, po drugie, nie chcę, byście prowadzili jakikolwiek proces autodestrukcji. Są to do cna syzyfowe prace. Znam to z autopsji. Sama wiele razy próbowałam popełnić tę amputację, próbowałam odciąć się od moich pasji, które niekoniecznie pasują do kanonów uznanych za "pożyteczne", godne uwagi i dające zysk.
Pasja nie ma nic wspólnego z ZYSKIEM materialnym. Nic.
Rodzę się i widzę, mam ręce, mam nogi... Z pasją jest inaczej. Ona kiełkuje, rośnie, w końcu ją dostrzegamy. Niektórzy od razu, gdy są mali, wiedzą, co to jest. Niektórzy do końca utrzymują, że takowej nie posiadają. Żalą się często, że brakuje im pasji, brakuje powodu do wszelkich dążeń. NIEPRAWDA! Każdy z nas ją ma, chciej ją odkryć! Drąż! Może jest bardzo niekonwencjonalna. Tym lepiej.

Chciałabym być taka i taka, chciałabym lubić to czy to - niestety - to, co jest moją częścią, jest już WRODZONE. Nie mogę sama decydować o tym, jakie i czym to jest. Mam wpływ jednak na rozwój tego czegoś, na kiełkowanie. Mogę podlewać, pielęgnować, umożliwiać dostęp promieniom słonecznym, by wzrastało.

Uważam, że moje pasję, są częścią mojej twarzy. Jeśli ktoś ich nie zna, nie zna mnie. Są one tajemniczym zlepkiem upodobań, dążeń, które nie zawsze i wszędzie w ogóle da się demonstrować. Czytaj: nie możesz w każdym miejscu i czasie skakać na nartach, rozmawiać, bądź zajmować się dziećmi. Ta wynikająca z natury rzeczy niedostępność, sprawia, że pasja daje nam jeszcze więcej szczęścia i satysfakcji. Ty i Twoje pragnienia są jak małżonkowie. Czasem warto oddalić się na moment, "odpocząć" od siebie, nabrać dystansu, by stęsknić się mocno i w końcu ze zdwojoną siłą radości do siebie powrócić.


Teraz (znowu) trochę o muzyce.
Hmm... nie jestem w tym dobra, nie potrafię, nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku, ALE, jest ona w 100% moją pasją, która wypełnia mnie od stóp do głów. Nienawidzę w tym rejonie rywalizacji. Od dziecka nienawidziłam rywalizacji w każdej formie, choć zdaję sobie sprawę, że na większość osób działa stymulująco. Na mnie nie. Dobrze jest odkryć siebie i uczyć się swojej osoby.
Nie uważam siebie za artystkę, bo nią nie jestem, za to moja duszą jest nią w 100%, na co również nie mam wpływu. Artysta-egoista. Właśnie, ale ten pozytywny. Stąd pewnie ta niechęć do rywalizacji i afirmacja współpracy.
Dobrze jest w końcu pokazać się ze swoją pasją wśród ludzi. Pokazać nie po uznanie, czy w celu zysku. Po co dać naszej pysze szansę do wzrostu i rozwoju. Pokazywanie się z tym co kochamy, to po prostu okazja, by być z ludźmi jako prawdziwy ja. By pokazać swoją autentyczną twarz. Wreszcie po to, by samemu ubogacać swoją wytrwałość.

Wiecie dlaczego artysta często się złości i bulwersuje wewnątrz? Otóż, męczy go to, że inni go nie rozumieją. Nie to, że nie rozumieją sytuacji czy problemów, a to, że nie rozumieją uczuć i nie mogą być z tym prawdziwym 'ja' tylko są z 'jakimś' człowiekiem. Nie ze mną. Z kimś.

