niedziela, 5 sierpnia 2018

Korespondencja


Trudna bywa korespondencja ze samym sobą. Często towarzyszy nam dziwne odczucie, gdy czytamy swoje przemyślenia sprzed lat, miesięcy, czy nawet dni. Często bywa też tak, że zupełnie inaczej wyobrażamy sobie nasze myślenie, które będziemy mieć kiedyś, po czym okazuje się, że po czasie jesteśmy jeszcze inni. Nie da się przewidzieć siebie na zaś. Nie da się. Zbyt dużo wydarzeń, miejsc i ludzi nas otacza. To wszystko jest tak żywe, plastyczne i ruchome, że wpływa na nas przestrzennie, od wielu stron jednocześnie.
Trudno jest tak pogadać ze sobą z kiedyś. Trudno to zrozumieć, bo codziennie mamy inne oczy, inne uszy. A wszystko przecież odbieramy polisensorycznie, ciągle.
Czy skupiać się tylko na tym, kim jestem teraz?
Bynajmniej.
Czasem w danym momencie działam pod wpływem emocji, humoru, pogody, zmęczenia i wielu innych, jakże nieważnych, czynników. Warto zawsze starać się być całością siebie. Przecież to doświadczenia nas tworzą. Zawsze jesteśmy całością złożoną z wielu elementów. Elementy dochodziły i dochodzą z czasem. Nie mogę rozmyślać nad trudną czy bolesną częścią siebie, swojej historii z przeszłości, bo to rozdrapywanie ran, jednak nie mogę też zapomnieć tego, co przyniosły te sytuacje. Czego mnie nauczyły.
Cnoty i wartości też powinny być niezmienne. I miłość. Obecność tego wszystkiego musi być stała, a jedyne zmiany, jakie ich dotyczą, to rozwój i rozrost.
Dzisiaj nie wiem już, dlaczego byłam jakaś wczoraj i nie wiem, jaka będę jutro. Nie wiem, ile mogę znieść, ile przetrzymać. Nie wiem, ile siły we mnie drzemie, a ile poddania się. Czasami, kiedy leżę na łopatkach, okazuje się, że są one dobrą trampoliną do odbicia się.
Pustynia dużo zmienia. To jasne. Tu, na pustyni, już dobitnie trudno się komunikować ze sobą samym. Gdy trudności przerastają ciało i psychikę, nagle otwierają się przed oczami własne, nieznane dotąd strony. I tak ma być. I o to chodzi.

Dzisiaj napiszę do siebie list, w którym powiem sobie, że mam być wdzięczna za każdą pustynię. Za każde wyzwanie.
Brzmi banalnie, ale dopóki nie odczuje się pieczenia pleców od uderzenia biczem, nie da się tego bicza dobrze opisać. Dobrze go poznać. Warto doświadczać.
Myślimy słowem, a słowa mają moc. Czasem warto je spisywać, by mieć wgląd we własną ewolucję. Dlatego piszę. Lubię potem wchodzić w trudność korespondowania ze sobą samą. W czasie. Po czasie. Zmierzenie się ze wstydem lub dumą. O, albo nawet wszechobecną obojętnością. Lubię to uczucie, tę niepewność i ciekawość odnośnie tego, co będę chciała opisać za rok lub za dwadzieścia lat. Oby to była korespondencja budująca. Twórcza i dobra.
Jestem zwykłym, kruchym człowiekiem, który nie ma nic, a który dać może tylko niedoskonałą miłość. I takim właśnie człowiekiem będę do końca, a to co będzie przynosiło życie przyjmę najlepiej jak potrafię. I może opiszę?
Najtrudniej wysłać list do siebie. Najtrudniej też odczytać taki list. Najtrudniej wejść w siebie, zobaczyć, co się zastało i napisać sprawozdanie. Przeanalizować to, wyciągnąć wnioski i iść dalej.
Jak to dobrze, że jest tylu pięknych ludzi wokół. Dobrze, że nie tylko ze sobą możemy korespondować. Jak to dobrze, móc kochać rozmowę. Jak to dobrze wymieniać się listami. Historiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Orkiestra nurtu rzecznego

Czas to z jednej strony coś niewidzialnego i nieuchwytnego, coś co mogłoby stanowić definicję abstrakcji i antonim namacalności. To coś, co ...