Zauważcie, te wyrażalne uczucia, są proste, bo kiedyś ktoś je nazwał. Są zimne, bądź ciepłe. Czarne, bądź białe. Wyrażają konkretne przesłanie. Artystyczne uczucia są inne niż te nazywalne. Owszem, niektóre są długodystansowe, wcześniej przemyślane, ale większość z nich jest nagła, nie odkryta przez samych artystów. Pewnie to trudne do zrozumienia, lecz można to zobrazować za pomocą góry lodowej. Czubek góry to typowe uczucia: złość, miłość, uznanie, sprzeciw, tęsknota, bunt, itd... Wiele jest takich, które są 'pod wodą', których sama nie rozumiem, nie wiem skąd się biorą, ale one są i są częścią mnie. Są jak małe komórki, z których powstają tkanki składające się na moją twarz.

Kojarzą mi się z kolorami, które w realu nie istnieją, ale mam je w głowie. Nie da się nimi podzielić. Tak samo różne inne doznania estetyczne, które są całkowicie egoistyczne, ale z niezamierzonej woli, gdyż, niemożnością jest podzielić się nimi. Niech tak zostanie. Są intymną częścią naszej budowy.
Zachęcam jednak, by jeśli tylko się da, uchylić czasem rąbka tej intymności artystycznej, by ubogacać innych.

Pisanie, chociażby tu, w kuferku, również jest moją pasją. Czasem ostatnimi siłami, w środku nocy, ale piszę...
Bardzo się cieszę, że mogę to robić. Jest to niezależne ode mnie, ale od niedawna widzę, że również może ubogacić innych, a inni ubogacają mnie. Jakie to piękne!


~~CNOTY~~
Są głównym dobrem, jakie możemy w sobie mieć, jakie niosą piękno. Zaraz po nich jednak są wszelkie dobre pasje, które nietłamszone są czymś, co może inspirować innych i czynić nas charyzmatycznymi.

Zrezygnujmy już z szarości i bierności! Rozwijajmy się, twórzmy.
Możemy uczyć się historii, ale ja osobiście wolę ją tworzyć, chociażby dla najmniejszego grona osób!


Przed najpiękniejszymi świętami w roku, chciałabym skorzystać z okazji i z tego swoistego nośnika, jakim jest kuferek, by powiedzieć Wam, w jak najszerszym gronie parę słów.
Najpierw pragnę przeprosić. Choć to przeprosiny wirtualne, pisane, są szczere. Przepraszam każdego, kogo kiedykolwiek skrzywdziłam, znieważyłam, obraziłam, uraziłam, zgorszyłam lub zasmuciłam. Przepraszam za każde zło, jakiego doznaliście przeze mnie.
Dziękuję za to wszystko, co w tym roku dostałam od Was. Dziękuję za piękne spotkania, nowe znajomości, dobre słowa. Za ostatnie życzenia i ogrom miłych słów, które TAK BUDUJĄ!



Pragnę życzyć Wam wszystkiego, co najpiękniejsze! Życzę Wam odnajdywania i rozwijania pasji. Życzę, byście nigdy się nie poddawali, nie tracili własnej osobowości. Byście nie tworzyli internetowych 'asków', które moim zdaniem są aktem desperackiego ekshibicjonizmu osobowości, ale byście dali poznać się osobiście.
By Pan Jezus narodził się w Waszym życiu. On jest, daje mnóstwo darów. Wyczekujcie Go, oczekujcie od Niego. Odkryjcie sens świąt na nowo. Życzę, by każdy dzień był przepełniony świeżością, uśmiechem, determinacją, indywidualnością i inspiracją. By słowa przemieniały się w czyny i nie pozostawały martwe.

Życzę Wam najprawdziwszej pod słońcem MIŁOŚCI i wiary.
Błogosławionych Świąt!!!




Koncert, którego właściwie opisać nie potrafię. Po prostu dziękuję Bogu za Igora, który daje świadectwo, że prawdziwi Artyści istnieją. Artyści przez duże A:

niedziela, 8 grudnia 2013

Całkowita niezależność.

Ubieram się dziś w całkowitą niezależność. Nie chcę, by o moim życiu decydowali inni ludzie, system, pseudo-wartości, moje krótkotrwałe zachwiania.
Jak tu stać się całkowicie niezależnym? Trudne zadanie.
Chcę je podjąć.

Zauważam pewną prawidłowość. Mając swoje poglądy, niektóre tak ważne, że stanowią wręcz samą mnie, przebywam często w otoczeniu ludzi, którzy mają totalnie odwrotne podejście do rzeczywistości. Z wielu powodów, jestem pewna, że jest ono wręcz nieprawidłowe. Jestem tego pewna do końca. Czas jednak jest nie tylko 'wspomagaczem', gdyż potrafi też mocno wpływać na nas nie tak, jak to powinno mieć miejsce.
Zauważam, że czasem zaczyna pojawiać się u mnie dziwne, bezsensowne poczucie winy (?), poczucie bycia gorszym (bo przecież uważam inaczej niż większość), poczucie odrębności i wyobcowania.

"Kiedy wejdziesz między wrony, będziesz krakał tak, jak one". Otóż to. Ale ja krakać nie mam zamiaru! Tak, jako człowiek, słaby do kruszca kości człowiek, wiem, że dotyka mnie wiele złudnych odczuć. Właśnie dziś, teraz, przechodzę trening życia. Myślę, że wielu z Was to dotyka, lub dotknie. Im bardziej inne od wszystkich są moje poglądy, tym mocniej utwierdzam się w tym, że są one dobre. Dobre dla mnie i ogólnie - poprawne.
Nie pozwolę sobie wierzyć w podszepty szatana, którym uległo nieświadomie tak wielu moich znajomych. Przykro mi patrzeć na cały ten ogromny proces, który jest procesem niesamowicie paradoksalnym.
Zauważmy, dziś każdy chce być oryginalny, zwracać na siebie uwagę, co za tym idzie, dąży za modą, która w danym czasie jest jedna. Wchodząc w to, co teraz jest na topie, stajemy się szarą masą pseudo-oryginalnych ludzi. Ech, nie łatwo dziś nie ulec większości.

Dziś może dotknę trochę tematyki wiary. Z jednej strony wszyscy biegają z transparentami "telewizja kłamie", z drugiej strony, wracają wieczorami do domów i włączają telewizory, by obejrzeć, jak prezentowali się podczas swoich demonstracji.

Najdziwniejszą rzeczą, jakiej nie mogę zrozumieć, jest patrzenie na wiele spraw przez pryzmat tego, co mówią inni, zwłaszcza media. Może to utarty temat, wyświechtany do granic wytrzymałości, aczkolwiek ciągle świeży i myślę, że warto się nad nim zastanowić.

Media patrzą na Kościół jak na instytucję, którą rządzą ludzie uporządkowani według pewnej hierarchii, mający na celu tylko własną wygodę i przyjemności, głoszący przykazania (Boga?), który i tak nie istnieje, sami się do nich nie podporządkowując.

Gdyby nie to, co widzę od wnętrza Kościoła, gdyby nie LUDZIE (!!!), którzy są tym Kościołem - wierzyłabym w to.Może niedługo napiszę coś więcej na ten temat, bo właśnie powinnam się tym podzielić, ale teraz chciałabym zachęcić wszystkich ludzi, którzy czytają regularnie, a być może wpadnie im kiedyś w ręce ten tekst, chcę zachęcić do tego, by nie oceniać czegoś, czego się nie zna z pewnych źródeł.

Dziś konkretnie, zwłaszcza, że mamy adwent - czas bielenia naszych szat i prostowania dróg Panu, chcę zachęcić, żebyśmy spróbowali odkryć Kościół, jako dom, jako grupę WSPANIAŁYCH ludzi. Można się bardzo pozytywnie zaskoczyć. :)

***
NAJŁATWIEJSZĄ, NAJSZERSZĄ i NAJBANALNIEJSZĄ drogą jest ta szeroka, która z.a.w.s.z.e. prowadzi do zguby. ZAWSZE!
Drogą tą jest myślenie, że Boga nie ma, które podpowiada nam szatan, w którego z resztą mało kto z nas wierzy (co jest jedną z jego największych wygranych). Spróbujmy odnaleźć Boga osobiście, dostrzec Go w Kościele, poznać Jego zamiary i Pedagogię, następnie dopiero oceniajmy Kościół.
Reszta niebawem.

Pozdrawiam :)


czwartek, 5 grudnia 2013

Z cyklu: "osz ty, losie!" - OBURZENIE.

Losie, nie dajesz czasu na przyzwyczajenia!
Nie dajesz czasu na okiełznanie własnych myśli!
Nie dajesz czasu na zidentyfikowanie sytuacji!
Nie dajesz czasu na przyzwyczajenie się do swojej codzienności!
Nie dajesz czasu na bycie sobą, bo nagle odkrywamy, że będąc sobą, już jesteśmy kimś innym.
Losie, pozwalasz nam się zmieniać! Pozwalasz zmieniać się wszystkiemu wokół.

To jeszcze jestem w stanie ci przebaczyć, jednak nigdy nie przebaczę ci tego, że nie dajesz nam czasu na poznanie siebie. Tego, że pozwalasz na takie zmiany. Tego, że choć jesteśmy stworzeni jako istoty ciągle przyzwyczajające się do czegoś, ty, losie, to wszystko zaburzasz.
Nie wybaczę ci, że nie mogę panować nad dziwnymi emocjami, które pochodzą ode mnie, a jakby nie ode mnie.

Losie, daj nam czas!!!






Śmiejecie się ze mnie, gdy mówię, że żyję bez zegarka i kalendarza. Owszem, ciągle się spóźniam, potrafię mocno zaspać, nie wiem który dziś dzień, jakie dziś święto, nie wiem, że już pasowałoby iść spać, nie wiem, co, jak i kiedy.
Ale po co się zmieniać, jeśli taka właśnie jestem?
Ty masz czas na wszystko, mając wszystko poukładane. Ja nie.
Powinnam nazywać się Karolina Na Wariackich Papierach.


Pędzę zatem wymienić dowód osobisty!

Was zostawiam z czymś, co świetnie smakuje w ustach, gdy ma się to w uszach.
Na muzykę czas jest zawsze. Codziennie, w każdej chwili dnia i nocy.

Panie losie, dziękuję za to, że dałeś mi chociaż przyzwyczaić się do piękna.












środa, 27 listopada 2013

Ciągle czuwając.

Kochani, jak bardzo cieszę się, że istnieje piękno. Ostatnio przekonałam się, że jest ono niezgłębione. Nie wiem co powiedzieć, nie wiem, co ze sobą zrobić!
Wszystko dzieje się tak szybko, wokół próbne matury, ciągłe zabieganie, trochę choroby, jakieś wyjazdy, a wszystko jakby obok. Obok mnie.
Codziennie zaglądam do kuferka moich myśli i odnajduję w nim nie to, co chciałabym dostrzec.
Codziennie też zaglądam do kuferka blogowego, choć jakoś nie miałam czasu czegokolwiek napisać.
Przepełnia mnie jednak miłość i wielka serdeczność wokół tego, co dzieje się wokół. Widzę, że wiele się zmienia. Czy mnie to cieszy?
Cóż, niektórzy lubią tajemniczość. Ja też - choć tylko wtedy, gdy jest piękna.

Powiedziałam, że to co dzieję się teraz jest obok mnie. Otóż, nie. To jest pode mną, jakoś bardzo przy ziemi. Ja jestem ciągle ponad to, ciągle ponad. Czy bujam w obłokach? To złe słowo. Moje nogi mocno stąpają po ziemi jednocześnie ledwo ją dotykając. Wszystko jest takie dziwne, obce. Sama dla siebie jestem obca, nie potrafię nawet tego opisać.
Parę nowych wyzwań, może pochopnie podjętych decyzji, pewnie sporo bezmyślności i naiwności. Ale to też jest potrzebne.

Niedługo świat zbieleje, pokryje go śnieg. Nie lubię zimy. Zima choć piękna niekiedy zza okna, zawsze sprawiała, że chciałam zakopać się pod kocem i nie wychodzić do pierwszych promieni wiosennego słońca. Ewentualnie wyjść parę razy z aparatem na piękne widoki. Ale zima może oznaczać tylko jedno - kiedyś przyjdzie wiosna. Pewnie jestem dziwna, ale już o niej myślę.

Gdybyście wiedzieli, ile potrafią zmienić niecałe trzy dni warsztatów muzycznych, które były spontaniczną decyzją. Hmm, chociaż w sumie one niczego nie zmieniły, ale mocno utwierdziły mnie w moich przekonaniach. Tak bardzo szanuję ludzi, którzy są sumienni, ciągle się czegoś uczą, zdobywają kolejne stopnie, wyróżnienia, pozytywne opinie. Ja jednak tak bardzo jestem inna.
Najwięcej uczy mnie spontaniczne życie. W wakacje uczę się 10 razy więcej niż w roku szkolnym, którego forma tylko mnie przytłacza. Ach, jak bardzo już chcę wiosny. Zostawić za sobą słowo 'matura', zamknąć parę nieszczęsnych drzwi i odwrócić się twarzą w kierunku obranym przez siebie.

Nie umiem się wpasować w to, co przyszykował dla mnie mój kraj. Nie potrafię być honorową patriotką, nie umiem być dobrą koleżanką, nie potrafię być porządna i zorganizowana. Nie umiem robić nic na siłę, nie potrafię zmusić się do czegoś, czego nie chcę, nawet dla dobra wyższego. Ciągle naginam zasady, potem obwiniam siebie. Taka właśnie jestem, ale taka właśnie chciałabym być kochana. Przez ponad 18 lat życia próbowałam być kimś PORZĄDNYM. Nie udało się. Myślę, że powinnam starać się pielęgnować w sobie to, co mam dane pięknego, nie robić nic na siłę. Nigdy nie będę idealna, jak każdy człowiek. Nigdy nie będę idealnie wyglądać, idealnie się uczyć, idealnie rozwijać, idealnie rozumieć, idealnie postrzegać, idealnie, idealnie... Nigdy.
Dziś chcę jednak, by mój uśmiech, który jest zawsze prawdziwy, pozostał właśnie takim uśmiechem.
Może prawdziwy = idealny?

Tak bardzo cieszę się, że mam uczucia. Może jest ich zbyt dużo, może są zbyt przejaskrawione?
Bardzo boli mnie i parę tysięcy razy na dobę kłuje w serce obojętność ludzi na istnienie innych.
Podobno konie noszą klapki na oczy. W szkole, na chodniku, w sklepie czuję jakby to ludzie je mieli, liczył się dla nich tylko własny cel.


Co tu zrobić, by walczyć z egoizmem? Co tu zrobić?

Błagam, ludzie, nie wykorzeniajcie z siebie wartości, które już macie! Kiedyś staniecie przed pewną Osobą. Osoba ta powie:

Dostałeś uśmiech - zakopałeś.
Dostałeś miłość - wmówiłeś sobie, że nie istnieje.
Dostałeś umiejętność wzruszenia - zaprzepaściłeś.
Dostałeś tak wiele, byłeś taki idealny - wszystko to zatraciłeś!
Pytam: GDZIE SĄ TWOJE TALENTY?!



Nigdy, nigdy, nigdy... Nigdy nie zapomnę. W żadnej minucie nie odpuszczę. Zawsze pamiętam o tym, co ważne. Nie zmienisz mnie.


Na koniec pragnę podziękować. Tak, znowu. Dziękuję, za każdy, nawet najmniejszy uśmiech, który kierujesz do mnie, za każdy przejaw serdeczności, za to, że jesteś.
Nie zdajemy sobie sprawy, że to własnie wszelkie dobro zagnieżdża się w czyimś sercu, nie tylko zło, które je niszczy. Zło rujnuje, ale nie zapominajmy nigdy, że dobro buduje, potem jeszcze podnosi.
Dzięki za skrzydła, za jasność spojrzenia, za ciągłą świeżość, o której zwykle mówię.
Cieszę się, że mam to co mam. Cieszę się, że jest jak jest.

sobota, 16 listopada 2013

Patrzeć. Odwrócić OBRAZ ogonem.

Często mówi się o tym, że ludzie są nieprawdziwi, ponieważ noszą MASKI. Owszem, tak jest, ponieważ nikt z nas nie potrafi być identyczny wobec rodziców, nauczycieli, znajomych ze szkoły, znajomych z kolonii, czy wujka, którego widzimy raz na 5 lat. Ja jednak widzę to trochę inaczej...

Lubię tak czasem zostawiać utarte schematy z tyłu i spojrzeć na sprawę z INNEJ PERSPEKTYWY.

Człowiek jest wielkim malowidłem. Ogromnym dziełem z mnóstwem kolorów, światłocieni, perspektyw, rzutów, dominujących barw i nastrojów. Jest wykonany techniką kolażu, w niektórych miejscach delikatnie muśnięty pewnymi cechami, być może to decoupage? Jest to obraz idealny, każdy jednak inny. Niektórzy jesteśmy malowidłem pełnym małych szczegółów, drobnych elementów, inni zaś abstrakcją tęczowych kolorów. 

O tak, dobrze być dziełem sztuki. Powiedzmy, że ta właśnie treść obrazu jest naszym 'ja'. Charakterem, uczuciami, umiejętnościami, zainteresowaniami - co ważne - wszystkimi REALNYMI.

Mówi się więc, że ludzie noszą maski, że wszyscy są sztuczni itd, itd. Otóż, nie!
Jest mnóstwo ludzi sztucznych, chodzących w co najmniej dziesięciu twarzach na zmianę, co ciekawe, twarzach nieziemsko od siebie różnych. W tym miejscu jednak powiem, że my nie zmieniamy wcale masek, tylko nasze RAMY. Znam jednak wielu ludzi, którzy zawsze są prawdziwi.
Ludzie widząc nas, odbierają tzw. pierwsze wrażenie, które jest kluczem i pryzmatem do oceniania nas już przez cały czas znajomości. Zauważam tu, że tym pierwszym wrażeniem, potoczną maską, jest właśnie rama obrazu.

NIE MA SZANS! Nie ma szans, aby ktoś, kto widzi nas po raz pierwszy, zobaczył od razu cały obraz.
Aby to zwizualizować wyobraźmy sobie, że podchodzimy do obrazu, nie do człowieka.
Nigdy nie podchodzimy jako zwiedzający galerię, od frontu obrazu, od jego najpiękniejszej strony. Nigdy nie mamy pięknych światełek okalających dzieło, które rzucają światło pod odpowiednim kątem. Nie mamy przed sobą czerwonych, miękkich dywanów. Przed nami nikt nie ustawia tabliczki z opisem naszej historii.
Podchodzimy do obrazu Z BOKU. Widzimy tylko wąską ramę, nie mając pojęcia, co dzieło prezentuje. 
Zmiana pozycji względem dzieła może zaistnieć tylko w czasie. Wraz z nim posuwamy się małymi kroczkami odkrywając coraz to nowsze motywy, patrząc pod innym kątem.


Obraz schowany w szufladzie lub wepchnięty ręką obrzydzenia do zatęchłego kantorka, niestety, niszczeje. Zazwyczaj jego butwienie, szarzenie następuje od strony ram do środka.


(...) Właśnie. Zauważmy, im bardziej nie dbamy o siebie, o swoje wnętrze, im dalej ludzi zostajemy, im bardziej się izolujemy, nasze brzegi zaczynają mieć na sobie ciemny nalot.
Osoba, która zechce obrócić się względem nas tak, by widzieć naszą fasadę, będzie musiała włożyć więcej wysiłku w tenże proces. Przed zniszczeniem ominęłaby tylko ramę i już ukazałaby się pełnia kolorów. Teraz, musi zrobić parę kroków dalej, by w ogóle dostrzec barwy.




Od nas zależy, w jaką ramę się oprawimy. Od nas zależy, czy pozwolimy zawiesić się na jasnej ścianie, ukazującej nasze piękno, z delikatnym oświetleniem. Od nas zależy, czy pozwolimy wyścielić przed sobą czerwony dywan, którym jest szacunek dla innych, otwierający drogę do naszego wnętrza.
Z czasem, gdy coraz więcej ludzi przyciągnie nasza wytworność, nasza wartość wzrośnie, a my będziemy mogli zaistnieć w złotej, rzeźbionej ramie, którą będzie nasz szczery uśmiech i prawdziwa otwartość.


Chyba każdy z nas chciałby być dziełem na wyodrębnionej, białej ścianie, gdzie będą przychodzić do nas ludzie na poziomie (a co się z tym wiąże w mniejszej ilości), niż być płaskim obrazkiem za 2,50 zł wiszącym na bazarze dla wieśniaków.

SAMI zadecydujmy, jakimi będziemy dla innych, zapracujmy na własny poziom kultury. Sami zadecydujmy w jakich wystawach będziemy brać udział!


***
Kiedy przyjrzymy się bardzo dokładnie, odnowimy nasze brzegi, oczyścimy i oddamy do renowacji, okaże się, że tam na samym dole, czarnym piórem najwyższej jakości podpisany jest Autor - Bóg.


P.S. Na bazarze, choćbyś miał najpiękniejszą ramę i wisiał przodem do całego TŁUMU, pamiętaj, słowo TŁUM jest złe.
Tłum nie zwróciłby uwagi na Twoją wartość, tłum nie zna Autora, ominąłby Cię szerokim łukiem nie wiedzą, jak wielka okazja na poznanie skarbu przeszła mu koło nosa.


środa, 6 listopada 2013

Niby, niby, niby. Niby zdrętwiałe, spróchniałe, w środku jednak soczyste!

Dzisiejszy kwejk, so good...  NAĆPANIE muuuzyką.


Zdrętwiałe ręce, nogi, ot, taka norma.
Wieczne narzekanie, ciągle źle i przykro, ale po co?

Spróchniałe pomysły, zakażone ambicje. Słomiany zapał?

Taka sytuacja: chcesz coś zrobić, coś inicjujesz, zaczynasz, podnosisz ręce, nabierasz powietrza, jesteś prawie pewien, że to zrobisz. Nagle - opadają ręce. Dlatego, że istnieje mnóstwo czynników gaszących zapał.
Brzydcy strażacy. Gaszą, tłamszą. Są niewidzialni.
Lenistwo jest jednym z takich strażaków, lęk przed opinią innych, niewyćwiczona kreatywność, mnóstwo ograniczeń. Jak z tym walczyć?
Dziwna świeżość jednak wkracza w życie. Czas niby deszczowy, powiesz - przytłacza. Gdzież tam. Byle wyjść ze szkoły i stać się sobą, już jest pięknie.
Niektórzy mówią, że cele są blisko, ale nasze przeszkody sprawiają, że nie odbijemy się mocno od ziemi, nie podskoczymy i nie przeskoczymy ich, tylko obchodzimy wokół być może do końca życia. Przykre to, lecz jak prawdziwe. Gdzie znaleźć wiarę w siebie? Gdzie znaleźć pomysł na siebie? - pomyślało 90% populacji ludzkiej.
Ech, może kiedyś wszystko się wyjaśni?


Niebo w moim Iwoniczu wciąż zachwyca:






Chyba zacznę wierzyć w jakże znane ostatnio motto:

"Kim jesteś?
-Jesteś zwycięzcą!"


Może jednak tchórzem? Może jednak człowiekiem brodzącym nosem po ziemi? Może jednak na zawsze poszukującym? Może jednak tylko obserwatorem? Może jednak na stałe w cieniu? Może jednak bez racjonalnych celów?

Może niezdrowym marzycielem?


Może jednak w końcu ZWYCIĘZCĄ?



Piękno samo w sobie. Kropka.






Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...